Uprawa kukurydzy na ziarno cieszy się coraz większym zainteresowaniem polskich rolników. W gospodarstwie rodziny Szulców w Kłodzie w Wielkopolsce zajmuje ona 60 ha z łącznego areału 200 ha.
Gospodarstwo prowadzą wspólnie Elżbieta i Tomasz Szulcowie oraz ich dzieci – Maurycy i Marcelina. Rodzice przekazali gospodarstwo synowi, gdy ten miał 18 lat i kończył technikum rolnicze. Dziś 23-letni Maurycy jest studentem siódmego semestru rolnictwa na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu.
– Praca w gospodarstwie daje mi satysfakcję. Co musiałoby się wydarzyć, żebym zrezygnował z rolnictwa? Chyba paliwo po 15 zł za litr – mówi z uśmiechem młody rolnik.
W gospodarstwie uprawiane są m.in. pszenica, pszenżyto, truskawki, pomidory i kukurydza. Ta ostatnia jest zbierana jako jedna z ostatnich roślin w sezonie.
Międzyplon ważnym elementem płodozmianu
Szulcowie planują płodozmian z wyprzedzeniem co najmniej dwóch lat. Zwracają uwagę nie tylko na wymagania poszczególnych gatunków, ale także na następstwo stosowanych substancji czynnych.
– Płodozmian ustawiamy dwa lata do przodu. Dbamy o to, aby środki wykorzystywane przy produkcji jednego gatunku nie ograniczały możliwości uprawy kolejnych roślin – wyjaśnia Maurycy Szulc.
Pod uprawę roślin jarych gospodarze wysiewają międzyplony ozime. Zwykle tworzy je mieszanka od trzech do pięciu gatunków. Na polu, na którym w tym roku rosła kukurydza, wcześniej uprawiano pszenżyto. Po jego zbiorze wysiano mieszankę łubinu wąskolistnego, gorczycy białej, gryki i owsa.
Międzyplon pozostał na polu przez zimę, zgodnie z wymaganiami ekoschematu „Międzyplony ozime”. W lutym został wymieszany z glebą za pomocą talerzówki. Następnie wykonano uprawę kultywatorem i wysiano kukurydzę.
– Międzyplon pomaga zatrzymać wodę z okresu jesienno-zimowego, poprawia strukturę gleby i zwiększa jej żyzność. To jeden z fundamentów agrotechniki kukurydzy – podkreśla Tomasz Szulc.
Po zbiorze kukurydzy gospodarze planują ponownie wykonać talerzowanie, a następnie płytką orkę i siew pszenicy ozimej.
Zobacz WIDEO:
Glorius – kukurydza typu flint
W gospodarstwie Szulców kukurydza nie jest uprawiana w monokulturze. Trafia na pole raz na kilka lat, jako jeden z elementów zmianowania.
– Kukurydza dostarcza dużo masy organicznej, a jednocześnie nie jest szczególnie wymagająca. Jest także jedną z trzech roślin jarych, które uprawiamy, aby zachować właściwy płodozmian – mówi Maurycy Szulc.
W tym sezonie rolnicy wysiali odmianę Glorius typu flint, z kolbą typu fix. Ziarno jest przeznaczone do produkcji mąki kukurydzianej. Zdaniem gospodarzy taki kierunek produkcji zapewnia stabilny rynek zbytu.
– Obecnie zbieramy około 15 ton z hektara przy wilgotności 30%. Żeby osiągać takie wyniki, potrzebna jest przede wszystkim dobra agrotechnika – zaznacza Tomasz Szulc.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Własny kombajn przyspiesza żniwa
Kukurydza jest zbierana własnym, ośmioletnim kombajnem John Deere W540i. Maszyna należy do kompletnego parku maszynowego gospodarstwa, a jej operatorem najczęściej jest Tomasz Szulc.
– Dzisiaj za kombajn tego typu trzeba byłoby zapłacić około miliona złotych. To model ze średniej półki, ale w zupełności wystarcza na nasze gospodarstwo. Nie ma może najwyższej wydajności, ale średnio kosimy hektar w ciągu godziny – mówi rolnik.
Przy areale 60 ha kukurydzy zbiór zajmuje około tygodnia, jeśli gospodarze mają sprzyjającą pogodę.
Koszty produkcji kukurydzy wynoszą około 5 tys. zł/ha
Według wyliczeń gospodarzy koszt produkcji kukurydzy wynosi około 5 tys. zł/ha. Przy plonie sięgającym 15 ton z hektara uprawa przynosi dodatni wynik ekonomiczny.
Szulcowie sprzedają ziarno na podstawie umowy kontraktacyjnej. Odbiorca płaci 700 zł za tonę przy wilgotności 30%. Rolnicy od kilku lat współpracują z tą samą firmą i wysiewają wskazane przez nią nasiona, aby uzyskać ziarno o parametrach odpowiednich do produkcji mąki kukurydzianej.
– Za każdy punkt procentowy wilgotności mniej cena wzrasta o 7 zł za tonę – wyjaśnia Tomasz Szulc.
Kontraktacja może ograniczyć ryzyko
Gospodarze dobrze oceniają współpracę na podstawie umowy kontraktacyjnej. Jednocześnie zwracają uwagę na ryzyko związane z innym rodzajem umowy.
W przypadku pszenicy podpisali umowę kupna-sprzedaży obejmującą określony wolumen zboża. Umowa została zawarta jeszcze przed zakończeniem zbiorów, dlatego rolnicy nie wiedzieli, że z powodu niekorzystnej pogody uzyskają plon o 25% niższy niż rok wcześniej.
Kupujący oczekiwał jednak dostarczenia pełnej zakontraktowanej ilości w ustalonym terminie i po określonej cenie.
– Na szczęście brakującą ilość mogliśmy pozyskać od kolegów i sąsiadów. Udało nam się też sprzedać pszenicę przed podwyżkami cen paliwa. Gdybyśmy nie dostarczyli całego wolumenu, firma naliczyłaby za brakującą część cenę rynkową z dnia zakupu. Byłoby to dla nas bardzo niekorzystne – wspomina Tomasz Szulc.
Sprawdzaj warunki przed podpisaniem umowy
Doświadczenia gospodarzy pokazują, że przed podpisaniem umowy należy dokładnie sprawdzić jej zapisy. Szczególne znaczenie mają: wielkość zakontraktowanego wolumenu, termin dostawy, sposób rozliczenia jakości oraz konsekwencje niedostarczenia całości towaru.
Warto również zweryfikować, czy umowa uwzględnia ryzyko niższego plonu spowodowanego warunkami pogodowymi. Sama nazwa „umowa kontraktacyjna” nie gwarantuje ochrony rolnika – decydujące znaczenie mają konkretne zapisy dokumentu.
Tekst i zdjęcia: Anna Malinowski
Nagrania i montaż: Michał Heluszka
