Ze zwierzętami można się dogadać

Ze zwierzętami można się dogadać

Fotografia Małgorzaty Kochanowskiej-Czapiewskiej, jednej z laureatek naszego plebiscytu „Dziewczyna z kalendarza”, zdobi czerwcową kartę kalendarza „TPR” na 2017 rok. W tym tygodniu prezentujemy jej sylwetkę.

r e k l a m a

Dorastała i wychowywała się w miejscu o wyjątkowej urodzie. To maleńka Chotowa w powiecie dębickim. Studiowała w Krakowie na Uniwersytecie Rolniczym. Wróciła do domu, gdzie prowadzi z mężem Waldemarem i rodzicami gospodarstwo specjalizujące się w produkcji mleka. Odbiera je Mlekovita. W ubiegłym roku postawili na drugi rodzaj działalności – agroturystykę. Na gości czekają kwatery w odnowionym domu po dziadkach.

Fotografie, na których pani Małgorzata występuje w kowbojskiej stylizacji, podbiły serca czytelników

Za namową małżonka

Męża poznała w Krakowie, był w mieście przejazdem. Mistrz Polski rolników w szachach wracał z turnieju II ligi seniorów w Poroninie do domu w Chojnicach w Pomorskiem. Zaiskrzyło, a on do swojej wybranki podróżował potem przez całą Polskę. 6 maja 2016 roku powiedzieli sobie „tak”.

– Udział w konkursie „TPR” to był jego pomysł. Robił zdjęcia, ja decydowałam, jak mają wyglądać. Oczywiście wystąpiłam w kapeluszu. Lubię je, i nie ukrywam, że mam w czym wybierać – opowiada Małgorzata Kochanowska-Czapiewska. 


Fotografie, na których pani Małgorzata występuje w kowbojskiej stylizacji, podbiły serca czytelników. Ale znacznie więcej zdjęć nasza bohaterka ma ze zwierzętami. Tymi, które określa jako bardziej kontaktowe. Fotografie wykonywane przez męża w ich gospodarstwie prezentują się jak efekt profesjonalnych sesji. Jedna z fotografii, z cielaczkiem, zrobiła furorę w internecie. Inne trafiają do ściennych kalendarzy przygotowywanych od kilku lat przez naszą rozmówczynię.

– Znalazłam w sieci program. Trzeba wstawić zdjęcia, zapłacić i można czekać na przesyłkę z kalendarzami. Doskonała pamiątka albo prezent – mówi.

O zwierzętach wie wszystko, jest świeżo upieczonym magistrem inżynierem zootechnikiem, a także technikiem weterynarii. – Od dziecka żyję wśród zwierząt gospodarskich i towarzyszących. Na moich zdjęciach, nie tylko tych z kalendarzy, zawsze jest jakieś zwierzę: krowa, indyk czy kot. Od początku byłam pewna, że tematyka moich studiów powinna mieć z nimi związek.

Zdjęcia ze zwierzętami od kilku lat są ozdobą powstających w Chotowej kalendarzy

Cały czas poszerza swoją wiedzę. Jeździ do Krakowa na weekendowe kursy. Ukończyła zoopsychologię, masaż leczniczy, kurs pierwszej pomocy.

– To się przydaje. Cielęta często rodzą się ze stawami z przodu zgiętymi w pęcinach. Ich masowanie sprawia, że prostują się dużo szybciej – opowiada. W gospodarstwie mieszka pięć kotów, większość to podrzutki.

– Jeden jest wyjątkowo towarzyski. Zastanawiam się, czy nie zrobić z nim kursu felinoterapii – dodaje.

Bociania mama

Interesuje się bocianami, były tematem jej pracy magisterskiej. Zainteresowanie to nie ma charakteru tylko teoretycznego. Kolejny rok doglądają z mężem w gnieździe „swoje” bociany. O postępach w wysiadywaniu jajek i losach piskląt informuje umieszczona na ogrodzeniu posesji bogato ilustrowana gazetka „Bocianie wieści”. Przybywa też lajków na stronie Chotowskie Bociany na Facebooku. Inny bocian, który został w okolicach Chotowej na zimę, zawdzięcza Czapiewskim życie. Odkarmiony trafił (transport zapewniła gmina) do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu.

Zainteresowania pani Małgorzaty nie ograniczają się do zwierząt. W mini szkółce, którą prowadzi, czeka już w doniczkach na posadzenie kilkanaście ulubionych kasztanowców. Na poprawę pogody oczekiwały też (w połowie maja, gdy rozmawialiśmy) kwiaty i krzewy.


W miejscowym Kole Gospodyń Wiejskich odpowiada za prowadzenie strony na Facebooku, tworzy ozdoby przeznaczone na kiermasze. Jej mama należy do koła i to ona ją wciągnęła. Małżonkowie uwielbiają podróże. Wracając z sesji w lubelskim Ursusie, odwiedzili Kazimierz Dolny i – jakżeby inaczej – Czarnolas.

Państwo Czapiewscy mają mnóstwo pomysłów i planów. – Rozwijanie gospodarstwa w dłuższej perspektywie raczej nie jest możliwe. Ziemia jest tu bardzo droga. Ludzie wyprowadzają się z Dębicy i budują domy w tych okolicach – tłumaczy Małgorzata Kochanowska-Czapiewska.

– Fajnie byłoby, gdyby wypaliła rozpoczęta w ub. roku działalność agroturystyczna. Jeśli latem wrócą, oczywiście nie wszyscy, goście z ub. roku, to znaczy, że idzie to w dobrym kierunku. Z rozwijaniem agroturystyki wiążą się też nasze plany na skansen, zagrodę edukacyjną i mini zoo ze zwierzętami gospodarskimi – zdradza pani Małgorzata.


Krzysztof Janisławski

Zainteresował Cię ten artykuł?
Pokaż komentarze

Zobacz także

więcej artykułów z tej kategorii