Ursus – król polskiej wsi

Ursus – król polskiej wsi

O czym marzy i na co oszczędza pieniądze współczesny gimnazjalista? Nowoczesny smartfon, konsola do gier i wydajny komputer. Są to pewnie obiekty pożądania i westchnień tysięcy uczniów w naszym kraju. Nie dla niego. On woli zbierać na nową pompę wodną, instalację wodorową czy składać się z dziadkiem na nowe opony. Wszystko zaś w trosce o stan techniczny ukochanego Ursusa.

r e k l a m a

Zamiłowanie do ciągników legendarnej marki to nie tylko jego pasja. To sens życia a motywy związane z Ursusem pojawiają się także podczas szkolnej nauki. Okazuje się, że Ursusa można wykorzystać także w procesach poznawczych i przy zdobywaniu wiedzy.

Marcin Kołodziejski jest uczniem drugiej klasy Gimnazjum w Jeżewie. To mała wioska w Borach Tucholskich. Marcin ma 14 lat i bardzo interesuje się rolnictwem. Pomaga rodzicom w niedużym gospodarstwie i w przyszłości chciałby się związać z rolnictwem. Uczeń prenumeruje „Tygodnik Poradnik Rolniczy”, dużo czyta i wykorzystuje informacje modernizując gospodarstwo rodziców. Od dziecka najbardziej pasjonuje się marką Ursus i wszystkie swoje działania sprowadza do tego, aby promować Ursusa w środowisku lokalnym wśród miejscowych rolników. Na bieżąco śledzi wszystkie nowości w dziedzinie maszyn rolniczych, zbiera ciekawe artykuły i swoją pasją zaraża kolegów. Zebrał grupę chłopców ze szkoły i wymyślił autorski projekt „Ursus – król polskiej wsi”, który wkrótce będzie zaprezentowany szerszej społeczności szkolnej i mieszkańcom Jeżewa – napisała do nas Beata Smeja, nauczycielka przedmiotów plastycznych miejscowego gimnazjum.

Fanatyk marki

Opis pasji Marcina wydał nam się niezwykle ciekawy. Dlatego też odwiedziliśmy Jeżewo. Jednak to, co nas spotkało na miejscu wprawiło w szczery podziw. Okazało się, że uczeń II klasy gimnazjum może pochwalić się nie tylko znajomością danych historycznych o marce Ursus. Dysponuje wiedzą techniczną dotyczącą budowy współczesnych ciągników godną fabrycznego pracownika Ursusa. Pasja Marcina zaczęła się nagle. Jej wybuch był gwałtowny, lecz mimo upływu lat nie jest ograniczana. Przeciwnie, uczeń już teraz planuje swoje życie zawodowe związać z ciągnikami Ursus.


– Kiedy miałem 8 lat w moje ręce trafił egzemplarz „Tygodnika Rolniczego”. Było tam sporo artykułów o ciągnikach. Znalazłem też wiele fajnych zdjęć ciągników Ursus. Moi rodzice mają niewielkie gospodarstwo rolne. Liczy kilka hektarów. Posiadamy też Ursusa C-355 z 1972 roku. W tamtym czasie mój tata wykonywał u sąsiada usługę ubijania kiszonki. To wtedy stwierdziłem, że ten ciągnik jest niezwykły. Ursus to przecież legenda, a bez niego polska wieś mogłaby być zupełnie inna. Postanowiłem, że będę zgłębiał wiedzę o marce. Chciałem dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Jako dziecko zdałem sobie sprawę jak dużo wszyscy rolnicy w kraju zawdzięczają Ursusowi – powiedział nam Marcin Kołodziejski.

Historyczne modele Ursusów, tak jak i tysiące polskich rolników, ceni za solidność oraz prostotę wykonania i bardzo długą żywotność.

– Części są dostępne powszechnie. Usterkę można naprawić zwykle przy użyciu podstawowych narzędzi. W niektórych sytuacjach wystarczy młotek oraz przecinak. Zestaw naprawczy dla silnika opierał się na demontażu cylindrów, wstawieniu nowych panewek i tłoków. To wystarcza, aby silnik zregenerowany pracował na nowo prawidłowo i to jest najpiękniejsze w starych Ursusach – uważa Marcin.

Jego C–355 po zastosowaniu zasilania wodorowego mimo swoich lat zyskał na mocy. Silnik jest bardziej elastyczny, wykazuje wyższy moment obrotowy, a także moc.

– Kiedy te modele wyjeżdżały z hal fabrycznych w Ursusie miały moc nominalną 45 KM. Po zmianach nasz C-355 wykazuje moc wyższą o jakieś 10 procent – chwali się Marcin.

Reaktywacja

To, co najbardziej cieszy ucznia, to systematycznie rosnące notowania sprzedaży Ursusów. Producent oferuje przecież modele z silnikami średniej mocy, a właśnie to takich potrzebują polskie gospodarstwa.

Uważam, że wznowienie produkcji Ursusów w polskiej fabryce w Lublinie to jedno z ważniejszych wydarzeń w historii polskiego przemysłu maszynowego. Jak skończę 18 lat chciałbym móc kiedyś pracować współczesnym modelem C-385 z ładowaczem czołowym. Podobają mi się także nowe Ursusy C-380 i C-350. To lekkie konstrukcje ze sprawdzonymi silnikami. Trochę żal, że jednostki napędowe nie są produkowane w polskiej fabryce to jednak trzeba zrozumieć, ponieważ takie są współczesne realia. Ursus przecież nie jest pierwszym producentem, który silniki kupuje u zewnętrznych dostawców – uważa Marcin.

Uczeń twierdzi także, że surowe normy spalin, które obowiązują, są krzywdzące dla producentów małych i średnich ciągników, w tym Ursusa. Niewielkie traktory trzeba bowiem wyposażać w kosztowne technologie oczyszczania, przez co znacznie wzrasta ich cena.

– To niesprawiedliwe, ponieważ oczyszczanie spalin to stosunkowo niewielki jednostkowy koszt dla dużych ciągników mających silniki dysponujące mocą kilkuset koni. W przypadku Ursusa C-385, to musi być znaczny wydatek dla fabryki przy produkcji maszyny – mówi Marcin.
Zbiera, kolekcjonuje oraz archiwizuje każdy numer „Tygodnika Poradnika Rolniczego”, w którym pojawiają się informacje o Ursusach. Jak twierdzi, jesteśmy dla niego cennym źródłem wiedzy.

– Uważam, że ciekawie opisujecie Ursusy. Sam się wiele nauczyłem. Artykuły są cenne, ponieważ dzięki nim mogę zmieniać, udoskonalać oraz poprawiać stan techniczny naszego traktora. To z TPR dowiedziałem się, że ciagnik można wyposażyć w instalację wodorową. Postanowiłem, że takiego ulepszenia dokonam i w swoim ciągniku. Zacząłem szukać i udało mi się znaleźć części dla rozwiązania alternatywnego. Stworzyłem instalację za niespełna 1000 zł – mówi Marcin.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Zainteresował Cię ten artykuł?
Pokaż komentarze

Zobacz także

więcej artykułów z tej kategorii