Dzwonek Letnia promocja - Czytaj za 1 zł Skorzystaj

r e k l a m a

Partner serwisu

Sprawa kryminalna (odc. 23)

Sprawa kryminalna (odc. 23)
Data publikacji 03.03.2020r.

Dwudziesty trzeci odcinek powieści sensacyjnej Józefa Ignacego Kraszewskiego „Sprawa kryminalna”.

Pozostało 0% artykułu.
Więcej przeczytasz dzięki prenumeracie lub kupując dostęp.

Masz już prenumeratę lub dostęp?

Możesz już teraz kupić dostęp do wszystkich treści lub do wybranego artykułu

Kup dostęp Kup ten artykuł za 3,69 zł Kup ten artykuł za 0 złpo wyrażeniu zgód

r e k l a m a

– A co się mam taić? Ja i do pani dobrodziejki mam żal i to może największy, bo taki, jak jej dom daje ton całej okolicy. Pani go łaskawie przyjmuje, drudzy łapać gotowi, a ja tego trutnia, daję pani słowo, wyparuję stąd.

– Zdaje mi się, że pan tego nie dokażesz – spokojnie poczęła pani Benigna. – Krwi sobie daremnie napsujesz tylko – jemu nie zrobisz nic, mnie zaś przykrość.

– O! Że nie daruję mu, to nie daruję – kończył zapalczywie Górnicki. – I zdemaskuję go i przekonam państwo, jakich wy tu ludzi oburącz przyjmujecie...

– Skądże wiesz o nim – że go zdemaskować możesz?

– Skąd? Oto znać ptaszka po cholewach! Ho! Ho! Uczciwy człek znajdzie koło domu robotę, poszlakowany tylko jedzie daleko, gdzie o nim nie było słychu, po wtóre, znam ja się na ludziach... Układny człeczek! Lisia natura... Ja mu z twarzy czytam, co to za ptasio... Zobaczycie państwo! Zobaczycie... Prześladować go będę, nękać... mścić się, aż go stąd wygryzę i pójdzie jak niepyszny tam, skąd go tu licho przyniosło.

Pani Pstrokońska zarumieniła się aż z gniewu, którego powstrzymać nie mogła – nie chciała we własnym domu przykrego powiedzieć wyrazu gościowi, ale się odezwała krótko i dobitnie:

– Nie mów no pan hop, aż przeskoczysz.

– Pani go bierze w obronę? – spytał Górnicki.

– Całą siłą, bo niesprawiedliwości nie cierpię, a mściwymi ludźmi się brzydzę.

Górnicki wstał z kanapy żywo.

– No – to ja tu, gdzie mój wróg ma takich przyjaciół, nie mam co robić i – kłaniam uniżenie.

Pani Pstrokońska wstała z wielką powagą, ukłoniła mu się w milczeniu, nie mówiąc słowa, i pożegnała.

Pan Symforyan spodziewał się, że go ułagodzić i zawrócić będzie się starała, omylił się na ten raz – zawsze grzeczna, w tej chwili była tak oburzoną, że go nie wstrzymywała wcale.

Wyszedł więc w wielkiej pasyi, tak że w ganku spotkawszy się z Sochaczewskim, który nie wiedząc o niczem, przyjaźnie go powitał, rękę mu cofnął i zawołał:

– Wszyscyście mi tu wrogi... Nie zbliżaj się, waćpan, do mnie. Maleńki ja sobie jestem, to prawda, a jednak wy mnie popamiętacie!!

To mówiąc, krzyknął na konie, rzucił się na bryczkę i odjechał.

Sochaczewski osłupiał i nie rychło opamiętawszy się, pobiegł do pokojów rozpytać, co się stało, bo się zląkł.

Zastał panią Pstrokońską chodzącą żywo po saloniku, zarumienioną z gniewu.

– Moja dobrodziejko – zawołał z progu – spotkałem tego trutnia wychodzącego stąd. Czy oszalał, czy co? Uchowaj Boże, co przykrego pani mojej powiedział, to go na miazgę spłaszczę...

– Daj mu pokój – uśmiechając się, odpowiedziała gospodyni, może ja mu chyba nieprzyjemną prawdę musiałam powiedzieć i to go tak rozgniewało... Bóg z nim.

– Ale o cóż poszło?

– Ujęłam się za Żymińskiego – tego, którego on niewart rzemyka... bo się go zaprzysięga prześladować i mści się za to, że dzierżawę po nim wziął... Człowiek mi się podoba i kłamać nie umiem, wzięłam więc jego stronę.

Sochaczewski ochłonął...

Weszła pani Wychlińska z Leokadyą, bo obie będąc w przyległym pokoju, całą rozmowę słyszały, a choć ich sprawa ta obcego człowieka nie mogła wiele obchodzić, znać z powodu, że dotknięto pani Pstrokońskiej, bardzo były pomieszane. Wychlińska ręce łamała, Leokadya miała łzy w oczach.

Widząc to, pani Benigna starała się uspokoić obie uściskiem serdecznym.

– Jest to szaławiła – odezwała się – znany całemu sąsiedztwu, który się wykrzyczy i – koniec na tym...

– Już to, pani a dobrodziejko moja – wtrącił Sochaczewski – pomimo powagi jej zdania, pozwoliłbym sobie zaprzeczyć, żeby tego Górnickiego lekceważyć można. Niewygodny to człek, gdy się na kogo u weźmie.

– A! Mój Boże – przerwała Wychlińska – po cóż mu było tę koniecznie sobie wybierać dzierżawę i takiego na wstępie robić nieprzyjaciela...

(cdn.)

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a

Zobacz także

Partner serwisu

r e k l a m a

Użytkowniku zadecyduj o wyrażeniu zgody!

Skrollując treść naszego Serwisu, zamykając okno tego komunikatu (X), klikając na elementy strony poza tym komunikatem bez zmian ustawień w zakresie prywatności, zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. (dalej PWR/my) i Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji w serwisach PWR i w Internecie. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć.
Dowiedz się więcej lub zdecyduj o zgodzie.

Nasz cel to dostarczanie interesujących Ciebie treści, również przez dopasowane do Twoich zainteresowań reklamy. Twoja zgoda na wykorzystanie plików cookies i podobnych technologii w Twojej przeglądarce umożliwi nam dostosowanie przekazu do Twoich preferencji. Pozwoli ograniczyć ilość prezentowanych reklam Brak zmian ustawień przeglądarki jest Twoją zgodą na zapis plików cookies i podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym i wykorzystanie zapisanych w nich informacji. Ustawienia przeglądarki w zakresie cookies możesz zawsze zmienić
(szczegóły w Polityce Prywatności).

Drogi Użytkowniku!

Przez dalsze Aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, oznacza, że zgodziłeś się na przechowywanie w Twojej przeglądarce plików cookies i na przetwarzanie gromadzonych dzięki nim danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. i naszych Zaufanych Partnerów. Dowiedz się więcej lub wycofaj zgody