Zminimalizowanie emisji i utraty azotu w postaci amoniaku to jeden z celów stawianych przed rolnikami w związku z realizacją Wspólnej Polityki Rolnej. W związku z tym coraz większą popularnością cieszą się w ostatnich latach aplikatory do naglebowej aplikacji gnojowicy, co sprawdziliśmy w trakcie jednego z redakcyjnych testów.
Ograniczenie strat azotu
Warto zaznaczyć, że dzięki aplikacji naglebowej składniki odżywcze są dobrze dostępne dla roślin, a związana z tym emisja mocno ograniczona. O ile?
Prezentowane na stronach Ministerstwa Rolnictwa analizy wskazują, że przy rozbryzgowym sposobie rozlewania gnojówki lub gnojowicy, straty azotu wynoszą nawet do 50%. Z kolei przez zastosowanie aplikatorów doglebowych, jak np. brony talerzowej, kultywatora czy aplikatora z krojami talerzowymi (na użytki zielone) możemy zredukować straty azotu amonowego nawet o 90%. Natomiast przy wykorzystaniu aplikatorów naglebowych (najczęściej w postaci węży wleczonych zakończonych redlicą płozową, tzw. łyżwą), straty amoniaku są mniejsze o 60%.
Przy organizacji nawożenia weźmy też pod uwagę aurę, bo mniejsze straty przy rozlewaniu gnojówki i gnojowicy wystąpią w dni pochmurne lub z umiarkowanym opadem, jak też przy niższych temperaturach, czy po wprowadzeniu do wierzchniej warstwy gleby. Dlatego użycie aplikatorów, zwłaszcza wgłębnych, powoduje lepsze wykorzystanie składników pokarmowych z nawozów. Ponadto możemy w ten sposób zaoszczędzić na nawozach azotowych.
Warto przypomnieć, że w nowym systemie płatności obszarowych, w ramach dopłat ekoschematowych, a więc praktyk dobrowolnych z tytułu zastosowania nawozów naturalnych, takich jak gnojówka i gnojowica, przewidziano dofinansowanie praktyk, w których zamiast płytek rozbryzgowych zostaną wprowadzone inne rozwiązania, tj. przede wszystkim aplikatory i węże wleczone.
W ekoschemacie "Rolnictwo węglowe i zarządzanie składnikami odżywczymi" praktyka "stosowanie nawozów naturalnych płynnych metodami innymi niż rozbryzgowo" polega na wprowadzaniu gnojówki i gnojowicy do gleby z zastosowaniem specjalnych aplikatorów doglebowych lub węży wleczonych. Płatność z tego tytułu wynosi ok. 270 zł/ha.
Wiosną 2025, dzięki współpracy z firmą Berutex, która jest dystrybutorem wozów asenizacyjnych marki Zunhammer, sprawdziliśmy, jakie efekty daje zastosowanie aplikatora z płozą w wariancie pojedynczym i podwójnym.
Innowacje i wyzwania
Aplikatory z płozami wleczonymi od lat zdobywają uznanie rolników w Europie, a także w Polsce, bo w efekcie przejazdu gleba jest lekko zarysowana, a gnojowica trafia na odsłoniętą powierzchnię gleby zamiast na rośliny. Praca takim aplikatorem nie wiąże się też ze zbyt dużym obciążeniem ciągnika. Z czasem jednak ujawniły się pewne ograniczenia tej metody, związane przede wszystkim z wciąż obecnym zanieczyszczeniem paszy resztkami gnojowicy, co staje się istotnym problemem podczas zbiorów zielonki.
Firma Zunhammer odpowiedziała na te wyzwania, opracowując dyszę Duplo, która zmniejsza odstęp między liniami z 25 cm do 12,5 cm. Producent postawił na lekką konstrukcję z odpornego na korozję i trwałego tworzywa sztucznego. Płoza, na której zamontowana jest dysza oraz sprężyna stopy ślizgowej wykonane są ze stali. Wpisuje się to w podstawową koncepcję marki Zunhammer, która opiera się na dużej ładowności wozów dzięki niskiej masie własnej beczek podczas transportu gnojowicy. Montaż dysz Duplo nie zwiększa masy rozlewacza w porównaniu ze sprawdzonymi dyszami.
Węższe paski aplikacji minimalizują ryzyko zanieczyszczenia paszy, co jest szczególnie ważne w trudnych warunkach atmosferycznych i przy dużej zawartości suchej masy. Postanowiliśmy więc to sprawdzić. W tym celu wyposażyliśmy połowę aplikatora wężowego jednej z maszyn w nowe podwójne płozy, a na drugiej połowie pozostawiliśmy pojedyncze. Prowadzone w trakcie całego sezonu obserwacje skupiały się na wpływie zastosowanego rozwiązania na tempo wzrostu runi i stopień jej zanieczyszczenia.
Warunki porównania i spostrzeżenia
W trakcie testu nawoziliśmy trwałe użytki zielone wczesną wiosną, po pierwszym oraz po drugim pokosie. Trzykrotnie więc obserwowaliśmy wpływ zastosowanej gnojowicy bydlęcej w dawce 25–35 m3/ha na odrost i zanieczyszczenie runi w obu systemach rozlewania. Działania prowadziliśmy na łącznym areale kilkudziesięciu hektarów.
Wiosenne nawożenie dostarczyło nam najlepszych obserwacji i materiału do porównań. Wszystko za sprawą tradycyjnie już (niestety) wiosennej suszy, przez co zaaplikowana gnojowica miała większą trudność z wchłonięciem do gleby i odżywieniem roślin. Było to dobrze widoczne już po ok. tygodniu do dwóch, mianowicie we fragmentach pól nawożonych podwójną redlicą trawa była wyższa, a jej odcień ciemniejszy, co wskazuje na lepsze przyswojenie nawozu. Dodatkowo przesuszona stała frakcja nie została dość dobrze rozmyta w trakcie niewielkich opadów deszczu, dlatego zapobiegawczo po kilku dniach od wykonanej aplikacji darń została przebronowana broną łąkową. Mimo to na trawie nawet tuż przed zbiorem widoczne były ślady suchej materii organicznej z gnojowicy (zanieczyszczenie paszy), w większym stopniu po aplikatorze jednopłozowym, gdzie częściej występowały miejsca, w których duża koncentracja azotu (przy braku opadów) wręcz wypaliła rośliny.
W drugim i trzecim terminie nawożenia (na innych łąkach), po odpowiednio I i II pokosie warunki z regularnymi opadami deszczu (maj, czerwiec) i niezbyt upalną pogodą sprawiły, że różnice we wzroście i barwie między nawożonymi fragmentami pól nie były tak dobrze widoczne. Nie zmieniło to jednak obserwacji na temat różnicy udziału pozostałości suchej frakcji, oczywiście na korzyść aplikatora z podwójną redlicą.
Warto podkreślić, że oprócz redukcji zanieczyszczenia paszy, praktyczne zastosowanie potwierdza, że w testowanej konstrukcji z podwójną dyszą rozlewową nie powstawały zatory.
Q Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
