Dzwonek Pierwszy miesiąc prenumeraty za 50% ceny Skorzystaj

r e k l a m a

Partner serwisu

Jak zarobić na żurawinie ziemi VIz? Wawrzyniakowie znają sekret

Karolina Kasperek
Kategoria: Wieś i Rodzina
Jak zarobić na żurawinie ziemi VIz? Wawrzyniakowie znają sekret
Wieś i Rodzina pozostałe rośliny
Data publikacji 10.10.2021r.

Żurawina. Jednym pewnie skojarzy się z suplementem leczącym infekcje dróg moczowych, innym – z wieczorem u znajomych i słodką przekąską w miseczce. Wciąż mało w Polsce znana, rzadko uprawiana. Ale w Ruszkowie Pierwszym w gminie Kościelec są odważni, którzy lata temu na dobre się z nią zaprzyjaźnili. Z Wacławem Wawrzyniakiem i jego córką Małgorzatą porozmawialiśmy o ich przygodzie z kwaśną jagodą.

r e k l a m a

Zimno, wieje, choć to jeszcze wrzesień. Wacław pyta, czy do poletka, na którym zbierana jest właśnie żurawina, podjeżdżamy, czy idziemy, bo to prawie kilometr. Decyduję się na spacer.

Ona rośnie w nieświadomości

Po prawej – pole kukurydzy. Po lewej – coś się płoży i wygląda jak skrzyżowanie berberysu z bukszpanem. Ten pierwszy przywodzą mi na myśl czerwone jagody. Przyznam, że należę do tej części konsumentów, która żurawinę zna głównie z obecnej w świątecznych asortymentach sklepów wersji suszonej, a żurawinę w naturze widzi chyba po raz pierwszy.

To są sadzonki, już owocujące. Albo je wykorzystamy, albo pójdą do sprzedaży. Nie, nie mogą tu zostać. Na tym poletku i tym naprzeciw jest prawie trzydzieści tysięcy. Są tu od dwóch lat, dlatego zdążył się w nich już posiać mlecz i kilka innych roślin. Ale ros­ną w pełnej symbiozie – opowiada Wacław.

Ucinamy sobie pogawędkę o tym wciąż mało znanym i średnio obecnym w potocznej świadomości i statystycznej kuchni owocu. Żurawina taka, jaką znamy z przekąsek, przybyła do nas z Ameryki Północnej. Ale nie trafiła na aż tak dziewiczy teren.

– Żurawinę w Polsce znano. Ale ten owoc rósł tylko na bagnach – mamy w Polsce żurawinę błotną. Jej owoc u nas jest dużo mniejszy niż w Ameryce. Wie pani dlaczego? Ponieważ kiedy Pan Bóg obdzielał świat roślinami, Indianie byli pokorni. Nie stawiali Bogu warunków. I dostali duże owoce. A Europejczycy żądali od Boga. Mówili: „Masz zrobić to, masz zrobić tamto, bo my tak chcemy”. I Pan Bóg dał nam te drobnoowocowe krzewy i powiedział: „Skoro jesteście tacy bystrzy, to będziecie się trudzić i zbierać te małe owoce”. Ta moja to jest amerykańska, wielkoowocowa. Ona też potrzebuje terenów bagiennych. A ja mam tu gleby klasy VIz. Tu nawet żyto nie urośnie. I wie pani, dlaczego ta moja żurawina daje radę? Wic polega na tym, że kiedy ją sadziłem, nie powiedziałem jej, że to nie jest bagno – Wacław opowiada legendę, którą stworzył, żeby wyjaśniać rozczarowanym przegraną Polski w tym owocowym pojedynku i ujawnia tajemnicę swojej udanej uprawy.

Dodaje, że borówka amerykańska, którą również uprawia, też wygrywa ze swoim polskim odpowiednikiem, czyli jagodą leśną. Trudno powiedzieć, kiedy żartuje, a kiedy mówi prawdę, ale i krzewy żurawiny, i borówki robią wrażenie.

Na polu kilka kobiet mozolnie, w kuckach, rozgarnia gałęzie i zbiera jagody w kolorach od bordo przez ognistą czerwień do wręcz kremowego. A nasza rozmowa przenosi się do domu, w którym Wacław i jego córka Małgorzata nie zasiądą do stołu, dopóki nie podadzą gościowi błyskawicznego deseru z banana zblendowanego z przemrożoną wcześniej żurawiną.

Wacław Wawrzyniak ze swoją dumą – skrzynką dopiero co zebranej żurawiny

  • Wacław Wawrzyniak ze swoją dumą – skrzynką dopiero co zebranej żurawiny

Wawrzyniakowie dziś utrzymują się wyłącznie z produkcji żurawiny i borówki

  • Wawrzyniakowie dziś utrzymują się wyłącznie z produkcji żurawiny i borówki 

Żurawina w rodzinie pojawiła się przypadkiem

W miejscu, w którym dziś rosną tysiące krzewów żurawiny wielkoowocowej i setki krzewów borówki amerykańskiej, było pole, na którym nic nie chciało rosnąć. Wacław z żoną Barbarą kupili je w 1995 roku. Jego dom rodzinny stoi tuż obok. Swój przez kilka lat mozolnie budował sam. A żurawina w ich życiu pojawiła się przypadkiem i, jak to często bywa, z potrzeby ratowania zdrowia.

Kiedy Małgosia miała kilkanaście miesięcy, to było w 1992 roku, pojawiły się u niej problemy z nerkami. Pojechaliśmy do lekarza, stwierdzono białko w moczu, lekarz przepisał antybiotyk. Sam w dzieciństwie brałem bardzo dużo antybiotyków, więc orientowałem się już trochę w dawkach. Okazało się, że to iście końska dawka, jak dla dorosłego. Ale zanim trafiłem z powrotem do przychodni, znajomy lekarz, znany z tego, że w terapii chętnie wykorzystuje również rośliny, poradził, żebym zaopatrzył się przede wszystkim w żurawinę. Przypomniałem sobie, że kiedyś widziałem chyba żurawinę na bazarze Różyckiego w Warszawie. W naszym rejonie nikt o niej nie słyszał, bo tu, pod Kołem, nie rosła. Pojechałem i wykupiłem chyba wszystko. Stało kilka staruszek, a każda miała nie więcej niż dwa kilogramy. Rozcieraliśmy tę żurawinę z miodem, żeby dało się to zjeść. Po dwóch tygodniach nie było śladu po chorobie – opowiada Wacław i częstuje konfiturą z żurawiny. A za chwilę Małgorzata donosi ich niedawny „wynalazek” – mus z żurawiny i dyni.

Żurawina ma niezwykłe właściwości

Kiedy się budowali, kupili gdzieś dwie sadzonki żurawiny i posadzili przy domu. W ciągu trzech lat jedna z nich umarła. Wawrzyniakowie uprawiali po omacku, podręczników nie było za wiele, poza tym Wacław mówi, że średnio im ufa.

Kiedy zaczęliśmy rozmnażać, ukorzeniło się niewiele. Ale kiedy wzięliśmy sadzonki z tych, które się ukorzeniły, to było coraz lepiej. Zaczęły owocować, pomyśleliśmy, że coś z tego może być. Obsadziliśmy sadzonkami około pięciu arów. Dziś mamy żurawinę na około trzydziestu – wspomina Wacław.

Pierwszą większą porcję owoców uzyskali w 2008 roku. Przerabiali żurawinę na swoje potrzeby. Czego nie zużyli, rozdawali. Ale mało kto chciał żurawinę brać. Kilka lat później Wacław zapakował do dostawczaka 650 kilogramów i ruszył na giełdę we Wrocławiu.

Ludzie długo spoglądali z ukosa na żurawinę. Bardziej wabiła ich możliwość zakupu borówki amerykańskiej. Ale żurawina? Co z niej zrobić? Dlatego wpadliśmy na pomysł, żeby do każdego zakupu żurawiny dodawać kartkę z przepisami – mówi Małgorzata i prezentuje możliwości kwaśnego owocu.

Swoim klientom proponuje przepisy na nalewkę żurawinową na mrożonych owocach, konfiturę do mięsa albo sera, sos żurawinowy, krem bananowo-żurawinowy, przysmak z żurawiną, bananem i płatkami owsianymi albo pomarańczą czy dynię w przecierze z żurawin. Na jesienno-zimowe i inne infekcje poleca rozgniecioną świeżą albo mrożoną żurawinę z miodem. I zachwala niezwykłe działanie owocu.

Żurawina ma niezwykłe właściwości. Jest silnym antyoksydantem, źródłem witamin B1, B2 i PP. Działa na bakterie Helicobacter pylori, które wywołują wrzody żołądka, zapobiega chorobom układu krążenia, ułatwia trawienie, działa dobroczynnie w chorobie dziąseł. Ale przede wszystkim leczy układ moczowy. Jeśli na swej drodze spotka chore obszary w ciele, „najpierw zajmuje się” układem moczowym. Suplementy na zapalenie pęcherza są właśnie na bazie żurawiny – opowiada Małgorzata.

Trzy lata temu postanowiła, że będzie sprzedawać z rodzicami nie tylko owoc, ale i przetwory. Założyła rolniczy handel detaliczny. Teraz w małym sklepiku w baraczku przy domu sprzedaje napój żurawinowy za 6 zł, sok z żurawiny – koncentrat dozowany jak lekarstwo – za 12 zł, konfiturę z żurawiny za 10 zł, sos żurawinowy za 8 zł, ale też herbatkę żurawinową, pigwowiec cięty oraz sok z pigwowca i, oczywiście, przetwory z borówki. Swoją działalność nazwała „Żółty parasol”.

– Przed naszym domem postawiliśmy parasol. Był rozpięty, kiedy mogliśmy sprzedawać. I ludzie nauczyli się, że kiedy jest otwarty, to znaczy że jesteśmy i sprzedajemy owoce. To taki nasz sygnał – kończy Małgorzata.

Sok z „Żółtego parasola” radzi sobie nawet z poważnymi infekcjami pęcherza

  • Sok z „Żółtego parasola” radzi sobie nawet z poważnymi infekcjami pęcherza


Małgorzata Wawrzyniak w ramach RHD prowadzi przy domu sklepik, w którym sprzedaje pełne zdrowia słoiki i butelki

  • Małgorzata Wawrzyniak w ramach RHD prowadzi przy domu sklepik, w którym sprzedaje pełne zdrowia słoiki i butelki

Oprac. Natalia Marciniak-Musiał na podstawie artykułu Karoliny Kasperek pt. Nie powiedziałem żurawinie, że tu nie bagno, który ukazał się w Tygodniku Poradniku Rolniczym 40/2021 na str. 51.

Jeśli chcesz czytać więcej podobnych artykułów, już dziś wykup dostęp do wszystkich treści na TPR: Zamów prenumeratę.

Zdjęcia: Karolina Kasperek

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a

Użytkowniku zadecyduj o wyrażeniu zgody!

Skrollując treść naszego Serwisu, zamykając okno tego komunikatu (X), klikając na elementy strony poza tym komunikatem bez zmian ustawień w zakresie prywatności, zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. (dalej PWR/my) i Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji w serwisach PWR i w Internecie. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć.
Dowiedz się więcej lub zdecyduj o zgodzie.

Nasz cel to dostarczanie interesujących Ciebie treści, również przez dopasowane do Twoich zainteresowań reklamy. Twoja zgoda na wykorzystanie plików cookies i podobnych technologii w Twojej przeglądarce umożliwi nam dostosowanie przekazu do Twoich preferencji. Pozwoli ograniczyć ilość prezentowanych reklam Brak zmian ustawień przeglądarki jest Twoją zgodą na zapis plików cookies i podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym i wykorzystanie zapisanych w nich informacji. Ustawienia przeglądarki w zakresie cookies możesz zawsze zmienić
(szczegóły w Polityce Prywatności).

Drogi Użytkowniku!

Przez dalsze Aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, oznacza, że zgodziłeś się na przechowywanie w Twojej przeglądarce plików cookies i na przetwarzanie gromadzonych dzięki nim danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. i naszych Zaufanych Partnerów. Dowiedz się więcej lub wycofaj zgody