Najpierw uprawiali dynie, później zajęli się pestkami
Łukasz Popielewicz pochodzi z Lubelszczyzny, gdzie uprawa dyni ma długą tradycję. W jego rodzinnym gospodarstwie zajmowano się nią od lat, choć początkowo była to produkcja prowadzona na znacznie mniejszą skalę. Uprawiano przede wszystkim odmiany, których pestki miały twardą, białą łupinę.
Z czasem gospodarstwo zaczęło się zmieniać. Popielewicz zainteresował się dynią bezłupinową, której zielone pestki można wykorzystać bez konieczności usuwania twardej okrywy nasiennej. Dostrzegł też możliwość rozwinięcia działalności poza samą uprawą.
Wcześniej rodzina zajmowała się również produkcją pomidorów, papryki i ziół. Coraz większym problemem stawały się jednak koszty pracy oraz dostępność pracowników.
– Praca ludzka z roku na rok jest coraz droższa. Przy dyni bardzo ważne jest to, że możemy prowadzić zbiór maszynowy. Ostatecznie decyduje ekonomia – wyjaśnia Popielewicz.
Postawił więc na rozwój produkcji dyni na pestki, a następnie na ich skup i przetwórstwo. Dziś sama uprawa stanowi tylko część jego działalności.
Firma Łukasza Popielewicza przetwarza tysiące ton pestek dyni
Popielewicz prowadzi działalność obejmującą kolejne etapy produkcji pestek dyni. Współpracuje z plantatorami, dostarcza im materiał siewny, pomaga w organizacji uprawy i zbioru, a następnie skupuje i przygotowuje pestki do sprzedaży.
Skala przedsięwzięcia jest już znaczna. Jak mówi przedsiębiorca, w ubiegłym roku jego firma obsłużyła około 5 tys. ton pestek dyni.
– W tym roku celujemy nawet w 9 tys. ton, choć wszystko będzie zależało od zbiorów – mówi Popielewicz.
Według jego szacunków firma odpowiada za znaczącą część krajowego przetwórstwa pestek dyni. Przedsiębiorca ocenia swój udział w rynku na około 50 proc.
Co ciekawe, sam nie musi uprawiać dyni na ogromnym areale. Podstawą jego działalności stała się współpraca z innymi gospodarstwami, od których odbiera surowiec.
– Jako gospodarstwo mamy stosunkowo niewielką powierzchnię dyni. Za to jako przetwórstwo zajmujemy się bardzo dużą częścią polskiego rynku – podkreśla.
Rolnik może dostać nasiona, pomoc przy zbiorze i gwarancję odbioru pestek
Popielewicz przekonuje, że zainteresowanie uprawą dyni bezłupinowej rośnie. Jego firma współpracuje zarówno z doświadczonymi plantatorami, jak i rolnikami, którzy dopiero chcą rozpocząć taką produkcję.
Oferuje im nie tylko materiał siewny, ale również wsparcie w doborze technologii, organizacji zbioru i przygotowaniu pestek do sprzedaży.
– Rolnik może zacząć od materiału siewnego, a później korzystać z naszej wiedzy i doświadczenia. Przekazujemy mu również to, czego sami nauczyliśmy się na własnych błędach, żeby nie musiał ich powtarzać – wyjaśnia.
Firma zajmuje się również skupem i kontraktacją. Dzięki temu plantator może znać warunki sprzedaży jeszcze przed rozpoczęciem sezonu.
– W styczniu rolnik ma już zabezpieczoną cenę i może spokojniej planować produkcję. My odpowiadamy za to, żeby później sprzedać pestki do zakładów pakujących i odbiorców handlowych – tłumaczy przedsiębiorca.
Ile można zarobić na hektarze dyni? Przy tonie pestek zostaje około 5 tys. zł
Zapytaliśmy Łukasza Popielewicza, ile może zarobić rolnik, który zdecyduje się na uprawę dyni bezłupinowej. Jak wyjaśnia, w ostatnich pięciu latach średnia cena pestek na rynku spot wynosiła około 11 zł/kg. W 2026 roku ceny kontraktacyjne mieszczą się w granicach 10–12 zł netto za kilogram, zależnie od jakości surowca.
Przy dobrych warunkach z hektara można zebrać około 900 kg do tony suchych pestek. Na żyźniejszych glebach, na przykład w okolicach Hrubieszowa, plony dochodzą nawet do 1,5 tony.
A ile pieniędzy zostaje rolnikowi?
– Jeżeli zbierzemy tonę suchej pestki z hektara i sprzedamy ją po 10 zł za kilogram, mamy 10 tys. zł przychodu. Przy własnych maszynach można przyjąć, że połowę pochłoną koszty, a około 5 tys. zł z hektara zostanie rolnikowi – wylicza Popielewicz.
Zastrzega jednak, że ten rachunek jest aktualny tylko przy odpowiednim plonie.
– Tona to słowo klucz. Jeśli zbierzemy 500 kg, ekonomika uprawy będzie już zupełnie inna – dodaje.
Wiele zależy także od kosztów suszenia, zbioru oraz tego, czy rolnik korzysta z własnego sprzętu, czy musi zamawiać usługi.
Jak zbiera się dynię na pestki? Resztki zostają na polu
W gospodarstwie Popielewicza uprawiana jest dynia bezłupinowa, przeznaczona przede wszystkim do pozyskiwania nasion. Nie są to odmiany wykorzystywane typowo do przygotowywania potraw z dyni. Najcenniejszą częścią zbioru są pestki, natomiast pozostałości owoców zostają na polu.
– To nie jest dynia na zupę. Tutaj zbieramy pestki, a reszta zostaje na polu – śmieje się Popielewicz.
Dużą zaletą tej uprawy jest możliwość mechanicznego zbioru. Nie oznacza to jednak, że każdy rolnik musi od razu kupować specjalistyczny kombajn. Przedsiębiorca zachęca do współpracy między gospodarstwami.
– Jeden rolnik może kupić kombajn, drugi suszarnię i mogą wspólnie z nich korzystać. Nie sztuką jest nakupować drogiego sprzętu. Trzeba tak policzyć inwestycje, żeby uprawa się opłacała – podkreśla.
Od mokrej pestki do produktu gotowego do sprzedaży
Podczas wyjazdu studyjnego z ARiMR odwiedziliśmy również zakład, w którym firma Popielewicza przygotowuje pestki do dalszej sprzedaży.
Bezpośrednio po zbiorze surowiec ma wysoką wilgotność, sięgającą około 45–50 proc. Przed przechowywaniem trzeba ją obniżyć do około 6–8 proc.
– Najlepiej, gdy pestka ma około 7 proc. wilgotności. Przy wyższej wilgotności i niewłaściwym przechowywaniu może szybko stracić jakość – wyjaśnia przedsiębiorca.
Później pestki trafiają do czyszczenia. W zakładzie uzyskuje się czystość produktu na poziomie około 99 proc. W dalszej obróbce wykorzystywane są również urządzenia do sortowania, które pozwalają usuwać zanieczyszczenia i wadliwe nasiona.
Firma rozwija swoje zaplecze magazynowe i produkcyjne. Powstaje nowa suszarnia, a kolejne inwestycje mają zwiększyć możliwości przetwórstwa.
Gotowe pestki pakowane są między innymi w worki 25-kilogramowe i big bagi. Następnie całymi transportami trafiają do odbiorców zajmujących się ich dalszym pakowaniem i sprzedażą.
Polskie pestki dyni trafiają też za granicę
Jak mówi Popielewicz, znaczna część przetwarzanych przez jego firmę pestek trafia na eksport. Jednocześnie rośnie zainteresowanie nimi w Polsce. Pestki wykorzystywane są w produkcji żywności, przekąsek, słodyczy i olejów. Można je znaleźć w pieczywie, mieszankach bakalii czy jako dodatek do innych produktów.
– Polski rynek cały czas mnie zaskakuje. Coraz więcej osób zwraca uwagę na to, co je, i sięga po pestki dyni. Widziałem nawet lody podawane z olejem z pestek dyni – opowiada.
Jego zdaniem Polska ma szansę jeszcze mocniej rozwinąć produkcję dyni bezłupinowej. Przedsiębiorca wskazuje, że europejskim liderem pozostaje Austria, ale polscy plantatorzy systematycznie zwiększają skalę upraw.
Kamila Szałaj
