Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Z Czarnej Owcy się nie ucieka

Wieś i Rodzina Rodzina
Data publikacji 06.01.2018r.

Każdy z nas, kto zdrów i przy siłach, pracuje. Część z nas biegnie do pracy na etat, część – do zadań, które czekają na polu tuż za domem. Wszyscy musimy być na czas, zmieścić się w nim i dobrze wykonać swoją robotę. Podobnie jak pracownicy owczarni w Wołowie. Z niewielką tylko różnicą. Na nas po pracy czeka ciepły pokój, ulubiony posiłek, rodzina. Na nich – pusta więzienna cela.

Zapraszam, jesteśmy akurat w trakcie karmienia. Mamy tu pozasłaniane, bo maluszki są. To one tak się odzywają – mówi z niekłamaną czułością jeden z opiekujących się.

r e k l a m a



Maluchy meczą tak, że momentami ma się wrażenie wizyty w żłobku. Odgłosy owiec rzeczywiście przypominają ludzki  głos.  Czarne stadko młodziutkich owiec wrzosówek przemieszcza się w błyskawicznym tempie między nogami starszych, spokojnie konsumujących obiad matek. Owiec jest, nie licząc młodych, około pięćdziesięciu.



  • Skazani wydają się nam ludźmi zupełnie innymi niż my. Tymczasem tak samo tęsknią, martwią się i kochają


Trzeba było skubnąć


Pochodzę z niewielkiego miasta na Dolnym Śląsku. Ale nikt mnie nie musiał tu niczego uczyć. Od dziecka jeździłem na wieś do dziadków. Mieli krowy, świnie, wiem co zrobić z sianem – mówi 38-letni Adam, a to odgarniając siano, a to głaszcząc czarne łby wrzosówek.

Jest  w zakładzie już prawie siedem lat. Zostały mu dwa lata i osiem miesięcy.

Jestem tu przez własną głupotę. Koledzy i przyjaciółki przyczynili się do tego, że w gniewie rozstałem się z moją kobietą. Trzynaście lat nie miałem kontaktu ani z nią, ani z synem. Uciekłem w alkohol, kradzieże. Brakowało na butelkę, trzeba było coś skubnąć. Straciłem przez to rodzinę – mówi, chwytając czerwone wiadro. Kiedy o sobie opowiada, owce na chwilę milkną. Może czują, że pracujący z nimi przechowują w sobie skomplikowane historie. Taka dotyczy też Sebastiana – 26-latka, któremu niewiele pozostało do końca wyroku.



  • Doglądanie owiec to dla naszych rozmówców i obowiązek, i przyjemność. Ta kombinacja chyba sprzyja resocjalizacji


Siedzę rok, zostały mi tylko cztery miesiące. Za kradzież. Podjąłem się pracy przy remoncie dachu. Myślałem, że zrobię to na swój rachunek. I popełniłem błąd, bo bez umowy. Zleceniodawca płacił do czasu, potem już nie. A ja sam musiałem jeszcze ludziom zapłacić za pracę. I postanowiłem odebrać tę wypłatę w sprzęcie. Przywłaszczyłem go, a potem spieniężyłem. Przyjechała policja, przyznałem się. „Tak, to ja”. I dostałem wyrok. Półtora roku to mało? Zależy jak na to patrzeć. Z mojej perspektywy to szmat czasu. Zwłaszcza, że rodzina czeka – opowiada Sebastian, który z owcami pracuje od siedmiu miesięcy. Ale początki nie były łatwe.

Owce, czyli szansa

Oczywiście, że musiano mnie przyuczać! Ze zwierzętami miałem dotąd tyle wspólnego, co z moim żółwiem i psem. Na początku byłem przerażony, ale ogarnąłem. Trzeba było z nimi na łąki wychodzić, a one potrafią uciekać. Na początku było trudno, bo po zimie nie bardzo chciały wychodzić. Trzeba było je wyganiać, nawet klaksonem z traktora. A potem szły, a ja za nimi. Jak już poznają drogę, idą same. Pomaga mi Maks, lubi gonić owce – chwali kudłatego kundla Sebastian i wyjaśnia, że pierwsze małe pojawiły się w połowie listopada. Sam czasem pomaga przy wykocie, bo matka nie zawsze sobie radzi. Zauważył, że o wykot łatwiej przy zmianie pogody czy ciśnienia.

Doglądamy, karmimy, żeby wyrosły na taką watahę – mówi, wskazując  na najstarsze.



  • Czyj łeb, czyj chleb? Tego nie dało się ustalić, kiedy zgłodniałe stado wrzosówek ruszyło w kierunku Adama i Sebastiana


Nie ukrywa, że lubi tę pracę, ale w domu już nie mogą się go doczekać mama z tatą, dziadek i narzeczona. „Jestem tu, odsiedzę swoje, i nie mam zamiaru się więcej mieszać w takie rzeczy” – zapewnia Sebastian.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 3 stron.

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a