Z uśmiechem przez życie

Wieś i Rodzina
Data publikacji 28.06.2017r.

Dziewczyną, która zdobi lipcową kartkę kalendarza TPR, jest Iwona Fabiańska – pełna energii mama, żona, rolniczka. O tym, dlaczego zdecydowała się spróbować swoich sił w konkursie , piszemy w bieżącym wydaniu „Tygodnika Poradnika Rolniczego”.

 W progu dużego domu w Gocłach (gmina Czerwin), staje drobna, uśmiechnięta szatynka. Szerokim gestem zaprasza do środka. Tuż za nią podąża gromadka dzieci. Pani Iwona wygląda raczej na nastolatkę niż mamę trójki urwisów.


– Rodzina jest dla mnie najważniejsza – podkreśla. – A ja jestem zwykłą dziewczyną, która w konkursie wystartowała… z przekory. Pisaliście, że wiek kandydatek nie ma znaczenia, więc postanowiłam przekonać się czy to prawda. Dotrzymaliście słowa – dodaje z uśmiechem.



Zdjęcie, które do redakcji przesłała pani Iwona wywołało uśmiech wśród czytelników. Nic dziwnego – nie było sztampowe!

Pani Iwona wychowała się na wsi w sąsiedniej gminie Troszyn. Do Gocłów przeniosła się za mężem Piotrem, który przejął od rodziców gospodarstwo, obecnie 56-hektarowe nastawione na produkcję mleka. Państwo Fabiańscy odstawiają surowiec do SM Mlekovita. Zajmują się również produkcją roślinną. Wspólnie wychowują dzieci – 8-lenią Anię, 5-letniego Jasia i 3-letniego Andrzejka.

Oprócz prowadzenia gospodarstwa pani Iwona pracuje zawodowo w powiatowym biurze Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Ostrołęce. Podkreśla, że możliwość pracy poza gospodarstwem zawdzięcza ogromnemu wsparciu teściowej, która pomaga w opiece nad dziećmi.

Aby się sprawdzić

Chociaż obydwoje z mężem ukończyli studia wyższe na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie (pani Iwona ochronę środowiska, pan Piotr rolnictwo), poznali się jeszcze w szkole średniej. Po ślubie zamieszkali w Gocłach, w rodzinnym domu pana Piotra, zdecydowali się rozwinąć i nieco zmodernizować gospodarstwo. Można pokusić się o stwierdzenie, że osiedli w krainie „mlekiem i miodem płynącej”. Mlekiem – bo, wedle statystyk, gmina Czerwin liczy najwięcej producentów mleka na całym Mazowszu, zaś miodem – ponieważ teść pani Iwony posiada własną pasiekę.

– Faktycznie, na brak mleka i miodu nie możemy narzekać, chociaż – oczywiście – aż tak kolorowo nie jest – żartuje pani Iwona.

W przyszłości chcielibyśmy wybudować nowoczesną oborę na sto sztuk, ale czas pokaże, czy nasze plany uda się zrealizować. Wychodzę z założenia, że trzeba się cieszyć z tego, co się ma.



– Największą wartością jest dla mnie rodzina – podkreśla Iwona Fabiańska. – Mąż i dzieci sprawiają, że wciąż jestem uśmiechnięta

Pani Iwona podkreśla, że ogromne wsparcie ma w rodzinie, która jest dla niej najważniejsza. Czas spędzony z mężem i dziećmi uważa za najcenniejszy, tym bardziej, że trudno „wykroić” wolną chwilę przy natłoku codziennych obowiązków.

Decyzję, aby wysłać zdjęcie do konkursu „Dziewczyna z kalendarza”, spontanicznie podjęła wspólnie z panem Piotrem. Ona chciała się przekonać, czy po „trzydziestce” ma szansę na wygraną, on – bo nigdy nie wątpił w urodę żony. Pozowała przy Ursusie będącym od lat w gospodarstwie męża. Umiejętność jeżdżenia ciągnikiem wyniosła z domu rodzinnego.

– Bez przygotowań Piotrek zrobił mi zdjęcie telefonem, na podwórku. Umazał mnie smarem, żeby nie było sztampowo. Było przy tym dużo śmiechu. Do redakcji napisał: „Najładniejsza dziewczyna na wsi na najlepszym ciągniku”. A potem wszystko szybko się potoczyło i, ku mojemu zaskoczeniu, zostałam wybrana do grona finalistek – wspomina pani Iwona.

Marzenia wymagają czasu

Sukces bardzo ją cieszy, ale uważa się za kobietę, jakich wiele. Przede wszystkim jest mamą i żoną – potem rolniczką. Śmieje się, że szczupłą sylwetkę zawdzięcza ciągłemu bieganiu wynikającemu z braku czasu. Rano doi krowy, potem na osiem godzin jedzie do pracy w biurze powiatowym. Wieczory poświęca rodzinie.

Jestem też członkinią Ochotniczej Straży Pożarnej w Gocłach. Jeśli potrzeba, pomagam przy organizowaniu przedsięwzięć podejmowanych przez druhów – opowiada pani Iwona.

Od niemal dziesięciu lat jej mąż pełni funkcję prezesa OSP. Był jednym z pomysłodawców reaktywacji jednostki.

Skrytym marzeniem pani Iwony jest… mieć własnego konia. Pasję jeździecką wyniosła z domu, w którym zawsze były zwierzęta.


– Kiedy jeszcze mój tata miał konia, zabierałam dzieci do rodzinnego gospodarstwa i próbowałam w nich zaszczepić miłość do zwierząt – z pasją opowiada nasza bohaterka. – Córka świetnie sobie radziła w siodle, chłopcy byli jeszcze za mali. Na szczęście mąż obiecał mi w niedalekiej przyszłości własnego konia, trzymam go za słowo!

Z realizacją marzenia trzeba będzie trochę poczekać, bowiem rolnicy nie wygospodarowali jeszcze miejsca na stajnię.

W wolnej chwili pani Iwona oddaje się kolejnej pasji – dobrej książce. Bywa, że czyta trzy lektury na raz.

Państwo Fabiańscy wciąż się zastanawiają, w jaki sposób rozwinąć własną działalność. Dawniej myśleli o utworzeniu gospodarstwa agroturystycznego, ale odeszli od tamtych planów. Doszli do wniosku, że wiązałoby się to ze zbyt dużym ryzykiem. Obecnie planują zainwestować w nową oborę i powiększyć pogłowie zwierząt.

– Co ciekawe, z upływem lat zaczynają mnie interesować rzeczy, których dawniej nie lubiłam – uśmiecha się pani Iwona. – Kiedyś nie przepadałam za pracą w ogrodzie, teraz – z chęcią doglądam kwiatów, lubię popielić, to mnie relaksuje. Jednak największą frajdą są dla mnie kilkudniowe wycieczki, na które z mężem pozwalamy sobie raz w roku. Wtedy psychicznie odpoczywam od codziennych obowiązków. Wracam pełna energii, bo mam do czego.

Małgorzata Janus

Partner serwisu