Dzwonek Pierwszy miesiąc prenumeraty za 50% ceny Sprawdź

r e k l a m a

Partner serwisu

Już widać twarde oznaki kryzysu na rynku mleka, a ceny skupu będą spadać

Paweł Kuroczycki
Krzysztof Wróblewski
Kategoria: Wiadomości
Już widać twarde oznaki kryzysu na rynku mleka, a ceny skupu będą spadać
Wiadomości Komentarz naczelnych
Data publikacji 22.11.2022r.

Wiemy, że słowo kryzys brzmi głupio w czasach, gdy cena skupu litra mleka sięga 3 zł. Jednak już widać twarde oznaki kryzysu. Wprawdzie masło w bloku kosztuje jeszcze 27 zł/kg, ale ruch w interesie jest słaby. Poza tym spadły ceny serów twardych – do ok. 22 zł/kg. Mniej też płaci śmietana przerzutowa (0,345 złotego za jednostkę tłuszczu).

Jeszcze nie tak dawno przewidywaliśmy, że poważny kryzys na rynku mleczarskim czai się tuż za horyzontem

Chociaż analitycy z najbardziej renomowanych banków zgodnie twierdzili, że ceny skupu mleka przez długi czas pozostaną na wysokim poziomie przy oczywiście wysokich kosztach produkcji. Owszem, zgadzamy się z nimi, że koszty produkcji będą nadal wysokie i od tego nie ma odwrotu. Ale ceny skupu mleka będą spadać. Wówczas krakaliśmy, że w marcu rolnicy za litr mleka dostaną 2 zł. Niestety, już wypłaty za styczniowe mleko mogą być mniejsze. Tak. Wiemy, że słowo kryzys brzmi głupio w czasach, gdy cena skupu litra mleka sięga 3 zł. Jednak już widać twarde oznaki kryzysu.

I tak, odtłuszczone mleko w proszku płaci ledwie 13,10–13,60 zł/kg.

Ale generalnie obecnie rynek nie jest zainteresowany tańszym proszkiem, bo tzw. spekulanci liczą na jeszcze większą obniżkę ceny tego produktu. Mamy jednak pytanie: czy przy tak wysokich cenach energii produkcja proszków będzie rentowna? Naszym zdaniem – nie będzie. Wobec tego mleko przeznaczone na proszek trzeba będzie przerobić na inne produkty, co oznacza wojnę o miejsce na półkach Biedronek, Lidlów i Dino, która przyniesie zyski tylko tym sieciom. Jeżeli chodzi o ceny innych produktów, to również idą w dół. Wprawdzie masło w bloku kosztuje jeszcze 27 zł/kg, ale ruch w interesie jest słaby. Poza tym spadły ceny serów twardych – do ok. 22 zł/kg. Mniej też płaci śmietana przerzutowa (0,345 złotego za jednostkę tłuszczu).

r e k l a m a

Spadnie popyt na artykuły mleczarskie

Oczywiste jest, że z racji słabnącej złotówki i wysokiej inflacji, która w lutym może osiągnąć poziom 24% – jeżeli nie będzie kolejnych tarcz osłonowych – spadnie popyt na artykuły mleczarskie. Aby ów popyt się tak bardzo nie załamał, wielkie sieci handlowe będą dążyły do obniżek obecnych cen zbytu. A za te obniżki zapłaci obora! To jest oczywiste. Ale oprócz rynku krajowego zagrożony jest też eksport wyrobów mleczarskich. Jeżeli ktoś myśli, że w najbliższych miesiącach ceny zbytu produktów mleczarskich pójdą w górę, to się grubo myli i co najwyżej mogą spaść. Dopiero w lutym przyszłego roku wyklaruje się poziom cen zbytu artykułów mleczarskich w bardzo trudnym 2023 roku.

"Zero COVID" w Chinach

Nadal dużym zmartwieniem nie tylko mleczarzy jest polityka chińskich władz, które ćwiczą swoich obywateli strategią „Zero COVID”. Przypomnijmy, że jeśli gdzieś pojawi się wirus, to całe miasto (nawet jeśli liczy kilkadziesiąt milionów ludzi) jest całkowicie izolowane. Pociąga to za sobą nie tylko spadek spożycia żywności (i popytu na mleko). A Chiny to największy importer mleka na świecie.

Xi Jinping, władca Chin wybrany na niedawnym zjeździe partii komunistycznej, jest pod tym względem konsekwentny. W tej strategii nie chodzi o zwalczanie wirusa lecz przykręcanie obywatelom śruby. A przy okazji odłowi się tych niepokornych. Xi zapowiedział już narodowi, że czekają go pot i łzy, i że polityka zwiększania dobrobytu się skończyła. Czyżby Chiny szykowały się do wojny? Świadczy o tym fakt, że zgromadziły 69% światowych rezerw kukurydzy, 60% ryżu i 51% pszenicy. A jeśli kraj zamieszkiwany przez 20% populacji świata przestanie spokojnie konsumować efekty swojej ciężkiej pracy, kupując m.in. importowaną żywność, to jest to zła wiadomość dla wszystkich rolników.

r e k l a m a

Na krajowym podwórku zadziwia nas aktywność Janusza Kowalskiego, wiceministra rolnictwa

Pan Janusz został także pełnomocnikiem rządu ds. Transformacji Energetycznej Obszarów Wiejskich. Ruszył więc w Polskę odwiedzając mniejsze lub większe instalacje służące do spalania biomasy rolniczej. Jego cel to „biomasa pochodzenia rolniczego paliwem OZE nr 1 w Polsce”. Pamiętamy, że 10 czy 11 lat temu biomasa (słoma) zrobiła się bardzo popularna. Dochodziło do tego, że po bezśnieżnej zimie rolnicy zbierali w marcu kukurydzianą słomę, bo była w cenie. Ale to szybko się skończyło, bo w energetyce wszystko, co zaczyna się na „bio” (jak biodiesel, bioetanol) dobrze sprzedaje się jako hasło i szybko wychodzi z mody, bo przeszkadza gazowo-węglowo-naftowemu lobby. Być może z tego powodu minister Kowalski udał się na Śląsk i zjechał na poziom 900 m pod ziemią w Kopalni Węgla Kamiennego Staszic-Wujek. Tłumaczył, że węgiel jest najważniejszym surowcem energetycznym dla polskiej wsi, a jego ceny spadną, jeśli wzrośnie wydobycie. Ta bardzo prosta myśl niewątpliwie świadczy o geniuszu ministra Kowalskiego. Szkoda, że wcześniej nie zwrócił uwagi władzom Zjednoczonej Prawicy na tę oczywistą oczywistość. Cała więc nadzieja w górnikach, że wezmą sobie do serca słowa ministra Kowalskiego i radykalnie zwiększą wydobycie. I tym sposobem każdy górnik stanie się przodownikiem pracy na miarę legendarnego Wincentego Pstrowskiego, który tuż po wojnie potrafił wyrobić 293% normy przewidzianej dla każdego górnika. A minister Kowalski zastąpi premiera Morawieckiego. Bo w Polsce będzie jasno i ciepło!

Paweł Kuroczycki i Krzysztof Wróblewski
redaktorzy naczelni Tygodnika Poradnika Rolniczego
fot. Pixabay

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a