Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Tarabanienie w Iwaniskach - jak OSP kultywuje ten obyczaj?

Wieś i Rodzina OSP
Data publikacji 11.05.2019r.

Iwaniska, kiedyś miasto, dziś gmina wiejska w pow. opatowskim, położona jest nad rzeką Koprzywianką, na krańcu Gór Świętokrzyskich. Tu działa OSP Iwaniska, której prezes Daniel Kijanka, jak i pozostali druhowie są pełni zaangażowania i oddani sprawom straży i mieszkańców tejże osady.

Historia OSP w Iwaniskach

r e k l a m a

Z niepełnych kart historii jednostki wynika, że Ochotnicza Straż Pożarna w Iwaniskach powstała w 1906 r. z inicjatywy Karola Gibowskiego, obywatela Wieczorka i aptekarza Cichockiego, początkowo nosiła nazwę Straży Ogniowej i była organizacją tajną. Sprzęt pożarniczy, np. bosaki, beczkowozy, wiadra przechowywano u okolicznych gospodarzy. Z czasem wzniesiono na placu przy urzędzie gminy strażnicę. Okazała się jednak za mała, więc dobudowano szopę, w której składowano sprzęt strażacki wraz z wozem rekwizytowym. Niestety, nie zachowały się żadne dokumenty, w których zawarte by były informacje odnośnie okresu I wojny światowej.

Zawsze gotowi do akcji

Druhowie byli tak zorganizowani, że wystarczył dany sygnał, by byli niezwłocznie gotowi do akcji. A udzielali się nie tylko przy gaszeniu pożarów, lecz nieśli pomoc w każdej sytuacji, wielokrotnie dramatycznej. Oprócz tego straż prowadziła działalność kulturalną, organizując świetlicę, wystawiając amatorskie sztuki teatralne, loterię fantową oraz zabawy taneczne, z których dochód przeznaczano na potrzeby jednostki. Tę działalność przerwał wybuch II wojny światowej. Wznowiono ją w 1945 r. i działalność zarządu w osobach: prezes Czesław Krzyżanowski i naczelnik Józef Piątek a następnie Hieronim Sejmicki, była bardzo aktywna. Dużą rolę w tych latach odegrała nowo utworzona 9-osobowa drużyna żeńska, jak na owe czasy, to był rzadki widok.

Druhowie wzbogacili się o wóz rekwizytowy, kamień miękki i wapno na budowę nowej remizy. Kolejny zarząd, który funkcjonował od 1959 roku do 1963 r. przyczynił się do pomnożenia majątku jednostki. W kolejnych latach zorganizowano budowę remizy, częściowo w czynie społecznym a częściowo z dotacji państwowych, której otwarcie nastąpiło w 1966 r., a w niej znalazło się miejsce na sprzęt i samochód pożarniczy Star 25, który w tym samym roku trafił do jednostki. Od tej pory postępował sukcesywny rozwój, trafiały do niej kolejne pojazdy m.in. lekki samochód Żuk, w 1993 r. Star 266. W roku 1997 jednostka została włączona w struktury KSRG a w trzy lata później do Iwanisk trafił samochód Savien. Dzięki pomocy finansowej Zarządu Głównego PSP, komendy PSP w Opatowie i samorządu gminy Iwanisk przeprowadzono rozbudowę Domu Strażaka i renowację samochodów.


W kościele o północy w taraban uderza, jako pierwszy najlepszy dobosz
  • W kościele o północy w taraban uderza, jako pierwszy najlepszy dobosz

OSP Iwaniska dzisaj

Dziś jednostka liczy 37 członków, w tym 7 druhen i 30 druhów oraz 12 członków MDP. Na wyposażeniu jednostki są trzy samochody, 2 średnie marki Star GBA i lekki Gaz Gazela Srt. Na czele jednostki od 2016 roku stoi prezes Daniel Kijanka, funkcję naczelnika pełni Marcin Szuba, natomiast gospodarzem jest Piotr Glibowski.

Dziś wydawać by się mogło, jest łatwiej zdobywać środki na sprzęt i umundurowanie, niestety, to nie jest takie proste – mówi naczelnik Marcin Szuba. – Przykro tak mówić, ale nie możemy liczyć na wsparcie władz gminy. Jeśli mamy potrzeby, musimy sami o wszystko zawalczyć. Dzięki naszemu prezesowi, pewne środki pozyskujemy z realizacji programów unijnych, które on rozpisuje. Nie wiem, czy mielibyśmy cokolwiek, gdyby nie on. To człowiek o gołębim sercu, wciąż myśli jak usprawnić naszą działalność, jak zdobyć fundusze, a poza tym każdą wolną chwilę spędza w remizie. Poza tym Daniel Kijanka jest ratownikiem medycznym i swą wiedzę przenosi na nasz strażacki grunt. Dzięki jego inicjatywie organizowane są szkolenia dla młodzieży szkolnej z zasad udzielania pierwszej pomocy. Organizujemy festyny, Dzień Dziecka, podczas których również prezentujemy sprzęt strażacki, zajęcia z pomocy medycznej, a także opowiadamy dzieciom na czym polega służba w straży pożarnej. Może tym sposobem przyciągniemy kolejne pokolenia i będą kontynuować tradycje. My tu prawie wszyscy jesteśmy dziećmi, wnukami strażaków i to nam schlebia.


Podczas mszy rezurekcyjnej , tarabaniarze uczestniczą w procesji
  • Podczas mszy rezurekcyjnej , tarabaniarze uczestniczą w procesji

Co z tym tarabanieniem?

Kiedy zrodził się ten wielkanocny obyczaj, na te pytania odpowiedzi nie uzyskamy. Nikt bowiem nie zna genezy obyczaju – mówi pan Marcin. – Niektóre źródła podają, a może to legenda, że to pozostałość z czasów potopu szwedzkiego i Karola Gustawa, którego wojska taraban porzuciły opuszczając Iwaniska. Ile w tym prawdy, nie wiadomo. Ważne, że tradycja tarabanienia przetrwała do dziś. Przygotowania do tarabanienia rozpoczynamy na 4 tyg. przed świętami wielkanocnymi. Prowadzimy próby wykonywania równomiernych uderzeń, by nie wstydzić się swej nieudolności. To musi być wykonane perfekcyjnie, zważywszy, że jednocześnie w taraban uderza 4 a czasem 6 tarabaniarzy, kawalerów i trzeba to wykonać równocześnie. Taraban to mosiężny ogromny bęben z rozciągniętą skórą czerwonego byka. Nim skóra trafi na taraban, musi być moczona, garbowana i ogolona, przygotować należy minimum dwie sztuki, bo czasem pękają pod wpływem uderzeń.

Druhowie prowadzą w szkołach pokazy pierwszej pomocy
  • Druhowie prowadzą w szkołach pokazy pierwszej pomocy
W Wielką Sobotę wnosimy taraban do kościoła i uderza w niego miarowo najlepszy dobosz, na znak Zmartwychwstania Pańskiego, następnie idziemy z bębnem pod plebanię i tarabanimy, by obudzić proboszcza i oznajmić mu tę nowinę. W następnej kolejności przenosimy się pod domy panien i kawalerowie uderzają w taraban, chodząc od domu do domu wszystkich panien, a także młodzieńców, którzy mają zamiar się ożenić i trwa do mszy rezurekcyjnej, czyli do 6 rano – opowiada pan Marcin.

Małgorzata Wyrzykowska

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a