Dzwonek Pierwszy miesiąc prenumeraty za 50% ceny Skorzystaj

r e k l a m a

Partner serwisu

Wysłodki zamiast kukurydzy - czy to pozwoli ograniczyć koszty produkcji mleka?

Andrzej Rutkowski
Kategoria: Polskie mleko
Wysłodki zamiast kukurydzy - czy to pozwoli ograniczyć koszty produkcji mleka?
Polskie mleko Żywienie krów
Data publikacji 21.06.2022r.

Jak wynika z szacunków Adama Janasa, zwłaszcza przy obecnie wysokich cenach pszenicy czy rzepaku znacznie lepiej opłaca się obsiać pola tymi gatunkami niż uprawiać kosztowną, zwłaszcza w zbiorze usługowym, kukurydzę na kiszonkę, którą rolnik z powodzeniem zastąpił w dawce pokarmowej wysłodkami buraczanymi.

Wysłodki tańsze i lepsze od kukurydzy

Uprawa kukurydzy nie jest tania, mam tu na myśli bardzo kosztowny zbiór specjalistyczną sieczkarnią, dość wysokie są też ceny materiału siewnego. Ponadto przez kilka sezonów zmagaliśmy się z dużymi stratami, jakie powodowały dziki. Dlatego od 6 lat wolimy zasiać pszenicę lub rzepak i sprzedać, a zamiast kiszonki z kukurydzy zakupić wysłodki. Przede wszystkim są to wysłodki mokre, które zakiszamy, ale na okres zimy zakupujemy także suche, bo przy większych mrozach wysłodki kiszone mogą zamarznąć. Wysłodki są paszą energetyczną i z powodzeniem zastępują w dawce kiszonkę z kukurydzy. Energia z wysłodków jest wolniej rozkładana w żwaczu i nie ma ryzyka kwasicy. Ponadto są paszą smakowitą i korzystnie wpływającą na zwiększenie pobrania paszy, co przekłada się na wzrost mleczności – wyjaśnił Adam Janas, dodając, że wysłodki zakisza w rękawie, nie jest to tania technologia, ale do minimum ogranicza straty paszy.

r e k l a m a

Jak Żuławy, to wypas

Rocznie rolnicy zakupują 12 transportów wysłodków mokrych prasowanych, czyli ok. 400 ton, które podają krowom bez przerwy, bez względu na to czy jest to żywienie zimowe, czy letnie. Ok. 15 maja krowy wychodzą na pastwiska, co nikogo nie dziwi, wszak położenie gospodarstwa temu sprzyja. Rolnicy posiadają ponad 40 ha trwałych użytków zielonych w bliskim sąsiedztwie rzeki Wisły.

r e k l a m a

Poza wysłodkami krowy otrzymują sianokiszonkę, paszę treściwą, a w okresie letnim pobierają zielonkę z pastwiska. Pomimo, że rolnicy nie korzystają z oceny użytkowości mlecznej, to patrząc po wielkości produkcji średnia wydajność laktacyjna oscyluje w granicach 9 tys. kg mleka od przeciętnej krowy.

Zrezygnowali z jałówek

Nie tylko brak kiszonki z kukurydzy w dawce pokarmowej sprawia, że gospodarstwo Marioli i Adama Janasów jest wyjątkowe. Bowiem zrezygnowali oni z odchowu jałówek. Wolą wszystkie legowiska w oborze uwięziowej przeznaczyć pod sztuki produkcyjne. Zaś jałówki cielne bądź krowy zakupują od okolicznych hodowców np. ostatnio zakupili 4 krowy z likwidowanej obory.

Jak kupimy jałówkę cielną, czy pierwiastkę po wycieleniu, to właściwie spłaca się ona po roku. A odchów cieliczki do czasu rozpoczęcia produkcji mleka trwa co najmniej 2 lata. Dlatego uważam, że wybraliśmy słuszne rozwiązanie – powiedział rolnik.

Adam Janas nie ukrywa, że głównym problemem w całym rolnictwie, a zwłaszcza produkcji mleka są bardzo wysokie koszty produkcji. Dlatego w tym roku ograniczył dawki nawozów, jakie zastosował na użytkach zielonych. Jednak na gruntach ornych zastosował pełne dawki, pomimo że jak przyznał, 4 tys. zł za tonę nawozu, jakie musiał zapłacić, to cena astronomiczna.

Trudno o pracownika

Choć teren Żuław Wiślanych mocno sprzyja hodowli bydła, to kolejni rolnicy rezygnują z produkcji mleka. Główną przyczyną jest brak chętnych do pracy przy krowach, a wiadomo, że jest to ciężka harówa i czasami trudno podołać bez pomocy pracownika. Kiedyś w naszej wsi każde gospodarstwo utrzymywało krowy, a dziś tylko 4, a w całej gminie jest ok. 10 producentów mleka – przyznał Adam Janas, dodając, że sam chce zatrudnić pracownika, gdyż zmaga się z problemami zdrowotnymi, jednak nie jest to takie proste.

Produkcję mleka niektórzy nazywają białym niewolnictwem, gdyż pracujemy 365 dni w roku, jednak z drugiej strony, gdyby nie krowy, to nie byłoby też tak znacznych inwestycji. W ramach PROW zakupiliśmy ciągnik John Deere, prasę oraz rozrzutnik obornika o ładowności 12 ton. Bez dofinansowania zakupiliśmy także drugi ciągnik John Deere. Wiosną miał do nas trafić nowy kombajn Claas, który zakupiliśmy w grudniu. Okazało się to niemożliwe ze względu na wojnę w Ukrainie, a właśnie tam i w Rosji znajduje się część fabryk, w których powstają podzespoły. Kombajn odbierzemy dopiero rok później i to inny model, który w całości powstaje w Niemczech. Firma Claas i tak wyszła z tej sytuacji z twarzą, gdyż zagwarantowali, że na tegoroczne żniwa dostarczą nam kombajn zastępczy na ich koszt – oznajmił Adam Janas.

Andrzej Rutkowski
Zdjęcia: Andrzej Rutkowski

Artykuł ukazał się w Tygodniku Poradniku Rolniczym 25/2022 na str. 44. Jeśli chcesz czytać więcej podobnych artykułów, już dziś wykup dostęp do wszystkich treści na TPR:  Zamów prenumeratę.

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a