Miał kto zboże wziąć, nie ma kto zapłacić

Miał kto zboże wziąć, nie ma kto zapłacić

Nieuczciwy kontrahent to zmora każdego rolnika. Niestety, polskie prawo wciąż w niedostateczny sposób chroni producentów przed różnej maści oszustami, którzy za skupowane płody rolne płacić nie chcą. Na własnej skórze przekonali się o tym gospodarze z okolic Kłodawy w powiecie kolskim.

r e k l a m a

Rolnicy ci ciężko pracowali, by ziemia dała dobry plon – nie żałowali pieniędzy na materiał siewny, nawozy i opryski, wydali krocie na paliwo do maszyn. Za zebrane i sprzedane w ubiegłym roku ziarno wciąż jednak nie otrzymali pieniędzy, bo odbiorca najwyraźniej nie ma zamiaru uregulować należności…

Ten sam scenariusz

Do naszej redakcji z prośbą o nagłośnienie sprawy zwrócił się Stanisław Frątczak ze wsi Kocewia Duża w gminie Chodów.


Gospodarz padł ofiarą nieuczciwej firmy skupującej pszenicę, która dotąd nie zapłaciła mu za sprzedane w lipcu ubiegłego roku ziarno. Rolnik dowiedział się, że nie był jedynym wykorzystanym przez tego odbiorcę. Chciał więc za naszym pośrednictwem przestrzec przed oszustem innych.

– Wiesław B., właściciel Firmy Handlowo-Usługowej z Grabowa w powiecie łęczyckim (woj. łódzkie), kilkakrotnie od stycznia ubiegłego roku przyjeżdżał do naszej wsi – opowiada Stanisław Frątczak, właściciel 33-hektarowego gospodarstwa. – Namawiał mnie i innych gospodarzy w okolicy, żebyśmy jemu sprzedali pszenicę. Twierdził, że ma podpisane kontrakty z dużą firmą i musi się wywiązać, bo groziłyby mu duże kary. Dlatego oferował 700 zł za tonę ziarna, podczas gdy inni płacili o kilka złotych mniej. Dałem się przekonać, gdy zobaczyłem, jak zabierają ziarno od sąsiada. Pomyślałem, że skoro on zaryzykował, to może warto z okazji skorzystać. Tym bardziej, że kupiec oferował własny transport.

Gospodarz sprzedał ponad 32 t ziarna, za które powinien dostać prawie 23 tys. zł. Otrzymał od odbiorcy fakturę z odroczonym terminem płatności. Pieniądze jednak na konto nie wpłynęły.

– Dwukrotnie dzwoniłem do właściciela firmy z ponagleniem, a ten za każdym razem przepraszał. Mówił, że to przeoczenie, tłumaczył się nawałem pracy i obiecywał uregulować należność. Potem jednak przestał odbierać ode mnie telefony – twierdzi nasz rozmówca. – Odebrał jeszcze tylko raz w sierpniu ub.r., gdy użyłem komórki znajomego. Zarzekał się, że zleci żonie wykonanie przelewu jeszcze tego samego dnia, ale środki na konto nie wpłynęły. Potem nie odbierał już telefonów w ogóle, choć dzwoniłem z różnych numerów.

Stanisław Frątczak zwrócił się do radcy prawnego i wysłał do firmy wezwanie do zapłaty, ale pismo wróciło, bo adresat ponoć nie przebywa pod wskazanym adresem. Zgłosił więc sprawę na policji i złożył zawiadomienie w prokuraturze rejonowej w Kole. Tam dowiedział się, że oszukanych jest wielu i prokuratura rozważa połączenie tych spraw w jedno postępowanie.

– Dopiero wtedy przypomniałem sobie, że gdy ów człowiek przyjechał po moją pszenicę, to też bez przerwy dzwoniła mu komórka. On jednak odrzucał wszystkie połączenia. To znaczy, że już wtedy ścigali go wierzyciele – domyśla się Frątczak. – Atrakcyjna stawka skupu była tylko „wabikiem”, bo nigdy nie zamierzał zapłacić dostawcom.

W podobnej sytuacji znalazł się Tomasz Maćkiewicz ze wsi Rgielew w gminie Kłodawa, inny oszukany przez tę samą firmę. Gospodarz oddał 92 tony pszenicy, za które powinien uzyskać prawie 64,5 tys. zł.


– Jako płatnicy VAT musieliśmy odprowadzić należny podatek od kwoty sprzedaży, ale pieniędzy na koncie nie było – ubolewa rolnik z Rgielewa, właściciel 43-hektarowego gospodarstwa i stada 40 dojnych krów, dostawca OSM Koło. – Gdy sprawdziliśmy w rejestrze, okazało się, że firma z Grabowa już przestała być czynnym płatnikiem VAT, więc z dłużnika podatku ściągnąć się nie uda. Nie wiemy dotąd, czy właściciel ogłosił plajtę, czy zawiesił działalność. Gdy dzwoniliśmy, to wciąż nas zwodził. Korespondencji nie odbierał. W październiku żona wpadła przypadkiem na tego oszusta w banku i zmusiła publicznie do wypisania zobowiązania, że odda należność do końca miesiąca, ale nie oddał. Gdy zagroziliśmy policją i sądem, przysięgał, że zapłaci do świąt. Wreszcie skorzystaliśmy z usług firmy windykacyjnej i skierowaliśmy sprawę do sądu.

Kamień w wodę

– Ja chyba pierwszy padłem w naszej okolicy ofiarą tego oszusta – przyznaje Jan Trzeciak, kolejny poszkodowany rolnik z Kocewi Dużej. – Kiedyś mieszkałem w tej samej wsi pod Grabowem co jego dziadkowie i rodzice. To była porządna rodzina, więc nie miałem powodu, by i jemu nie zaufać. Poza tym 4 lata wcześniej sprzedałem mu ziarno i wtedy zapłacił w terminie. W lipcu ub.r. zabrał ode mnie 125,8 tony pszenicy, za które miał mi zapłacić ponad 88 tys. zł. Wystawił fakturę, ale pieniędzy dotąd się nie doczekałem.

– Telefonów ode mnie nie odbierał – opowiada rolnik. – Jeździłem i do wsi, gdzie mieszkał, i do Grabowa, gdzie miał nieruchomość i gdzie była zarejestrowana firma. Nigdy go jednak nie zastałem, furtka zawsze była zamknięta, psy biegały po podwórzu, a na krzyki i walenie w bramę nikt nie reagował. Raz stanąłem dalej od domu i zaczekałem. Przywieźli węgiel i z domu wyszedł dorosły syn, by nadzorować wyładunek. Stwierdził on, że rodzice tam już nie mieszkają, a on nic o długach ojca nie wie. Obiecał, że odda mi pieniądze, choćby miał sprzedać ziemię. Obietnicy jednak nie spełnił.

Jan Trzeciak wysłał do nabywcy ziarna przedsądowe wezwanie do zapłaty, ale pismo wróciło. W listopadzie ub.r. złożył więc zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury w Kole. 16 listopada ub.r. właściciel firmy z Grabowa skontaktował się z Janem Trzeciakiem i zapewnił, że odda całą sumę do końca miesiąca. Prosił, by nie podejmował on żadnych kroków prawnych, ale rolnik już mu nie uwierzył.

– Przeżyłem już 76 lat i dwa zawały – dodaje Jan Trzeciak. – Jeszcze nigdy nikt mnie tak bezczelnie nie wykorzystał. Nie spodziewałem się, że na stare lata przyjdzie mi użerać z się takim oszustem. Zostałem okradziony w biały dzień i przy świadkach. Tymczasem „złodziej” wciąż cieszy się wolnością i zrabowanymi nam pieniędzmi. Nie rozumiem, dlaczego prawo umożliwia działalność takim nieuczciwym przedsiębiorcom. Za chwilę trzeba wyjeżdżać w pole, a mnie brakuje środków na wznowienie produkcji.

Próbowaliśmy skontaktować się z właścicielem firmy skupowej w Grabowie – Wiesławem B. Nikt nie odbierał jednak połączeń ani na numer stacjonarny w siedzibie firmy, ani numer komórkowy, figurujący na pieczątkach handlarza. Na wysłaną wiadomość SMS z prośbą o kontakt również nie doczekaliśmy się żadnej odpowiedzi. Z relacji poszkodowanych rolników wynika, że przedsiębiorca jakby zapadł się pod ziemię. Krążą jednak plotki, iż wcześniej w pośpiechu pozbywał się firmowego majątku, m.in. ciężarówek służących do prowadzenia biznesu.

Poszkodowani rolnicy przypominają, iż ze strony posłów PiS słyszeli niejednokrotnie obietnice ukrócenia nieuczciwych praktyk wśród podmiotów skupujących płody rolne i żywiec. Padały one tak przed, jak i po zwycięskich dla partii wyborach, w tym z ust obecnych przedstawicieli resortu rolnictwa i członków sejmowej komisji rolnictwa. Gospodarzom obiecywano m.in. zmiany w przepisach prawa handlowego, które wyeliminowałyby z użycia faktury z odroczonym terminem płatności w przypadku rozliczeń podmiotów skupowych z dostawcami-rolnikami.

O rozwoju wypadków, wynikach prokuratorskich i sądowych postępowań będziemy informować na naszych łamach.

Grzegorz Tomczyk

Zainteresował Cię ten artykuł?
Pokaż komentarze

Zobacz także

więcej artykułów z tej kategorii