Czy warto modernizować małe obory? To bez wątpienia ważne pytanie w sytuacji coraz większej liczby skomputeryzowanych robotów i hal udojowych pojawiających się w polskich gospodarstwach.



 

W naszych realiach rolniczych – kraju zdominowanym przez mniejsze obory, a co za tym idzie – mniejsze liczebnie stada bydła mlecznego – górują dojarki bańkowe lub też rurociągowe. Są to często stare rozwiązania konstrukcyjne, całkowicie pozbawione urządzeń elektronicznych. Pojawiają się w tym miejscu słuszne wątpliwości, czy warto coś w tym zakresie zmieniać. Istotną barierą uniemożliwiającą unowocześnianie obór jest brak wymaganych do tego środków finansowych.

W przypadku niewielkiej liczby krów w gospodarstwie pieniądze otrzymywane ze sprzedaży mleka pozwalają na bieżące utrzymywanie stada oraz na przeprowadzanie koniecznej konserwacji sprzętu udojowego: wymianę gum strzykowych, zakup oleju do pompy próżniowej i innych. Mało kto jest natomiast zainteresowany modernizacją obory. A przecież dochód ze sprzedaży mleka jest w ogromniej mierze uzależniony od ceny jego skupu oferowanej przez mleczarnie. Ta natomiast nie tylko jest zainteresowana pozyskiwaniem od rolników większych partii mleka, ale także surowca o bardzo dobrej jakości. Gospodarstwa z kilkoma krowami czy też z większą ich liczbą, ale o niewielkiej wydajności od sztuki, nie są często w stanie spełnić tych wymagań. Jak to zmienić?