W polu też lubię dobrze wyglądać

Wieś i Rodzina
Data publikacji 01.09.2017r.

Jolanta Bryk z Ogard z dystansem podchodzi do życia. Wyrazem takiego właśnie podejścia miał być udział w konkursie „Dziewczyna z kalendarza”. Nie byłaby może dziewczyną września, gdyby nie ogromne poczucie humoru jej męża.

Na podwórku u Bryków wszystko w największym porządku. Obecność ciągników w niczym nie przeszkadza estetycznemu podjazdowi, rabatkom i kwiatkom. Przed dom w Ogardach wybiega długowłosa blondynka, a jej strój i makijaż zdradzają, że choć pracuje na pełnym etacie w gospodarstwie, o siebie lubi zadbać podobnie jak o otoczenie. Brwi wyregulowane i podkreślone w modnym teraz stylu. Włosy z zalotnie odwijającą się długą grzywką. Różowe krótkie spodenki, jeansowa koszula, a pod nią gustowna granatowa koszulka. Jolanta śmieje się, że pewnie nie wygląda na rolniczkę, ale jest nią pełną gębą. Dla niej zresztą elegancki wygląd i praca w polu nie wykluczają się.

To miał być żart


– Na konkurs namówił mnie mąż. Przyszedł z pola, zjedliśmy obiad i ruszyliśmy. Wyciągnęliśmy z szopy „ciapuszka”, jeszcze dziadkowego. Mąż podniósł maskę w górę, a mi kazał założyć koszulkę. Potem mi ją z przodu rozdarł, wyeksponował nieco biust, na koszulce napisaliśmy „Ursus”. Musiałam go stopować, bo Piotrek nie ma oporów, żeby chwalić się wdziękami żony. Żałował, że nie wysmarował mnie smarem na policzku. A to do niego niepodobne, bo Piotr to typowy chłop, z roli. To jego życie i pasja – tylko maszyny, pole i nic więcej. Nawet smartfona nie ma, tylko wciąż „cegłę” nosi. A tu nagle taki pomysł. Do znajomych mówił: „Moja Jolka, ona musi tam być!”. A do mnie: „Chodź, idziemy do sadu, ten ciągnik tu, a ty tu”– opowiada Jola.

Co wy tam robicie?

Zza płotu podczas sesji podglądał ich sąsiad, chyba nieco wystraszony. „Jolka, Piotrek, co wy tam robicie?” A Piotrek pokrzykiwał tylko „Tak stań, tak stań, a może tak, a chwyć teraz to”. Wszystko zajęło 20 minut. Do konkursu trzeba było jednego zdjęcia, ale Jolka wysłała trzy. Wygrało to, na którym nie daje się ukryć, że osobę zza obiektywu i modelkę łączy silna więź. Do Lublina pojechała z mężem, którego nazywa swoim menadżerem. Przydał się, bo była świeżo po zabiegu usunięcia kamieni żółciowych. Pozować nie było łatwo, ale wspomina to jako jedno z ciekawszych doświadczeń.


Jolanta Bryk z mężem, stawiającą pierwsze kroki na pianinie córką Julitą i synem



– Pierwszy raz ktoś malował mnie. Ale sama często się maluję. Rolniczka to niekoniecznie babka w gumowcach i chustce. Zacieram te stereotypy. Wygląd jest dla mnie ważny, bez względu na okoliczności. W pole też idę w makijażu. Stylizacja była trochę nie po mojemu – nie miałam podkreślonych oczu, a to lubię. Ale zaufałam specjalistce. Na ustach miałam za to czerwień, którą lubię – wspomina Jola.

Kombinezon do stylizacji też był strzałem w dziesiątkę, bo Jola uwielbia tę formę. No i buty – „kosa” – jak mówi o nich Jola. Najpierw zachwyciła się nimi ona, a potem wszystkie koleżanki, które weszły na jej Facebooka.

– Znałam markę, szukałam tego modelu długo w internecie, ale niestety nie udało się. A one wyglądały rewelacyjnie – wspomina.

Na co dzień inaczej się też czesze, mniej wystudiowanie niż podczas sesji. Ubiera się w stylu sportowej elegancji, lubi złoto. I duże zegarki – jeden już ma, ale po cichu marzy o kolejnej „busoli”

Śmiech i podróże

Są małżeństwem, które humorystycznie podchodzi do życia. Kiedy spotykają ich kryzysowe sytuacje, obracają to w żart. „Bo pesymizm do niczego nie prowadzi”. A kryzysy się zdarzają – ot, choćby tegoroczne żniwa. Maszyny przez tydzień topiły się w polu z powodu ulewnych deszczy. Dwa lata temu nawałnica zmyła im wszystkie świeżo posiane nasiona rzepaku. W takich momentach Jola nie odstępuje męża na krok. Właściwie cały czas jestem z nim w polu.

– Nie jestem rolniczką z wykształcenia, ale jestem mężatką już 15 lat, zdążyłam się wiele nauczyć – mówi o jednej z pasji.

Inną jest sport amatorski. Jola stara się codziennie biegać. Lubi ćwiczyć i jeździ rowerem. Kiedy siądzie jej dysk w kręgosłupie, zawiesza ćwiczenia na miesiąc. Ale trucht drogą przez pola o 6.30 rano to jedna z największych przyjemności. 


– Uwielbiam też podróżować. Kiedy tylko jest chwila, zabieram męża i dzieciaki i w drogę. Nie nawet po obcych krajach, tylko Polsce. Tu jest tyle ciekawych miejsc! Mąż jest zapalonym piechurem, uwielbia góry. W planach mamy Stołowe – planuje dziewczyna września.

Jola nie potrafi usiedzieć w miejscu. Kostium na balik? Jej zdobywa pierwsze miejsce.Idą święta? Dom już zdobią koronkowe aniołki jej roboty. Koleżanki wpadają do niej na hennę i regulację brwi. Twórczo spełnia się też między garnkami – jest z wykształcenia technologiem żywienia, stara się żeby rodzina jadła zdrowo, eksperymentuje, sama gustuje w kaszach, zwłaszcza jaglanej. Do herbaty podaje chleb własnej roboty. Ale kiedy nie piecze, nie gotuje czy nie dogląda rzepaku, każdą wolną chwilę spędza w książkach.

– Mam całą bibliotekę, pochłaniam wszystko, Szekspira też. Uwielbiam angielską klasykę – Jane Austin, siostry Bronte, ale też „Annę Kareninę”, „Lalkę”, „Chłopów”. Byle tylko była książka. Bez mojego czytnika elektronicznego – prezentu od męża – nie ruszam się nigdzie, biorę go nawet w pole – zawsze może się znaleźć jakieś 15 minut przerwy – mówi z ogniem w oczach.

Karolina Kasperek

Partner serwisu