Trzy dni, które zniszczyły dorobek życia
Do trzeciego weekendu września wszystko szło normalnym rytmem – pełna obora, paszowóz w ruchu, poranny i wieczorny dój. Problem pojawił się przed feralnym weekendem. Wystarczyły trzy dni, by nieznana trucizna zabiła niemal wszystkie zwierzęta w oborze Kraszewskich. Ocalało jedynie siedmioro cieląt. Jedno już wykazuje stany osłabienia, więc nie wiadomo, czy w najbliższej przyszłości i ono nie padnie z nieznanych przyczyn.
– Nie wiemy, co się stało. W piątek rano padło sześć sztuk. Po południu już połowa stada nie żyła, a w trzy dni padły niemal wszystkie sztuki – mówi poszkodowany rolnik. – Natychmiast powiadomiliśmy weterynarza, który opiekuje się naszym stadem. On też jeszcze nie wie, co było przyczyną – tłumaczył załamany rolnik.
Marta z Bartkiem budowali hodowlę latami. Nie da się tego odbudować z dnia na dzień własnymi siłami, zwłaszcza że za mleko już za miesiąc nie będzie ani złotówki, a rachunki za prąd, paszę i sprzęt same się nie zapłacą. Kraszewscy gospodarują łącznie na 77 ha (67 ha własnych i 10 ha dzierżawy). Mleko dostarczają do oddziału Mlekovity w Lubawie. Baza paszowa dla zwierząt to sianokiszonka, kiszonka z kukurydzy i wysłodki.
Zagadkowa śmierć stada
Gospodarze wspólnie z weterynarzami chcą poznać przyczynę.
– Wykluczono już chorobę zakaźną – mówi pan Bartłomiej. – Czekamy na wyniki badań laboratoryjnych, ale to może potrwać nawet kilka tygodni, bo nie wiadomo, czego mamy szukać – dodaje.
O dramacie rolników wie już lokalna policja w Iławie, choć – jak jeszcze we wrześniu słyszeliśmy z ust rzecznik prasowej iławskiej policji – formalne zawiadomienie w tej sprawie od poszkodowanych gospodarzy dotąd do komendy nie wpłynęło. Na razie priorytetem było uprzątnięcie budynków i ratowanie tego, co zostało.
W październiku sytuacja uległą zmianie - rolnik postanowił zgłosić sprawę na policję. Teraz mundurowi zajmują się tematem padłych krów.
Ponadto, jak Tygodnik Poradnik Rolniczy dowiedział się od poszkodowanego rolnika, nadal nie wiadomo, co doprowadziło do śmierci zwierząt. Badania cały czas trwają.
800 tysięcy złotych strat i widmo bankructwa
Kraszewscy, żeby w ogóle myśleć o powrocie do produkcji mleka, muszą wstawić do obory nowe krowy. Rachunek jest bezwzględny – zakup pełnowartościowego stada mlecznego, które od razu zacznie dawać surowiec, to spory wydatek, a i tak nie pokryje całości zapotrzebowania gospodarstwa, które utrzymuje się wyłącznie z hodowli.
Gospodarze nie ukrywają, że bez wsparcia z zewnątrz po prostu pójdą z torbami. Nie mają szans wyłożyć takiej gotówki z własnej kieszeni po tym, jak z dnia na dzień stracili jedyne źródło dochodu.
– Nasze szacunkowe straty to około 800 tys. zł. Ze zbiórki chcemy zakupić krowy, które pozwolą nam wznowić produkcję i stanąć na nogi – dodaje rolnik.
W sytuacji, gdy gospodarstwo straciło środki do utrzymania, sporym obciążeniem pozostaje również sprzęt rolniczy kupiony na kredyt. Mowa tu o ładowarce JCB 53170 z 2019 roku.
– W tej sytuacji ten sprzęt stanowi dla nas spore obciążenie i zależy nam na jego sprzedaży – mówi rolnik. Ładowarkę, na szczęście, udało się dość szybko sprzedać.
Solidarność w obliczu tragedii. Jak można pomóc Kraszewskim?
W sieci ruszyła internetowa zbiórka na zakup bydła, a do nagłośnienia sprawy włączyło się m.in. Stowarzyszenie Polskie Mleko, apelując do środowiska o solidarność z poszkodowaną rodziną. Chodzi o zebranie kwoty, która pozwoli kupić pierwsze dorosłe krowy i na nowo uruchomić produkcję. Liczy się każda wpłacona złotówka, bo przy tych stratach gospodarze sami nie uciągną odbudowy. Rolnicy proszą też o samo podawanie zbiórki dalej w grupach hodowców – im szerzej rozejdzie się informacja o tragedii, tym szybciej w tej oborze znowu ruszy praca.
Wszelkie informacje na temat pomocy dla Kraszewskich można uzyskać pod numerem telefonu: 500 102 031. Jeśli ktoś chce pomóc rolnikom, to pieniądze można wpłacać poprzez serwis zrzutka.pl.
