r e k l a m a

Partner serwisu

Partner

We Wrzeszczynie - polskiej stolicy rabarbaru - mieszkańcy stawiają na naukę język angielskiego

Wieś i Rodzina Życie wsi
Data publikacji 06.09.2020r.

Koła i stowarzyszenia piszą dziesiątki projektów. Na lepienie tradycyjnych pierogów, na  wystawę zdjęć czy tworzenie wiejskiego archiwum. Koło we Wrzeszczynie pod Wieleniem przykuło naszą uwagę najnowszym projektem – członkinie chcą się uczyć angielskiego. A przy bliższym poznaniu okazało się, że we Wrzeszczynie dzieje się jeszcze więcej  ciekawych rzeczy.

r e k l a m a

Podczas reportaży często zaczynam rozmowę od pytania o to jak długo istnieje koło, czy były jakieś inne przed nim albo czy taka organizacja działała też przed wojną. We Wrzeszczynie usłyszałam niecodzienną odpowiedź.

– Ooo, tu były dawniej dwa koła. Nie bardzo ze sobą współpracowały, przewodniczące chyba trochę były poróżnione. Podobno jedno nazywało się „Ziarno”, a drugie „Plewy”. Czy takie były oficjalne nazwy? Nie jestem pewna, ale tak mówiono o nich we wsi. Trochę się dziś wszyscy z tego śmiejemy, choć zdajemy sobie sprawę, że to dyskryminujące. Dziś myślimy raczej jak łączyć ludzkie wysiłki i talenty – opowiada Mariola Myszkowska, przewodnicząca koła i jednocześnie członkini Stowarzyszenia Aktywności Lokalnej „Rabarbar”.

Wrzeszczyna "stolica rabarbaru"

r e k l a m a

Rabarbar to też kawał historii Wrzeszczyny, i też o charakterze wykluczającym. Ale koło i tę sprawę przekuło w coś dobrego.

  Jak tylko pamiętam o Wrzeszczynie wszędzie w okolicy mówiło się „stolica rabarbaru”. To było pogardliwe, mieszkańcy wstydzili się, że są z wioski, w której nie rośnie nic lepszego, tylko ary niewymagającego nawet dobrej gleby warzywa. Ale z tego rabarbaru też „ugotowaliśmy” coś dobrego. Nie tylko założyliśmy stowarzyszenie o takiej nazwie, ale od kilku lat gotujemy z rabarbaru i jeszcze chcemy go na większą skalę uprawiać. Tylko coś nam nie chce rosnąć – żalą się, ale dodają, że o musie rabarbarowym wystawionym na konkursie kulinarnym w Wieleniu pisały gazety.

Przez pierwszą dekadę nowego tysiąclecia działały nieformalnie. W 2015 roku zawiązały koło gospodyń., a trzy lata później zostały kołem rejestrowym. Ale są dowodem na to, że nie trzeba czekać na dotację rządową, żeby realizować projekty.

"Czas zatrzymany we Wrzeszczynie"

We wrześniu 2015 roku zrealizowali wielki projekt  „Było we Wrzeszczynie nie minęło – historia wsi naszą siłą”.  Pieniądze na działanie dostały z programu Domy Kultury + Inicjatywy Lokalne i z Narodowego Centrum Kultury.

– Syn koleżanki, historyk, wyłożył całą historię Wrzeszczyny. Rozdawaliśmy wymalowane przez nas okolicznościowe kubki. Była wystawa starych zdjęć i sprzętów, które ludzie poprzynosili z domów.  A po wykładzie serwowaliśmy potrawy staropolskie, w tym polewkę – wspomina Mariola.

W 2016 roku zrealizowali projekt  „Od przedszkola do seniora – szachy  w zielonej strefie Wrzeszczyny gwarancją wypoczynku i rozwoju”.

– Na placu zabaw postawiliśmy stolik do gry w szachy. Posadziliśmy dookoła drzewa. Nie bez przyczyny – w latach 70. mieliśmy we wsi wielu graczy na niezłym poziomie. Chcemy, żeby młodzież wróciła do tej tradycji – opowiadają.

W kolejnym roku wrócili do historii i zorganizowali we wsi wystawę starej fotografii w projekcie pod nazwą „Czas zatrzymany we Wrzeszczynie – historia i tradycja na starej fotografii”. Na projekt otrzymali 5 tys. zł z gminy.

– To były zdjęcia rodzin z Wrzeszczyny. Ile jest radości, kiedy ludzie odnajdują na zdjęciach członków swoich rodzin! – cieszy się Mariola.

W 2018 roku, jeszcze przed zarejestrowaniem koła w Agencji, zdążyli zrealizować czwarty duży projekt. Dzięki dotacji z Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Wieleniu zorganizowali Festiwal Wrzeszczyńskich Smaków, podczas którego koło prowadziło Kawiarenkę „Pod rabarbarem”, w której serwowało, rabarabarowe, a jakże, ciasta.

Po kursie angielskiego życie kulturalne przyspieszy jeszcze bardziej. Taką przynajmniej nadzieję mają sołtys Mirosław Myszkowski i członkinie koła (od lewej): Mariola, Monika i Iwona
  • We Wrzeszczynie - polskiej stolicy rabarbaru - mieszkańcy stawiają na naukę język angielskiego

Wystawa starych fotografii w towarzystwie rabarbarowych smaków. Takie projekty realizuje koło we Wrzeszczynie

  • Wystawa starych fotografii w towarzystwie rabarbarowych smaków. Takie projekty realizuje koło we Wrzeszczynie

Jarmarki w smaku rabarbaru

Ten produkt może Ciebie zainteresować

Rolnictwo precyzyjne od A do Z

Rolnictwo precyzyjne od A do Z

Płacisz tylko

25,00 zł

Cena regularna 50,00 zł

SPRAWDŹ
Za rabarbarowy deser,  ryby pod rabarbarowym musem czy kaczkę z sosem rabarbarowym z imbirem zbierają nagrody w całym powiecie. Na festynach i jarmarkach częstują nalewką z rabarbaru. I niewykluczone, że z niego kompot będą popijać, kiedy za chwilę usiądą z nauczycielem angielskiego.

– 90-godzinny kurs zaproponowała nam szkoła języków ze Słupcy, która realizuje kursy w ramach projektów unijnych. Mamy siedemnaście chętnych osób. Ale jeszcze nie mamy lektora – będzie opłacony, ale musimy go sobie sami znaleźć. Przewiduje się dwa, trzy spotkania w tygodniu – opowiada Mariola.

Najstarsza uczestniczka ma 60 lat. Motywacje są różne. A to wnuki za granicą, a to studenci obcokrajowcy, którzy przyjeżdżają do jednej z wrzeszczynianek na wymianę. Justyna była już kilka razy za granicą i jeszcze chciałaby pojechać. I kupować orientalne przyprawy bez niczyjej pomocy.

  Ja jestem wzrokowcem, sporo przeczytam i zrozumiem, ale boję się mówić. Mam kontakt z ludźmi rozmawiającymi po angielsku, do syna przyjeżdżają studenci z wymiany z różnych kontynentów. Chciałabym czasem z nimi pogadać – wyznaje Monika.

Iwona i Paulina dodają, że nie w ogóle nie znają tego języka. Nie mówią, bo boją się, że coś powiedzą niegramatycznie. Ale już wiedzą, że to błąd. Że ważne, żeby zacząć mówić, choćby z błędami. Kiedy już będą potrafili się porozumieć po angielsku, może mogliby przy okazji następnej wizyty studentów u Moniki zorganizować spotkanie w świetlicy? Mariola sądzi, że mieszkańcy chętnie posłuchaliby opowieści o Chinach czy Afryce. Znów dowiedzieliby się czegoś ciekawego. A może i razem pogotowali, ucząc się obcej kuchni? Jedno jest pewne – mogliby wtedy opowiedzieć reszcie świata o rabarbarze.

Karolina Kasperek
Zdjęcia: Karolina Kasperek, Archiwum

Widziałeś już nasze video "Izydory 2020: zagłosuj na firmę przyjazną rolnikowi"?

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a

Użytkowniku zadecyduj o wyrażeniu zgody!

Skrollując treść naszego Serwisu, zamykając okno tego komunikatu (X), klikając na elementy strony poza tym komunikatem bez zmian ustawień w zakresie prywatności, zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. (dalej PWR/my) i Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji w serwisach PWR i w Internecie. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć.
Dowiedz się więcej lub zdecyduj o zgodzie.

Nasz cel to dostarczanie interesujących Ciebie treści, również przez dopasowane do Twoich zainteresowań reklamy. Twoja zgoda na wykorzystanie plików cookies i podobnych technologii w Twojej przeglądarce umożliwi nam dostosowanie przekazu do Twoich preferencji. Pozwoli ograniczyć ilość prezentowanych reklam Brak zmian ustawień przeglądarki jest Twoją zgodą na zapis plików cookies i podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym i wykorzystanie zapisanych w nich informacji. Ustawienia przeglądarki w zakresie cookies możesz zawsze zmienić
(szczegóły w Polityce Prywatności).

Drogi Użytkowniku!

Przez dalsze Aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, oznacza, że zgodziłeś się na przechowywanie w Twojej przeglądarce plików cookies i na przetwarzanie gromadzonych dzięki nim danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. i naszych Zaufanych Partnerów. Dowiedz się więcej lub wycofaj zgody