r e k l a m a

Partner serwisu

Zakrzewski dzwon znów bije na alarm

Wieś i Rodzina OSP
Data publikacji 14.12.2017r.

Nowa remiza z okazałą dzwonnicą i dzwon, którego serce przez niemal siedemdziesiąt lat milczało, ukryte przed Niemcami na dnie studni w czasie II wojny światowej, rozbrzmiał na nowo. To prezent od mieszkańców dla jednostki OSP w Zakrzewie, która właśnie świętowała stulecie istnienia.

Dwa garaże, a w nich dwa wozy bojowe. Jeden nowy – poświęcony i oddany do użytku strażakom kilka miesięcy temu podczas hucznych obchodów stulecia jednostki OSP Zakrzew. Nowy wóz został dofinansowany z budżetu Samorządu Województwa Mazowieckiego. Stulecie było również pretekstem do przekazania druhom sprzętu ratowniczo-gaśniczego. W sumie zakrzewska jednostka, z okazji stulecia, otrzymała 100 tys. złotych dotacji.

Zaginiony, ale nie zapomniany

r e k l a m a



To nie jedyne prezenty, jakie czekały na druhów zaprawionej w bojach drużyny. Po trwającym ponad dwa lata remoncie strażakom oddano do użytku remizę. Koszt jej modernizacji niemal w całości pokryła gmina, która na ten cel przeznaczyła około miliona złotych.

Po rozbudowie remiza zyskała dzwonnicę. A co najważniejsze, odzyskała również zaginiony dzwon, o którego losie od lat krążyły po okolicy legendy. I gdy szansa na jego odnalezienie spadła niemal do zera, udało się dotrzeć do Józefa Lipca, jedynego żyjącego dziś świadka zdarzenia, którzy krok po kroku odtworzył okupacyjną historię dzwonu.



Dzwon został ukryty przed Niemcami na dnie studni leżącej na terenie gospodarstwa państwa Harenzów. Było to konieczne, ponieważ okupanci nakazali oddanie wszystkich wyrobów z mosiądzu, który był później wykorzystywany w przemyśle zbrojeniowym. Aby nie ryzykować, żaden z uczestników akcji nie zdradził miejsca jego ukrycia.

Niemal pięć lat temu, w lutym na walnym zebraniu zakrzewskich strażaków rozmawialiśmy o remoncie i rozbudowie naszej strażnicy. Wówczas pan Józef opowiedział nam historię dzwonu, którego od ponad 70 lat bezskutecznie poszukiwali mieszkańcy Zakrzewa. Dokładnie pamiętał tę noc, kiedy razem ze Stanisławem Falińskim – ówczesnym naczelnikiem straży i Władysławem Baćmagą – zastępcą naczelnika, pod osłoną ciemności ruszyli pod strażnicę. Zdjęli dzwon i zaczęli zastanawiać się, gdzie mogą go ukryć, by uratować go przed konfiskatą – opowiada dh Sławomir Pachniak, prezes OSP Zakrzew.

Wspomnienia pana Józefa skłoniły strażaków do podjęcia próby wydobycia dzwonu. Miesiąc później Michał Haremza i Witold Kępka obmyślili prosty i skuteczny sposób wydobycia zguby. Dzwon z dna sześciometrowej studni wydobyli przy pomocy kotwicy, którą bez trudu zaczepili o ucho dzwonu.


  • Strażacy z OSP Zakrzew w pełnym składzie przed wyremontowanym budynkiem remizy
Operacja trwała zaledwie parę godzin. Jedyne, co nie przetrwało próby czasu, to serce. Najprawdopodobniej zwyczajnie skorodowało, ponieważ zrobione było nie – jak dzwon – z mosiądzu, tylko z żelaza. Odzyskany po kilkudziesięciu latach zakrzewski dzwon to coś więcej niż wspomnienie przeszłości – przekonuje prezes OSP Zakrzew.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a