r e k l a m a

Partner serwisu

Partner

Żylaki lecz skalpelem, falą albo klejem

Wieś i Rodzina Zdrowie
Data publikacji 20.06.2020r.

Dwa tygodnie temu pisaliśmy na łamach „Tygodnika” o tym, dlaczego żylaki są tak często nękającą nas przypadłością. I zapowiedzieliśmy, że wrócimy do tematu. W tym numerze powiemy jak można je leczyć. Bo metod ich likwidowania jest bardzo dużo.

r e k l a m a

Jak w przypadku wielu problemów medycznych, tak i w kwestii leczenia żylaków istnieje kilka szkół. Wiele gremiów, zwłaszcza młodych chirurgów naczyniowych uważa, że zabiegi małoinwazyjne, tzw. ablacyjne, w których nie usuwamy zmienionej żyły, a jedynie działamy leczniczo wewnątrz niej w celu jej zamknięcia (ablacji), powinny być metodą pierwszego wyboru. Natomiast starsi chirurdzy w większości są innego zdania i preferują operacyjne (klasyczne) usuwanie chorych żył.

Prawda jest taka, że nie ma idealnej metody leczenia żylaków. Ale jedno jest pewne – że im są one mniejsze, tym łatwiej sobie z nimi radzić i bardziej nadają się do leczenia ablacyjnego. Tak więc wszystkie metody podzielić można na dwie grupy. Takie, które powodują fizyczne usunięcie żyły – i to jest tylko i wyłącznie operacja, choć znamy wiele ich odmian i modyfikacji. I takie, które powodują unieczynnienie – zamknięcie żylaka lub niewydolnej żyły. Zamknięcie wykonać można laserem, falami radiowymi i innymi, parą wodną, pianą czy też specjalnym klejem. Istnieją także techniki łączące metody klasyczne z ablacyjnymi – wyjaśnia dr Maciej Zieliński, chirurg naczyniowy, z którym przeprowadziliśmy dwa tygodnie temu rozmowę.

Usuwanie żylaków

r e k l a m a

Najwcześniej stosowaną metodą likwidowania żylaków było po prostu ich usuwanie. W tym celu nacina się skórę na kostce i w pachwinie dwoma maleńkimi cięciami. Przez niewydolną żyłę przeprowadza się stalową linkę, tzw. sondę Babcocka. Ciągnąc ją podskórnie, usuwa się żyłę, a z dodatkowych pojedynczych nacięć usuwa się pozostałe żylaki. Zabieg jest bezbolesny – stosuje się znieczulenie podpajęczynówkowe od pasa w dół, tak jak do porodu. Czucie wraca po 2–3 godzinach. To jedyna metoda, która w całości usuwa żylak, choć ma też swoje minusy. W miejscu usunięcia żył pojawią się krwiaki, które oczywiście po jakimś czasie znikają. Zostają także maleńkie blizny, problematyczne dla niektórych, zwłaszcza młodych kobiet.

Mechanizm ablacji na żylaki

Alternatywą dla klasycznego zabiegu są małoinwazyjne metody ablacyjne. W obiegowej opinii żylak leczony ablacją, „wchłania się”, „zasusza” lub „rozpuszcza”. To nieprawda. On pozostaje, tyle że pod zmienioną postacią – obkurcza się i zarasta tak, że staje się niedrożny i, w efekcie, niewidoczny. Na tym właśnie polega mechanizm ablacji.

Weźmy na przykład jedną z najprostszych, jaką jest tzw. skleroterapia, czyli ostrzyknięcie żyły środkiem chemicznym – pianą. Kiedy podamy ją do wnętrza żylaka, będzie ona drażnić chemicznie jego ściany. Spowoduje to obkurczenie naczynia i wywoła w nim stan zapalny, a w efekcie zakrzepicę. Coś, czego się boimy. Ale bez obaw – jest to kontrolowane zapalenie. W żyle powstaje nie tyle zakrzep, co mieszanina piany z krwią, tzw. sklerol, który zmyka tylko chore, ostrzyknięte żyły. Natomiast dodatkowo stosowane bandażowanie przyspiesza ich stopniowe zarastanie.
Piana to tzw. metoda chemiczna.

Laser – wstajesz i idziesz

Ale podobny efekt uzyskamy, drażniąc żyłę laserem należącym do metod ablacji termicznej. Żyłę się nakłuwa i wprowadza do niej światłowód, który emituje wiązkę światła o dużej energii cieplnej, parząc żyłę od środka. W efekcie pojawia się zapalenie, żyła zarasta i przekształca się w niewidoczny sznureczek. Dodatkowo podczas zabiegu nogę nakłuwa się w kilku miejscach, by podać płyn znieczulający, który działa także jak chłodnica. Laser bowiem stwarza ryzyko poparzenia skóry, zwłaszcza u szczupłych osób – tłumaczy dr Maciej Zieliński i dodaje, że minusem ablacji jest fakt, że w nielicznych przypadkach żyła po kilku latach może się udrożnić i wymagać dodatkowych zabiegów. Zaletą natomiast jest, że tuż po zabiegu można wstać i samodzielnie opuścić gabinet.

Klej także skuteczny w walce z żylakami

Całkiem niedawno pojawiła się nowa metoda, oparta na jeszcze innym mechanizmie. To tak zwane klejenie żylaków. Jako klej tkankowy stosuje się cjanoakryl.

To nowe odkrycie. Czy jest doskonałe? Też nie. Co prawda nie wymaga znieczulenia, nie powoduje blizn, krwiaków i nie grozi oparzeniem. Ale klej – jako materiał obcy – może wywołać uczulenie, podobnie zresztą jak piana podczas skleroetrapii. Ona jednak się wchłania. A cyjanoakryl zostaje jako kleiwo. Na szczęście uczulenia to bardzo rzadkie przypadki.

Jaka jest więc najlepsza metoda? Znany profesor odpowiedział kiedyś, że stosuje po prostu tę, o którą poprosi go pacjent. Zdrowy rozsądek przy wyborze metody wygląda tak, że im żylaki są większe, tym bardziej zasadne jest operowanie klasyczne. A im mniejsze, tym lepsze są efekty zabiegów wewnątrznaczyniowych.U osoby, która ma żylaki jak powrozy, ablacja nie będzie dobrym wyjściem. Efektem będą wtedy grudy pod skórą, które będą włóknieć przez długie miesiące. Tu najlepszym wyjściem będzie operacyjne usunięcie żylaka. Ale jeśli osoba jest starsza i schorowana lub po prostu ma mniejsze żylaki, piana czy klej są lepszym lub jedynym możliwym rozwiązaniem – mówi poznański chirurg.

Metodą walki z żylakami jest też profilaktyka. Może dotyczyć osób, które nie mają żylaków, ale też tych, które już cierpią, a chcą uniknąć pojawienia się nowych. Tu z pomocą przychodzi farmakoterapia oraz kompresjoterapia, czyli ucisk. U osób z ranami stosuje się elastyczne bandaże. A w przypadkach łagodniejszych specjalistyczne podkolanówki, pończochy czy rajstopy. Dziś już nie jesteśmy skazani na siermiężne materiały i wzornictwo. Znajdziemy egzemplarze eleganckie i kolorowe.

Kiedy mnie czeka kilkugodzinna operacja tętniaka, to choć nie mam żylaków, zakładam profilaktyczne podkolanówki uciskowe. Pozwalają one uniknąć obrzęków i chronią przed żylakami. To samo radziłbym rolnikom, którzy wiele godzin spędzają w kombajnie lub ciągniku. Ale przestrzegam przed kupowaniem takich podkolanówek w dowolnej aptece. W tej metodzie ważne jest dokładne wymierzenie miejsca i siły ucisku. Na takie dopasowanie możemy liczyć albo u przeszkolonego sprzedawcy, albo w gabinecie lekarskim – radzi doktor Maciej Zieliński.

Karolina Kasperek
Zdjęcie Główne: Pixabay

Widziałeś już nasze video "To Was zaskoczy. Jak Artur Puzio tłumaczy jazdę po polu?"?

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a

Użytkowniku zadecyduj o wyrażeniu zgody!

Skrollując treść naszego Serwisu, zamykając okno tego komunikatu (X), klikając na elementy strony poza tym komunikatem bez zmian ustawień w zakresie prywatności, zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. (dalej PWR/my) i Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji w serwisach PWR i w Internecie. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć.
Dowiedz się więcej lub zdecyduj o zgodzie.

Nasz cel to dostarczanie interesujących Ciebie treści, również przez dopasowane do Twoich zainteresowań reklamy. Twoja zgoda na wykorzystanie plików cookies i podobnych technologii w Twojej przeglądarce umożliwi nam dostosowanie przekazu do Twoich preferencji. Pozwoli ograniczyć ilość prezentowanych reklam Brak zmian ustawień przeglądarki jest Twoją zgodą na zapis plików cookies i podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym i wykorzystanie zapisanych w nich informacji. Ustawienia przeglądarki w zakresie cookies możesz zawsze zmienić
(szczegóły w Polityce Prywatności).

Drogi Użytkowniku!

Przez dalsze Aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, oznacza, że zgodziłeś się na przechowywanie w Twojej przeglądarce plików cookies i na przetwarzanie gromadzonych dzięki nim danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. i naszych Zaufanych Partnerów. Dowiedz się więcej lub wycofaj zgody