Takie z nich sąsiadki aparatki!

Takie z nich sąsiadki aparatki!

Zamiast gotować czy wyplatać wieńce dożynkowe, wolą prezentować swoje umiejętności na kabaretowej scenie. – Jesteśmy od karmienia ducha, a nie brzucha – żartują kobiety z Koła Gospodyń Wiejskich w Wielkim Klinczu.

r e k l a m a

Zaczęło się przez przypadek, w 2010 roku. Wychowawczyni jednej z przedszkolnych grup zaproponowała rodzicom, żeby zorganizowali przedstawienie dla swoich pociech w ramach projektu „rodzice – dzieciom”. Do scenicznego wystąpienia zgłosiło się kilka mam. Rok później, z okazji ukończenia remontu przedszkola, kobiety zostały ponownie poproszone o występ. Po raz kolejny odniosły ogromny sukces. Za namową lokalnych władz postanowiły kontynuować.

Wsparcie fachowca

Zarejestrowałyśmy się jako „Sąsiadki Aparatki”. Najbardziej zależało nam na niezależności i występach, których nie musiałybyśmy przygotowywać pod cudze dyktando. Jesteśmy charakternymi Kaszubkami, którym nie da się narzucić własnego scenariusza – mówi Bernadeta Hamerska, przewodnicząca KGW.

Każdemu spotkaniu towarzyszyły śmiech i żarty. Niektóre z pań uczyły się pokonywania własnej nieśmiałości, inne przekonywały się, że potrafią rozśmieszać do łez. Kolejne odkrywały w sobie talenty wokalne. W niedługim czasie zaczęły organizować przedstawienia bajkowe dla dzieci, zaś dla dorosłych – kabaretowo-artystyczne. Wspierał je nie byle kto, bo koleżanka z koła, Ewa Narloch, która przez niemal rok szkoliła się w kabarecie Olgi Lipińskiej. W okolicy o „Aparatkach” było coraz głośniej. Zachęcone przez widzów, postanowiły spróbować swoich sił w lokalnych konkursach dla kół gospodyń. Na początku nie odnosiły większych sukcesów, nie umiały się podporządkować wymogom konkursowym. Nie miały strojów ludowych, a zamiast kaszubskich tańców prezentowały... walca wiedeńskiego.

Z czasem postanowiłyśmy ukłonić się w stronę tradycji. Kaszubska polka, wykonana „po naszemu”, okazała się przepustką do wzięcia udziału w Wojewódzkim Turnieju dla KGW w 2014 roku – dodają kobiety.


„Sąsiadki Aparatki" konsekwentnie stawiają na strawę dla ducha i nowoczesność. Tradycji mówią „tak", ale chcą ją prezentować niekonwencjonalnie

„Sąsiadki Aparatki” przyznają, że na konkursie czuły się jak „Kopciuszki” – bez doświadczenia i umiejętności, które posiadają inne koła. No i były może zbyt nowoczesne. Do dziś wspominają dziennikarza, który szepnął: „Jeśli nie wygracie, to znaczy, że nie mam dziennikarskiego «czuja»”. Nie mylił się – wygrały turniej wojewódzki.

Po ogłoszeniu wyników tak szalałyśmy, piszczałyśmy i się ściskałyśmy, że zapomniałyśmy o odebraniu nagrody – wspominają. – Później w kuluarach mówiono, że ktoś podniósł poprzeczkę konkursu. Czy to nie największy komplement?

Teraz umawiają się w „Aparaciarni”, salce, którą pozyskały od lokalnych władz. Mówią, że oprócz dobrej zabawy i miłego spędzania czasu, koło stało się dla nich szkołą charakteru. Zaczęły się uczyć współpracy, poszanowania cudzych poglądów, pokonywania barier. Zaangażowały się też w działalność charytatywną. Występami w spektaklu „Czerwony Kapturek” pomagały sfinansować leczenie dwojga ciężko chorych dzieci ze swojej wsi – Agnieszki i Kornela.

Nie mamy czasu się starzeć

„Aparatki” starają się również dbać o rozwój dzieci z pobliskiej szkoły muzycznej. Uczniowie mają szansę zaprezentować się szerszej publiczności podczas występów „Aparatek”. Przygrywają na akordeonie, trąbce, fortepianie. Wraz z gospodyniami śpiewają również kolędy, grają podczas Dnia Babci i innych lokalnych uroczystości organizowanych przez KGW z Wielkiego Klincza. Panie są również organizatorkami cyklicznego konkursu „Mamy talent” w swojej wsi. Chętnych z roku na rok jest coraz więcej.

Organizujemy również mecze piłki nożnej. Wiemy, co to spalony – cieszą się „Sąsiadki”. – Nie usiedzimy w miejscu. W zawodach uczestniczą zaprzyjaźnione koła gospodyń, zapraszamy do rozgrywek również strażaków.

Sport, ruch i rywalizacja są im bliskie, ale ich żywioł to występy sceniczne. Stawiają na nowoczesny repertuar, bo starają się iść z duchem czasu. W tym roku na Gminnym Turnieju KGW oczarowały publiczność tańcem w rytm muzyki z popularnej bajki „Vaiana: skarb oceanu”. Zmiksowały trzy najbardziej znane piosenki (w tym jedną śpiewaną przez swojego ulubieńca – Igora Kwiatkowskiego z kabaretu „Paranienormalni”). Zatańczyły tak, że ludzie pytali, czy po tych młodych dziewczynach, które właśnie tańczyły, wejdą na scenę „Aparatki”(!) Chociaż są nowoczesnym kołem, zaczynają dojrzewać do prezentowania tradycyjnej, kaszubskiej kultury. Kompletują nawet stroje ludowe – czepce, kamizelki, sukienki i buty. Nie wszystkie mają odwagę je założyć, ale „pracują nad tym”. Na początek planują pokazać Kaszuby niekonwencjonalnie. Przygotowują się do wystawienia „Pięknej i Bestii”, gdzie Piękną będzie urocza Kaszubka, zaś zaczarowanym księciem – Kaszub w stroju ludowym. Podkreślają, że są jak rodzina – wspierają się, czasem kłócą, ale zaraz szybko się godzą. Z okazji urodzin każdej z członkiń koła robią sobie wspólne prezenty – w zeszłym roku były to bransoletki z grawerem „Sąsiadka Aparatka”, w tym – czarne koszulki z kaszubskim sercem, a w nim napis „Aparatka”.

– Nie jesteśmy typowym kołem. Nie gotujemy, nie wyplatamy wieńców, serce nam podpowiada zupełnie co innego. Nasze motto? „Jesteśmy od karmienia ducha, a nie brzucha”. Realizujemy się twórczo, czerpiemy siły z dawania radości innym. Nie mamy czasu się starzeć. Adrenalina musi być! – kończy Bernadeta Hamerska.

Małgorzata Janus

Zainteresował Cię ten artykuł?
Pokaż komentarze

Zobacz także

więcej artykułów z tej kategorii