Dzwonek Pierwszy miesiąc prenumeraty za 50% ceny Sprawdź

r e k l a m a

Partner serwisu

Bez polskiej soi nie jesteśmy gotowi na zakaz stosowania pasz GMO

Magdalena Szymańska
Kategoria: Pieniądze i Prawo
Bez polskiej soi nie jesteśmy gotowi na zakaz stosowania pasz GMO
Pieniądze i Prawo GMO
Data publikacji 23.11.2022r.

Jak bumerang wraca temat zakazu stosowania pasz GMO. Pomimo tego, że od 2019 r. obowiązuje w Polsce Ustawa o oznakowaniu produktów wytworzonych bez wykorzystania organizmów genetycznie zmodyfikowanych jako wolnych od tych organizmów, która daje konsumentom wybór, jakie produkty chcą kupować a producentom żywności szanse konkurowania na rynku.

Zmiana ustawy o paszach

Na początku listopada (tj. 2.11) Rada Ministrów przyjęła Projekt ustawy o zmianie ustawy o paszach oraz ustawy o odpadach, która przesuwa zakaz stosowania w Polsce pasz GMO. Według jednego komunikatu opublikowanego na stronie internetowej Rady Ministrów zakaz stosowania pasz GMO zostanie wprowadzony już od stycznia 2024 r., drugiego – od stycznia 2027 r. Ze względu na to, że treść projektu ustawy nie jest dostępna, nie można tego zweryfikować. Czekamy na informacje resortu rolnictwa w tej sprawie. Czy nasz przemysł paszowy oraz rolnicy są w ogóle na to gotowi?

O możliwości zwiększonego wykorzystania rodzimych surowców białkowych w celu zastąpienia, a przynajmniej uzupełnienia, importowanej poekstrakcyjnej śruty sojowej GMO dyskutuje się w Polsce od wielu lat. Tym razem krajowi legislatorzy, tłumacząc wprowadzenie tego zakazu powołują się na długoterminową inicjatywę Komisji Europejskiej, która wskazuje na potrzebę odbudowy rynku roślin białkowych, co zostało ujęte w strategii „Od pola do stołu”.

r e k l a m a

Sprowadzamy coraz więcej soi

Sprawa jest bardzo poważna, bo zapotrzebowanie na surowce wysokobiałkowe poza sezonowymi wahaniami, pomimo spadku produkcji trzody chlewnej, w Polsce wzrasta. Produkcja świń podlega bowiem silnej koncentracji, ponadto podobny proces nasila się w produkcji mleka, która utrzymuje się na wysokim poziomie z tendencją wzrostową.

Z danych, jakie publikuje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w najnowszym raporcie „Rynek pasz”, przez kilka lat zużycie importowanej śruty sojowej było w Polsce na poziomie 2,3–2,4 mln t, a w ostatnich trzech sezonach wzrosło do około 2,65 mln t, z czego większość to soja GMO pochodząca z Ameryki Południowej, w tym głównie z Argentyny. Liczącym jej dostawcą na polski rynek jest też Brazylia. Ostatnio rośnie również import śruty sojowej z Paragwaju. Coraz mniej sprowadzamy natomiast śruty sojowej GMO z Niemiec i z Holandii. Ta śruta ma aż 60-procentowy udział w zasobach wysokobiałkowych surowców paszowych wykorzystywanych w Polsce.

W opinii Wiesława Dzwonkowskiego z IERiGŻ, który od lat zajmuje się przygotowywaniem raportu dotyczącego rynku pasz, Polska jeszcze długo nie będzie w stanie zrezygnować z produkcji pasz w oparciu o genetycznie modyfikowaną śrutę sojową.

Obecnie nie jesteśmy nawet gotowi na to, by w jakiś rozsądnych rozmiarach ograniczyć import śruty sojowej na rzecz zwiększenia krajowych źródeł białka. Dotychczasowe akcje dotyczące wspierania rozwoju produkcji roślin strączkowych w Polsce, które są prowadzone od 2010 r. nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. W latach 2012–2015 wystąpił co prawda znaczny progres w produkcji strączkowych, a w 2015 r. nastąpiło apogeum tego wzrostu, ale w kolejnych latach produkcja zatrzymała się na poziomie 400– 450 tys. t, który nie jest satysfakcjonujący. Tylko część z tego może być wykorzystywana do przemysłowej produkcji pasz, do której zużywana jest głównie śruta sojowa – komentuje Dzwonkowski.

Co z krajową produkcją?

Alternatywą dla importu soi GMO w dłuższej perspektywie może być rozwój krajowej produkcji soi.

Od wielu lat są prowadzone nie tylko badania w tym kierunku, ale także akcje promujące uprawę soi. Soja jest też objęta, podobnie jak łubiny, bobik i peluszka, płatnościami do powierzchni upraw roślin strączkowych na ziarno, ale dopiero w tym roku powierzchnia jej uprawy wzrosła znacząco – zaznacza Dzwonkowski.

Z danych, jakie prezentuje ARiMR w tym roku soją obsiano prawie 48 tys. ha, to wzrost w stosunku do ubiegłego roku o prawie 90%. Był on spowodowany zapewne decyzją Komisji Europejskiej umożliwiającą rolnikom skorzystanie z odstępstwa od zakazu prowadzenia produkcji na ugorach w roku 2022 w ramach zazielenienia. Analityk z IERiGŻ zwraca jednak uwagę na rozbieżności w danych dotyczących powierzchni roślin strączkowych objętych dodatkowymi dopłatami pomiędzy tymi, które prezentuje Agencja, a tymi publikowanymi przez GUS. GUS podaje dużo mniejsze areały, co jest związane z tym, że odnosi je do zebranych plonów, a nie powierzchni zasiewów.

W przypadku soi, podobnie, jak z innymi strączkowymi, jest problem z osiąganiem wysokich plonów. Ponadto, by uprawa się udała potrzebne są odpowiednie warunki, tj. nieco cieplejszy klimat. Stąd soja jest uprawiana częściej w województwach południowych, aczkolwiek tam gospodarstwa rolne są bardziej rozdrobnione, dlatego, jak zaznacza Dzwonkowski, pojawia się kwestia organizacji logistyki związanej ze skupem nasion.

Jest jednak światełko w tunelu. Podczas debaty zorganizowanej przez stowarzyszenie „Polska Soja” i firmy Agrolok podano, iż jeśli warunki byłyby sprzyjające, produkcja soi w Polsce mogłaby wzrosnąć do 500 tys. t, co zabezpieczałoby import mniej więcej w połowie – relacjonuje nasz rozmówca.

Ekspert zwraca jednak uwagę na to, że pomimo trudnych czasów i pewnych zawirowań na rynkach, produkcja zwierzęca w Polsce, choć nie w takim tempie, jak wcześniej, się jednak rozwija.

– Po ubiegłorocznym tąpnięciu odbudowuje się produkcja drobiu. Załamała się produkcja świń, ale sprowadzamy coraz więcej prosiąt, a te trafiają do gospodarstw towarowych, które w żywieniu wykorzystują pasze przemysłowe, produkowane w oparciu głównie o śrutę sojową. Stąd przewidujemy, iż zapotrzebowanie na śrutę sojową, a tym samym import, będzie rósł – komentuje Dzwonkowski.

r e k l a m a

Niewykorzystany potencjał

Pewnym impulsem do wzrostu krajowej podaży mogą być możliwości popytowe. W Polsce od kilku lat funkcjonuje zakład ulepszania białka roślinnego, który przerabia głównie rzepak, ale wykorzystuje również soję.

Zakład ten zwiększył swoje moce przerobowe do 500 tys. t rocznie. W związku z tym jest w stanie kupić każdą ilość soi. Mamy więc pozytywny impuls ze strony popytowej, a to jest bardzo ważne – zaznacza analityk.

Dzwonkowski zwraca również uwagę na wzrost zainteresowania ze strony rolników oraz przemysłu paszowego w Polsce krajową śrutą rzepakową, aczkolwiek ciągle nie wykorzystujemy jej potencjału. Jej zużycie wzrosło do około 1,2 mln t, a krajowa produkcja wynosi około 2 ml t rocznie. Niewykorzystane zasoby znajdują wielu chętnych w krajach Europy Zachodniej.

W Polsce ze względu na presję kosztów produkcji, niektóre mleczarnie odchodzą od promowania wśród rolników produkcji mleka bez GMO. Przetwórcy muszą kontrolować swoje koszty i nie mają już za dużo możliwości podnoszenia cen skupu takiego mleka. Jeszcze dwa lata temu, z danych, jakie przeprowadził Wiesław Dzwonkowski, wynikało, iż udział pasz przemysłowych bez GMO w produkcji pasz ogółem dla bydła wyniósł około 80–85%. W stadach wysokowydajnych, tak czy owak zastąpienie śruty sojowej, a najczęściej jest to GMO, innymi zamiennikami jest praktycznie niemożliwe.

Decyduje cena

Na polskim rynku śruta sojowa bez GMO jest produkowana głównie w oparciu o dostawy zza naszej wschodniej granicy, tj. Rosji i Ukrainy, a w ostatnich 5 latach także z Białorusi.

– Pomimo tego, że wojna spowodowała pewne zakłócenia logistyczne, import śruty sojowej z Ukrainy się utrzymuje, podobnie zresztą, jak słonecznikowej. A ze względu na bliskość i mniejsze problemy z logistyką, ich ceny ostatnio nawet spadły. Aczkolwiek trzeba liczyć się z zachwianymi dostawami z Rosji i Białorusi – tłumaczy Dzwonkowski.

Ceny soi z Ukrainy, Białorusi oraz Rosji w pierwszym półroczu bieżącego roku, jak wskazał IERiGŻ wahały się między 595 a 654 euro/t. Tańsza pochodziła z Ukrainy, a droższa z Rosji i Białorusi. Dla porównania, w analogicznym okresie, śruta sprowadzana z Argentyny kosztowała średnio 509 euro/t, z Brazylii – 486 euro/t a Paragwaju 513 euro/t.

Brakuje jednolitych, dużych partii

Spośród roślin wysokobiałkowych wykorzystywanych w żywieniu zwierząt w bieżącym roku oprócz soi wzrósł również areał zasiewu grochu, którym według danych ARiMR obsiano prawie 97 tys. hektarów (w 2021 r. było to około 95,6 tys. ha), spadła natomiast powierzchnia uprawy bobiku z 37,3 do 34,7 tys. ha oraz łubinu żółtego z 19,7 do 17,4 tys. ha.

Pomimo dużych pieniędzy przeznaczanych na programy rozwoju produkcji roślin strączkowych w Polsce nie odnoszą one skutków. Ewentualny wzrost produkcji ma za to przełożenie na eksport. Stąd tak naprawdę wspieramy tamtejszych przetwórców. O wielkości produkcji pasz przemysłowych w Polsce w ok. 90% decydują duże firmy (zatrudniające co najmniej 50 osób), z których mniej więcej połowa jest w rękach kapitału zagranicznego. Zwłaszcza one, ale również mniejsze firmy, byłyby zapewne w stanie kupować polskie strączkowe, gdyby tylko miały możliwość zakupu większych partii standaryzowanych nasion. Dla nich ważna jest też ciągłość jednorodnych pod względem jakości dostaw, co jest niezbędne do przygotowania odpowiedniej jakości pasz – zauważa Wiesław Dzwonkowski.

Jak prognozuje IERiGŻ, w sezonie 2022/2023 w Polsce wyprodukujemy 2,48 mln t wysokobiałkowych surowców paszowych, jest to o 30 tys. t więcej niż przed sezonem, a o 150 tys. t powyżej sezonu 2020/2021. Produkcja śruty rzepakowej może być o około 1% większa. Zbiory strączkowych pastewnych na ziarno wzrosną o 2%, a wielkość produkcji mączki rybnej, w porównaniu z poprzednim sezonem, nie zmieni się.

Polska nie jest jednak osamotniona, jeśli chodzi o niską produkcję roślin strączkowych. Również w innych unijnych krajach nie rozwija się ona tak jakby tego oczekiwano. Rośnie natomiast zapotrzebowanie na produkty zwierzęce produkowane w oparciu o pasze bez GMO. Jest to jednak szansa dla rolników, którzy nie prowadzą intensywnej produkcji towarowej i to oni mogą być odbiorcami pasz produkowanych na bazie strączkowych. W produkcji intensywnej ten model jeszcze długo nie będzie miał racji bytu.

Dopłaty do wysokobiałkowych

Od 2021 r. nie jest różnicowana wysokość stawki płatności dla roślin strączkowych na nasiona w zależności od powierzchni. Ponadto od bieżącego roku soja jako roślina oleista oraz bób, bobik, łubin słodki i groch siewny, jako rośliny wysokobiałkowe są objęte uzupełniającą płatnością podstawową (UPP).

Od 2023 r. zostanie utrzymana UPP oraz dopłata do roślin strączkowych na nasiona: bobiku, grochu siewnego, w tym peluszki (z wyłączeniem grochu siewnego cukrowego i grochu siewnego łuskowego), łubinów i soi pod warunkiem, że dokonano zbioru ziarna. Stawka płatności bez względu na areał wyniesie około 200 euro/ha.

Magdalena Szymańska
fot. Pixabay

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a