Koniec z pługiem, wałowaniem i stratami wody
Rezygnacja z orki nie była kwestią chwilowej mody, lecz wynikiem chłodnej kalkulacji oraz analizy zasobów ludzkich i naturalnych. Gospodarstwo opiera się na pracy samego właściciela. Tradycyjna uprawa płużna jest procesem niezwykle czaso- i pracochłonnym. Rolnik wspomina, że gdyby dzisiaj miał orać wszystkie swoje pola pod zasiewy, fizycznie nie byłby w stanie zdążyć w optymalnych terminach agrotechnicznych, szczególnie przy wymagającej i bardzo napiętej kampanii siewu rzepaku ozimego. Orka w jego gospodarstwie wymagała bowiem nie tylko samego przejazdu pługiem, ale również natychmiastowego wykonania zabiegu wałowania w celu zagęszczenia i wyrównania gleby przed siewem.
– Powodowało to dodatkowe, znaczne koszty paliwa oraz pochłaniało cenny czas, którego podczas jesiennych prac zawsze mi brakuje. Dodatkowym kłopotem były bruzdy powstające na poprzeczniakach, nawet przy zastosowaniu nowoczesnego pługa obrotowego. Wyrównywanie tych miejsc wymagało ogromnego wysiłku – wspomina Wojciech Szczęsny ze wsi Pniewo w powiecie złotowskim.
4 metry i 2 tony w zbiorniku: siew bezpośrednio w mulcz
Przejście na technologię bezorkową pozwoliło na znaczne zmniejszenie nakładów pracy oraz kosztów eksploatacyjnych, przy jednoczesnym zachowaniu stabilności plonowania. Obawy o ewentualny spadek plonów po rezygnacji z pługa okazały się bezpodstawne. Plony pozostały na tym samym poziomie. Uprawa bezorkowa przyczyniła się do ochrony cennych zasobów wilgoci. Gleba przestała być odwracana, co okazało się być bardzo korzystne zwłaszcza w latach, kiedy występowało mało opadów przed siewem rzepaku oraz zbóż. Gospodarstwo produkcję roślinną prowadzi na glebach mozaikowatych i w znacznej części piaszczystych.
Modernizacja gospodarstwa i odejście od orki zaczęło się w 2018 r. To wtedy rolnik podjął decyzję o zakupie siewnika Köckerling Ultima CS o szerokości roboczej 4 m. Wcześniejszy siewnik wykorzystywany w technologii orkowej miał mały zbiornik na nasiona. Ultima jest w stanie zmieścić aż 2 t nasion, co w warunkach gospodarstwa okazało się dużą zaletą. Pojemność zbiornika siewnika pozwala na wsypanie aż czterech worków big-bag. Może się to więc odbywać w gospodarstwie i nie ma konieczności angażowania dodatkowego pracownika do wykonywania załadunku na polu. Ultima CS pozwala na bardzo wydajną pracę.
– Mam pola o dużych powierzchniach. Nie jest problemem wykonywanie siewu na areale 4 ha w ciągu jednej godziny. Maszyna posiada pneumatyczny system podawania nasion. Dmuchawa jest napędzana hydraulicznie za pomocą pompy zakładanej na wałek odbioru mocy. Pompa ta, połączona z silnikiem hydraulicznym dmuchawy, tworzy własny, zamknięty i niezależny układ hydrauliczny siewnika. Pozwala to na płynną regulację obrotów dmuchawy z poziomu komputera sterującego. Podczas siewu drobnych nasion rzepaku obroty są mniejsze, natomiast przy wysiewie cięższych i grubszych nasion zbóż obroty są zwiększane za pomocą dedykowanego pokrętła przy panelu sterującym. Przezbrojenie maszyny z rzepaku na zboża i odwrotnie nie wymaga uciążliwej wymiany tarcz wysiewających – wszelkie zmiany dawki i kalibracji wykonuje się bezpośrednio poprzez regulację na aparacie wysiewającym – tłumaczy Wojciech Szczęsny.
Trzy przejazdy pod rzepak i żyto
Rocznie siewnik Ultima CS odpowiada za wykonanie siewu na areale 167 ha. Maszyna generuje niewielkie koszty na wymianę elementów eksploatacyjnych. Standardowe, oryginalne redlice wysiewające wytrzymały aż 8 lat intensywnej pracy, zanim zaszła konieczność ich wymiany na nowe przed obecnym sezonem.
– Obecnie uprawiam rzepak oraz żyto. Nowe plantacje są zakładane poprzez wykonanie trzech zabiegów. Słoma zawsze jest cięta i pozostaje na polu jako cenne źródło materii organicznej i składników pokarmowych. Pierwszym zabiegiem pożniwnym jest zerwanie ścierniska i płytkie wymieszanie pociętej słomy z glebą. Do tej pory czynność ta była wykonywana za pomocą pięciometrowej kompaktowej brony talerzowej. Ta maszyna przez lata była wykorzystywana, jednak nie była w stanie całkowicie podciąć powierzchni i zerwać wzrastające samosiewy oraz chwasty. W tym roku na testy otrzymałem kompaktową bronę talerzową Köckerling Rebell. Ta maszyna zagwarantowała nieporównywalnie lepszą jakość. Cała powierzchnia dzięki niej jest równomiernie podcinana – ocenia Wojciech Szczęsny.
Brona ta w tym roku uprawiła 70 ha pól, na których został zasiany rzepak. Po pierwszym, bardzo płytkim talerzowaniu przychodzi czas na drugi etap uprawy gleby, jakim jest głębokie spulchnianie. W 2020 r. rolnik zakupił czterometrowy kultywator ciężki Köckerling Quadro, który stał się uzupełnieniem siewnika Ultima CS. Quadro wykonuje głęboką uprawę odpowiednio mieszając glebę na dużej głębokości i przygotowując strukturę pod ostateczny wysiew. Trzecim i ostatnim etapem jest wjazd agregatu siewnego Köckerling Ultima CS, który precyzyjnie umieszcza nasiona w spulchnionej glebie. Podobny schemat trzech zabiegów (talerzowanie, głęboki kultywator, siew) stosowany jest zarówno przy uprawie pod rzepak, jak i żyta.
Płytka podorywka i walka z grubą warstwą słomy
Porównanie pracy dotychczas używanej brony talerzowej innej znanej marki z testowaną broną Köckerling Rebell ujawniło znaczne różnice technologiczne i jakościowe, które skłaniają rolnika do podjęcia decyzji o przeprowadzeniu inwestycji związanej w przyszłości z jej zakupem. Obecna brona talerzowa nie wykonuje zadowalającej płytkiej uprawy ścierniska. Rebell bowiem zapewnia pełne podcięcie całej powierzchni pola nie wymagając przy tym większej głębokości pracy, tak aby zapewnić optymalny efekt wykonywanego zabiegu. Dodatkową zaletą tej maszyny dzięki tylnej bronie zagarniającej jest równe rozciągnięcie resztek pożniwnych żyta.
– Rebell zapewnia lepszą kulturę pracy. Maszyna ta pozwala na niezwykle płytką, precyzyjną uprawę przy jednoczesnym stuprocentowym podcięciu całej powierzchni gleby. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu talerzy o mniejszej średnicy, które w czasie jazdy osiągają znacznie większą prędkość obrotową, co skutkuje agresywnym i niezwykle skutecznym wyrzucaniem oraz mieszaniem ziemi ze słomą. Kluczowym elementem maszyny jest tylna brona zębowa umieszczona bezpośrednio za wałem doprawiającym. Dla mojego gospodarstwa, które nie prowadzi produkcji zwierzęcej, słoma nie jest zbierana więc na polu zalegają znaczne ilości słomy, brona okazała się być bardzo korzystnym rozwiązaniem. Dobrze rozciąga i równomiernie dystrybuuje resztki pożniwne na powierzchni, zapobiegając ich gromadzeniu się i zapychaniu kolejnych maszyn. Dodatkowo głębokość pracy talerzy regulowana jest w pełni hydraulicznie w czasie jazdy z kabiny ciągnika, co pozwala na natychmiastową reakcję na zmieniające się warunki polowe – tłumaczy Wojciech Szczęsny.
Awaria w szczycie siewów i ciągnik zastępczy
W gospodarstwie przez wiele lat głównym ciągnikiem, który pracował z maszynami uprawowymi był New Holland T7030 z 2009 r. Maszyna do tej pory przepracowała 6,1 tys. mth. W tym sezonie doszło jednak do awarii skrzyni biegów. Przeprowadzenie zabiegów uprawowych, siewu rzepaku okazało się możliwe dzięki odpowiedniej pomocy dilera marki New Holland.
– Odwiedziłem w tym roku targi Agro Tech w Kielcach. Oferta firm, które prezentowały ciągniki była bardzo interesująca. Było wiele nowości. Prezentowanym traktorom mogłem z bliska odpowiednio się przyjrzeć. Przez lata korzystam z ciągników i kombajnu marki New Holland. Uważam, że to nie producent jest najważniejszy, lecz jego dystrybutor. Ważne od kogo maszynę się kupuje a firma Raitech traktuje mnie jako klienta po partnersku. Po targach w Kielcach zamówiłem nowy ciągnik T7.225. Okazało się jednak, że do produkcji będzie on wdrożony dopiero na przełomie października i listopada. Zimą mocny traktor nie jest mi potrzebny. Intensywne prace uprawowe prowadzę przecież późnym latem oraz jesienią. Awaria T7030 oznaczała poważne dla mnie kłopoty. Nie zostałem jednak pozostawiony bez pomocy. Diler zaoferował mi ciągnik zastępczy porównywalnej mocy. Dzięki niemu mogłem zasiać rzepak i nie będzie problemu z zasianiem żyta. Bardzo doceniam taką ofertę dilera. Nie ma więc żadnego powodu, aby zmieniać w przyszłości markę ciągników – uważa Wojciech Szczęsny.
Choć dzisiaj jego gospodarstwo kojarzone jest z zaawansowaną technologią bezorkową i nowoczesnymi maszynami marki Köckerling, to rolnik posiada bardzo bogate doświadczenie związane z wykorzystaniem pługa. W 2003 r. zdobył tytuł wicemistrza Polski w krajowym konkursie orki, który organizowany był przez jeden z ODR-ów. Mimo tego sukcesu zmieniające się warunki oraz rosnące koszty zabiegów uprawowych zmusiły go do całkowitego odstawienia pługa.
Tomasz Ślęzak
