Dzwonek Pierwszy miesiąc prenumeraty za 50% ceny Sprawdź

r e k l a m a

Partner serwisu

2 lata walki o odszkodowanie za ASF

2 lata walki o odszkodowanie za ASF
Hodowla Zwierząt ASF
Data publikacji 20.01.2019r.

Ponad 2 lata temu Hubert Ojdana stracił ponad 260 świń w związku z afrykańskim pomorem świń i nie otrzymał za nie odszkodowania. Gospodarz walczył o nie w sądzie, ale bez powodzenia. Udało mu się jednak udowodnić nieprawidłowości w postępowaniu urzędowego lekarza weterynarii.

Odszkodowanie się nie należy...

Powiatowy lekarz weterynarii w Hajnówce 28 lipca 2016 roku wydał decyzję w sprawie odszkodowania za straty spowodowane likwidacją ogniska afrykańskiego pomoru świń w gospodarstwie Huberta Ojdany. Zabito i przekazano do utylizacji 261 świń oraz dokonano zniszczenia słomy i pszenicy workowanej. Rolnikowi przyznano jedynie 6310 zł jako rekompensatę za spaloną słomę i zboże. Wartość ubitych świń określono na ponad 104 tys. zł.

r e k l a m a

Ponadto w gospodarstwie znajdowały się także świnie, które padły przed likwidacją ogniska. Ich wartość oszacowano na 444 zł. Niestety stwierdzono też nieprawidłowości w oznakowaniu zwierząt i w oparciu o art. 49 ust. 7 ustawy z 11 marca 2004 roku o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt za świnie zarówno wybite, jak i padłe nie wypłacono pieniędzy. Zgodnie z wymienioną ustawą, jeśli posiadacz zwierzęcia nie zastosował się do obowiązków określonych w przepisach o systemie rejestracji i identyfikacji zwierząt, odszkodowanie się nie należy.

Wszystko przez brak rejestracji

Hubert Ojdana prowadzi gospodarstwo wspólnie z rodzicami Aliną i Stanisławem Ojdanami. Pan Stanisław uważa, że powołanie się na ten przepis jest tylko pretekstem, który posłużył do niewypłacenia odszkodowania za utracone stado.

r e k l a m a

Obecnie skrupulatnie pilnujemy, aby każda sztuka była oznakowana prawidłowo. W dużych stadach kontrola prawidłowości rejestracji i identyfikacji zwierząt jest bardzo pracochłonna. Trudno sobie wyobrazić, żeby u kogoś, kto ma 5 tys. świń, wszystko zgadzało się co do sztuki – mówi Stanisław Ojdana.



  • Hubert Ojdana prowadzi gospodarstwo wspólnie z rodzicami Aliną i Stanisławem. Zamiana protokołu z kontroli gospodarstwa przez lekarza weterynarii na niekorzyść rolników spowodowała, że nie otrzymali odszkodowania za wybite stado

Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim uznał, że odszkodowanie może być przyznane jedynie za trzy prawidłowo oznakowane maciory na kwotę 3 225,60 zł. Rolnik złożył apelację od wyroku, jednak Sąd Okręgowy w Białymstoku podtrzymał orzeczenie sądu I instancji. W związku z odwołaniem od wyroku Ojdana nie otrzymał jeszcze pieniędzy za wspomniane wyżej trzy maciory.

Gospodarz, walcząc o odszkodowanie za wszystkie wybite świnie, chciał wykorzystać fakt, że urzędowy lekarz weterynarii dokonujący kontroli w jego gospodarstwie zniszczył sporządzony wcześniej przez siebie dokument.

Chyba jako pierwsi w Polsce mamy wyrok, który uznaje urzędowego lekarza weterynarii za winnego przekroczenia swoich uprawnień ze szkodą dla rolnika i zniszczenie dokumentu – mówią gospodarze.

Zamiana protokołów

Wszystko zaczęło się 23 czerwca 2016 roku, czyli dzień przed wybijaniem stada. Wówczas Ojdanów telefonicznie poinformowano, że zostanie przeprowadzona kontrola w zakresie spełnienia wymogów bioasekuracji w dwóch gospodarstwach znajdujących się w miejscowości Bielszczyzna. Na jednym terenie znajdowały się tam dwie siedziby stada Ojdanów.

Jedna należąca do naszej spółki Mineral, a druga do syna Huberta. Nie mogliśmy być obecni podczas kontroli i urzędowy lekarz weterynarii z Hajnówki sam skontrolował te dwa gospodarstwa, nie stwierdzając w nich nieprawidłowości. Następnego dnia okazało się, że na podstawie pobranych wcześniej próbek w stadzie Huberta stwierdzono ognisko afrykańskiego pomoru świń – opowiada pani Alina.

W gospodarstwie tym było wówczas 50 loch wysokoprośnych oraz 215 tuczników. Protokół nie zawierał żadnych zaleceń. W gospodarstwie spółki Mineral nie było zwierząt, gdyż miały być dopiero wstawione, ale tam także nie było żadnych zaleceń odnośnie do spełnienia wymogów bioasekuracji.

– Podpisałam te protokoły, zachowując oryginał dla siebie. Po południu tego samego dnia zadzwonił do mnie urzędowy lekarz weterynarii z Hajnówki z informacją, że w stadzie Huberta stwierdzono ASF. Kazano nam oddać klucze do gospodarstwa i założono nowe kłódki. Całą akcję ubijania świń rozpoczęto następnego dnia po południu – relacjonuje gospodyni.

Urzędowy lekarz weterynarii z Hajnówki prośbę o zwrot protokołu argumentował tym, że w gospodarstwie wybuchło ognisko ASF i ten dokument nikomu już nie będzie potrzebny.

Jako księgowa mam odruch kopiowania dokumentów, więc przed oddaniem oryginału skserowałam sobie ten protokół. Dochodzenie epizootyczne zapisywane było ręcznie i w sądzie lekarz stwierdził, że trzeba było zniszczyć te protokoły, gdyż mógł być na nich wirus ASF. Zniszczyli więc protokół napisany ręcznie i przygotowali drugi na komputerze, twierdząc, że jest on zgodny z tym poprzednim. Tego komputerowego nie podpisywałam. Przed wybiciem stada uprzedzono nas, żeby nie przeszkadzać w likwidacji ogniska, nie udzielać wywiadów do mediów, a otrzymamy odszkodowanie. W międzyczasie dochodziły do nas informacje, że warunkiem otrzymania pieniędzy jest spełnienie wszystkich warunków bioasekuracji. Pomyślałam więc, że do ubiegania się o odszkodowanie potrzebny będzie oryginalny protokół z kontroli weterynaryjnej gospodarstwa – mówi Alina Ojdana.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Widziałeś już nasze video "Rolnik trafi za kraty na Święta, bo nie chce zapłacić mandatu od inspekcji weterynaryjnej"?

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a