Dzwonek Pierwszy miesiąc prenumeraty za 50% ceny Skorzystaj

r e k l a m a

Partner serwisu

Import zbóż z Ukrainy destabilizuje polski rynek. W żniwa będzie gorzej?

Magdalena Szymańska
Kategoria: Rynki rolne
Import zbóż z Ukrainy destabilizuje polski rynek. W żniwa będzie gorzej?
Rynki rolne
Data publikacji 16.06.2022r.

Jeśli nie usprawnimy tranzytu ukraińskich zbóż przez Polskę, to intensyfikacja jego wywozu z Ukrainy mocno zdestabilizuje krajowy rynek zbóż a obawy polskich rolników, że ta sytuacja obniży wartość polskich zbóż staną się faktem. To jeden z głównych wniosków, jakie wypłynęły podczas Polish Grain Day, spotkania branży zbożowo-paszowej, który zorganizowała 2 czerwca w Warszawie Izba Zbożowo-Paszowa.

Problemy z maszynami do przeładunku spowalnia tranzyt zbóż z Ukrainy

Nikt nie ma wątpliwości, iż aby zapobiec głodowi w Afryce Północnej oraz na Bliskim Wschodzie, zboża powinny jak najszybciej opuścić Ukrainę. Po zablokowaniu głównej drogi ich eksportu, jakim było Morze Czarne oraz Morze Azowskie, pozostały dwa kanały dystrybucji. Jedna droga prowadzi przez Polskę do naszych portów, druga – Dunajem przez Rumunię.

r e k l a m a

Obecny na spotkaniu Henryk Kowalczyk,wicepremier i minister rolnictwa zapewniał, iż ministerstwo rolnictwa pracuje intensywnie nad organizacją transportu, podobnie jak i podległe mu inspekcje.

– Na przejściach granicznych odprawa towarów odbywa się bez przerwy. Problemem są jednak braki sprzętu m.in. maszyn do przeładunku i kontenerów. Polska liczy w tej kwestii na deklarowaną pomoc KE i państw członkowskich UE – mówił Kowalczyk.

r e k l a m a

Czy w żniwa zwiększony napływ zboża i rzepaku z Ukrainy uderzy w polskich rolników

Działać trzeba jednak szybko, ponieważ jak zaznaczył Mirosław Marciniak z InfoGrain, zwiększony import kukurydzy z Ukrainy destabilizuje już teraz krajowy rynek zbóż.​​

– To może się nasilić w żniwa, gdy będzie wjeżdżała do nas jeszcze pszenica i rzepak. Zbyt duże ilości napływających zbóż i rzepaku mogą ograniczyć globalnie eksport polskich zbóż, co może zaszkodzić naszym rolnikom – przestrzegał Marciniak.

Podczas Polish Grain Day zwracano uwagę, iż jeśli uwzględni się zeszłoroczne zbiory zbóż na świecie oraz niższe tegoroczne prognozy i zestawi się je z zapasami, to nie ma podstaw do tego, aby obawiać się głodu. Aczkolwiek aby tak się faktycznie stało trzeba rozwiązać problemy logistyczne. UE jako wspólnota ma nadwyżki żywności, podobnie jest z Polską, w obliczu obecnej sytuacji, trzeba jednak znaleźć sposób jak ją wysłać w świat.

Egipt i Bliski Wschód zaopatrywały się w portach Morza Czarnego. Ten kanał dystrybucji był najtańszy i nikt nie zakładał, że zostanie zerwany. Agresja Rosji w Ukrainie spowodowała wzrost kosztów transportu zbóż, bo zdrożała ropa naftowa, ale także energia, a kraje importujące są biedne, co potęguje problemy – podkreślał Michał Jaskowski z Louis Dreyfus Company Polska.

Według Radosława Stasiuka z Bunge Polska, nie chodzi tylko o problem z dystrybucją zbóż do Afryki Północnej i na Bliski Wschód, ale również olejów, ponieważ Ukraina ma największe na świecie moce przerobowe oleju słonecznikowego, a on był też sprzedawany w te rejony.

Rumuni są sprawniejsi w transporcie zboża z Ukrainy?

Stasiuk nie ma wątpliwości, iż trzeźwo oceniając potencjał kanałów dystrybucji ukraińskich produktów rolnych, kanał wodny na Dunaju przez Rumunię jest najbardziej logiczny i jednocześnie najtańszy. Nasze porty, do których trzeba dowieź zboże droga lądową wypadają gorzej. Według eksperta przez Dunaj wyjedzie więcej produktów.

– Aktywnie importujemy ukraińską kukurydzę, ale jej logistyka z granicy to koszmar: długo i drogo. Zdecydowanie lepiej radzą sobie z tym Rumunii — zaznacza Radosław Stasiuk.

Temu zaprzecza jednak Rafał Romanowski, wiceminister rolnictwa, który uważa, iż kanał rzeczny może być przez Rosjan zaminowywany, co się zresztą już wydarzyło. A zanim Odessa zostanie odblokowana przez partnerów z NATO minie kilka lat. Według niego Rosja odblokuje pewnie porty na Morzu Azowskim, ale tylko po to, aby wywozić zboże ukradzione od Ukrainców. Romanowski upatruje więc największych szans na wywóz produktów rolnych z Ukrainy przez Morze Bałtyckie i Morze Północne.

– Polska musi się przystosować do warunków handlu z Ukrainą. Jest to nowa rzeczywistość, do której musi się dopasować cały handel oraz szereg instytucji go nadzorujących. Wiadomo ze fracht morski dla Ukraińców była najtańszy, więc nikt nie inwestował w inną infrastrukturę. Polskie porty mają swoją określoną wydajność. My nie byliśmy nigdy tak dużym eksporterem produktów rolnych, jak Rumunia, trzeba mieć to na uwadze – komentował Wojciech Krzywosądzki z Thegra Poland.

Potrzeba długofalowych inwestycji w infrastrukturę do transportu zboża

Ekspert z Bunge Polska zwrócił uwagę, że z punktu widzenia branży zbożowej, produkty rolne wywożone z Ukrainy są traktowane przez nasze koleje trochę po macoszemu, większą wagę przywiązuje się bowiem do transportu rud i węgla.

– Nie może tak być, aby skład ze zbożem pokonywał 650 km w ciągu tygodnia. W ten sposób na pewno nie przewieziemy przez Polskę 20 mln ton zbóż z Ukrainy. Moce przeładunkowe rosną, ale nie ma środków transportu, które mogą to wywieź dalej. Resort rolnictwa uprościł odprawę towarów, ale to nie wystarczy – przekonywał Stasiuk.

Jak mówił Michał Jaskowski, frustrujące jest to, że nie możemy wykonać tego, co powinniśmy. Infrastruktura w Polsce nie jest jednak przygotowana do transportu takich ilości towarów.

Wiceminister Rafał Romanowski zapewniał, iż resort rolnictwa uczyni wszystko, aby wzmocnić przepustowość kolei, ale trzeba mieć na uwadze, iż tą samą drogą kolejową oprócz zbóż, w drugą stronę jedzie do Ukrainy niezbędna pomoc.

– Nikt na świecie nie był przygotowany na ten konflikt – zaznaczał Romanowski.

Wojciech Krzywosądzki zwrócił uwagę, iż ceny zbóż na granicy z Ukrainą skracają łańcuchy logistyczne. Skoro zakłady zbożowe i przetwórnie na ścianie wschodniej mają do wyboru dużo towaru ukraińskiego, który jest tańszy o ok. 200–250 zl/t od krajowego, to go kupują i odbija się to na lokalnym rynku, co wzbudza napięcia wśród rolników.

Magdalena Szymańska
Fot. Magdalena Szymańska

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a