r e k l a m a

Partner serwisu

Kuczków – sołectwo dumne ze sztandaru

Wieś i Rodzina Życie wsi
Data publikacji 21.03.2018r.

„Dzwonię z nietypowym pytaniem. W „Tygodniku” napisała pani półtora roku temu, że kilku sołtysów niedaleko Poznania ufundowało swoim wsiom wspólny sztandar. Przeczytaliśmy o tym i zamarzyło nam się – chcielibyśmy mieć swój. Ale nie wiemy, czy nam wolno. Bo chcemy go mieć jako pojedyncze sołectwo – usłyszałam dwa tygodnie temu w słuchawce.

Obiecałam zebrać na ten temat informacje, dopytałam o plany, projekty i czy zechcą opowiedzieć o tym swoim sztandarowym marzeniu, zanim przystąpią do jego realizacji.

r e k l a m a



Opowiemy, ale... ja może od razu się przyznam. My już ten sztandar mamy – dopowiedział szeptem Marian Suska, radny miasta i gminy Pleszew, mieszkaniec Kuczkowa i główny pomysłodawca.

We wrześniu 2016 roku opublikowaliśmy artykuł o sołtysach podpoznańskich wsi z gminy Dopiewo. Pozazdrościli Powiatowemu Stowarzyszeniu Sołtysów z Kórnika, które latem tamtego roku uroczyście wprowadziło swój sztandar. Dopiewiacy zorganizowali się w mig i z pomocą datków od sponsorów posiedli cenny emblemat. Wtedy podobnym symbolem poszczycić się mogli jeszcze tylko sołtysi z gminy Ożarów. Nikt jednak nie słyszał dotąd o tym, by sztandarem pochwalić się mogło pojedyncze sołectwo. Stowarzyszenia, ochotnicze straże pożarne, szkoły – owszem. Ale jedna wieś? Kuczkowianie sprawdzili wszelkie źródła. Są chyba jedyni w Polsce. A jeśli nie, to chyba pierwsi.



  • Nieformalny komitet sztandarowy (od lewej): Marian Suska, Elżbieta Grabarek, Zdzisława Suska (szefowa) i Tobiasz Reimann

Czy nam w ogóle wolno?

Spotkaliśmy się w domu sołtyski – Elżbiety Grabarek. Na spotkanie przyszło jeszcze trzech członków nieformalnego komitetu fundacyjnego – Marian Suska, radny miasta i gminy Pleszew, mieszkaniec Kuczkowa, a wraz z nim jego żona, bez której nie podejmuje żadnej ważnej decyzji i którą nazywa pieszczotliwie szefową. Zjawił się też Tobiasz Reimann – młody kuczkowianin i prezes Ludowego Zespołu Sportowego, organ wykonawczy sztandarowego przedsięwzięcia, można by rzec. Opowieści o potrzebie posiadania jednoczącego symbolu „przysłuchiwał się” z kanapy najważniejszy bohater tego spotkania, zapakowany w gustowny pokrowiec. Ale jego urodę mieliśmy podziwiać dopiero za chwilę. Najpierw o tym, jak do tego doszło.

Skonsultowaliśmy to z prawniczką. Wychodzi na to, że wystarczy zebranie wiejskie, które musi wyrazić zgodę na wszczęcie procedury nadania wsi sztandaru. Upoważnia do takich działań sołtysa – wyjaśniłam efekt konsultacji ze specjalistą.

Rozmówcy odetchnęli z ulgą, zamieszali w kawach i sięgnęli do początków.

Ja jestem rocznik 46. Miałem możliwość obcowania przez lata ze sztandarami. I tak czuję, że on ma w sobie jakąś dziwną, nieokreśloną moc. Coś, wokół czego ludzie się zbierają. Przeczytałem ten artykuł i pomyślałem sobie: „Ochotnicze straże pożarne w sąsiedztwie mają sztandar. A przecież my jesteśmy większą miejscowością od tamtych. To dlaczego my mamy być bez sztandaru? Skoro jesteśmy w stanie go zafundować, dać mu lokum – mówi ze swadą Marian Suska.

W Kuczkowie podobno od zawsze ludzie czuli wyjątkową więź z miejscem. Choć życie przyniosło ich i ich rodziny z różnych stron. Marian Suska połowę rodziny ma pod Sandomierzem. Ale serce bije mu po kuczkowsku. Więc nasz artykuł padł na wyjątkowo żyzny grunt.

Projekt pierwszy, drugi, trzeci

Nasz „Tygodnik” przychodzi do Kuczkowa zawsze chwilę po dwunastej. Pan Marian otworzył ów wrześniowy numer, przeczytał. Natychmiast pobiegł z pomysłem do żony, a że dostał pozytywną opinię, chwycił za telefon i zadzwonił do Tobiasza.

Najpierw zastanowiliśmy się, czy pomysł ma w ogóle ręce i nogi. A kilka dni później spotkaliśmy się z panem Marianem i zaczęliśmy rysować. Wiadomo było, że muszą się tam pojawić strategiczne miejsca we wsi – kościół, cudowny obraz w kościele, szkoła. Jest jeszcze gorzelnia, ale z nią na sztandar to jakoś nie wypadało – opowiada Tobiasz.

Pokazują pierwszy szkic. Na nim kartka formatu A4 podzielona na pół. Górny prostokąt żółto-niebieski. Kolory miały nawiązywać do papieskich. Na tym tle herb Pleszewa – bo to siedziba gminy. Gmina zresztą niemal od początku towarzyszy przedsięwzięciu w różnych formach. Nie może nie znaleźć swojego odzwierciedlenia na sztandarze. Na dole – cudami słynący obraz Matki Boskiej Kuczkowskiej.



  • Nie byłoby sztandaru w Kuczkowie, gdyby nie inspiracja materiałem w naszym „Tygodniku”

Mieliśmy przez stulecia we wsi kościół drewniany, fundowany przez dawnych właścicieli, Kuczkowskich. Na początku XX wieku trafił w niego piorun. Kościół się spalił. Ale cudem uratowano z niego obraz Matki Boskiej z pierwszej połowy XVII wieku. I teraz obraz ma swoje miejsce w odbudowanym, murowanym kościele. Matka Boska miała kiedyś koronę, skradziono ją. Ale mają za jakiś czas nadawać nowe korony Jej i Dzieciątku – cieszą się.

Projektowanie – niełatwa rzecz. Nie stanęło więc na pierwszym szkicu. W drugim, w górnym polu, zamiast napisu „w służbie lokalnej społeczności” pojawił się herb wsi.

Herb piękny, Wąż. Ale też zrezygnowaliśmy, bo okazało się, że Wąż był herbem nie tylko Kuczkowskich. Tytułuje się nim kilka innych rodzin. Chcieliśmy, żeby sztandar świadczył o jakiejś wyjątkowości – wyjaśnia Tobiasz.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a