Od czego zaczęły się problemy Koła Łowieckiego „Jeleń”?
O sytuacji Koła Łowieckiego „Jeleń” mówi Karol Antoniuk, Łowczy Okręgowy i Przewodniczący Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Szczecinie. Jego zdaniem wszystko zaczęło się od pandemii COVID.
– Koło zaczęło mieć problemy finansowe w okresie COVID-u. Zakaz wykonywania polowań zbiorowych spowodował, że straciło płynność finansową. Musiało płacić odszkodowania, a jednocześnie nie mogło organizować polowań komercyjnych, które były głównym wsparciem finansowym – wyjaśnia.
Jak dodaje, sytuację pogłębiła również duża liczebność zwierzyny w sąsiadującym ośrodku hodowli zwierzyny Lasów Państwowych.
– Nie prowadzono tam odstrzałów, więc zwierzyna spokojnie bytowała w lesie, a przechodziła na sąsiedni obwód, gdzie były uprawy rolników. To wszystko spowodowało, że koło nie poradziło sobie z tą sytuacją. Jest zadłużone, ma komornika, według zawiadomień pełnomocnika rolników nie przekazuje w terminie protokołów szacowań szkód, a w szczególności nie wypłaca odszkodowań – przyznaje.
PZŁ chce wypowiedzenia dzierżawy Kołu „Jeleń”
Antoniuk podkreśla, że Zarząd Okręgowy PZŁ przeprowadził kontrole działalności koła w 2024 i 2025 roku. W ich wyniku podjęto uchwałę o wystąpieniu do starosty z wnioskiem o wypowiedzenie umów dzierżawy obwodów.
– Polski Związek Łowiecki zrobił w tej sprawie to, co mógł. W tej chwili decyzja jest po stronie starosty, ponieważ w imieniu Skarbu Państwa wydzierżawianiem obwodów polnych to on się tym zajmuje – tłumaczy.
Łowczy okręgowy odnosi się również do zarzutów rolników dotyczących zachowania myśliwych podczas polowań.
– Takie głosy do mnie docierały. To zostało też zapisane w protokołach. W tej chwili nie chcę przesądzać odpowiedzialności, ale takie sytuacje były przedmiotem kontroli – dodaje.
Jego zdaniem dalsze pozostawienie sytuacji bez rozwiązania jest problemem nie tylko dla rolników, ale również dla samego PZŁ.
– W momencie, kiedy koło łowieckie sobie nie radzi, nie płaci odszkodowań i są wyroki sądowe, solidarnie pozywany jest Polski Związek Łowiecki. My nie jesteśmy zainteresowani tym, żeby płacić za Koło „Jeleń” – zapewnia.
Czy dojdzie do likwidacji Koła Łowieckiego „Jeleń”?
Antoniuk informuje, że Zarząd Okręgowy PZŁ w Szczecinie wystąpił z wnioskiem do Zarządu Głównego PZŁ w Warszawie o wykluczenie koła ze zrzeszenia. Jednocześnie zwraca uwagę, że obecnie problemem pozostaje decyzja starostwa dotycząca wypowiedzenia umów dzierżawy.
Jak zaznacza, PZŁ jest przygotowany do wyłonienia nowych dzierżawców.
– Są zainteresowane koła łowieckie, które mogłyby tam prowadzić gospodarkę łowiecką, nie mając milionowych długów – mówi.
Antoniuk nie ukrywa, że skomplikowana sytuacja daje mu się we znaki.
– Męczy mnie ta sytuacja, że nie mogę rolnikom w żaden sposób pomóc. Nie mam już innych instrumentów – dodaje.
Sielski: „Trzeba wypowiedzieć dzierżawę obwodu łowieckiego”
Swoją ocenę sytuacji przedstawia również Nikodem Sielski, rzeczoznawca, rolnik, myśliwy i leśnik z zawodu. Jak twierdzi, problemy zaczęły się po odejściu większości członków koła, gdy organizacja znalazła się w trudnej sytuacji finansowej.
– Koło stało się niewypłacalne, nie mogło już dalej gospodarować, nie miało pieniędzy – mówi.
Jak podkreśla, wcześniej współpraca z rolnikami wyglądała zupełnie inaczej.
– Tam się naprawdę z myśliwymi wspaniale współpracowało na każdym etapie – wspomina.
Zdaniem Sielskiego po zmianach w kole rolnicy zaczęli mieć przede wszystkim trudności z szacowaniem szkód i wypłatą należnych odszkodowań.
– Od tamtego czasu rolnicy mają po prostu bardzo dużo problemów. Napotykają trudności z szacowaniem, brakiem wypłat, zdarzały się sytuację, że rolnikom nie były płacone żadne odszkodowania – twierdzi.
Sielski krytycznie ocenia również sposób, w jaki w jego opinii są później weryfikowane wysokości odszkodowań. Zwraca uwagę, że biegli sądowi mogą dokonywać ocen dotyczących szkód, których nie byli świadkami w momencie ich powstania.
– Wiem, że czegoś, co było trzy lata temu, nie da się zweryfikować, skoro tej uprawy nie ma. A ci biegli sądowi, oni to weryfikują, obniżając – mówi.
Myśliwi niszczą uprawy rolników podczas polowań
Sielski zwraca uwagę również na szkody powstające bezpośrednio podczas polowań. Jak twierdzi, myśliwi mają niszczyć uprawy, poruszając się po polach samochodami, a także uszkadzać ogrodzenia zabezpieczające plantacje przed zwierzyną. Jak zauważa Sielski, rolnicy zgłaszają przypadki niszczenia upraw. Co więcej, znajdują w nich różne metalowe części. Zdarza się także, że siatki ogradzające uprawy są przecięte, jednak dotychczas nikogo nie udało im się złapać za przysłowiową rękę. Jak dodaje Sielski, sam miał dokumentować przypadki poruszania się myśliwych po polach.
– Ja osobiście mam fotografię, jak po prostu jeżdżą po uprawach – twierdzi.
Jak dodaje, w związku z brakiem porozumienia ze Sarostwem Powiatowym w Gryfinie, w imieniu rolników, złożył wniosek o odwołanie starosty z pełnionej przez nią funkcji.
Makuwka: „Jak kilka osób może upilnować 20 tys. hektarów?”
Na sposób funkcjonowania Koła Łowieckiego „Jeleń” zwraca uwagę również Zbigniew Makuwka, który przez pewien czas pełnił funkcję przewodniczącego komisji rewizyjnej koła. Jego zdaniem przy tak dużym areale trudno było zapewnić rzeczywistą kontrolę nad tym, co dzieje się w obwodach łowieckich.
– Jak kilka osób może upilnować ok. 18 czy 20 tys. ha? Parę tysięcy hektarów to las, ale 12 czy 13 tysięcy to są pola. Jak pięć czy sześć osób może tego upilnować? Przecież ci ludzie normalnie pracują zawodowo. Jak mogą być cały czas w obwodzie? – pyta Makuwka.
Jak twierdzi, w dokumentacji mogło być wykazywane, że myśliwi pełnią dyżury, jednak jego zdaniem nie zawsze oznaczało to rzeczywistą obecność w terenie.
Makuwka opowiada również o sytuacji, gdy sam chciał zostać strażnikiem łowieckim. W jednym z obwodów nie było osoby pełniącej tę funkcję, dlatego zgłosił się na kurs i – jak relacjonuje – zapłacił za niego z własnej kieszeni.
– Zrobiłem ten kurs, zapłaciłem chyba 500 czy 600 zł. Chciałem być tym strażnikiem łowieckim, żeby koło miało człowieka, który może kontrolować teren. Mówiłem, że będzie to lepiej wyglądało, że koło „Jeleń” się stara. A później pytam: „Zrobiłem ten kurs i co z tym?”. A prezes mówi: „Już nie potrzeba” – relacjonuje.
Makuwka mówi również o swoich zastrzeżeniach dotyczących kontroli finansów koła. Jak twierdzi, jednym z problemów było tzw. pogotowie kasowe, którego wysokość miała być ustalana przez walne zgromadzenie.
– Pogotowie kasowe działało według potrzeb zarządu koła. Przecież nie może być takiego czegoś, że zarząd sobie będzie pobierał pieniążki, ile się da – mówi.
Jak podkreśla, nie chce jednak przesądzać, czy w związku z tym doszło do nieprawidłowości lub przestępstwa.
– Według mnie tam były nieprawidłowości. Ale to musi udowodnić policja czy inne organy ścigania – zaznacza.
Makuwka twierdzi również, że kiedy zaczął dokładniej przyglądać się dokumentom i finansom koła, proponowano mu rezygnację z komisji rewizyjnej.
– Proponowali mi, żebym zrezygnował i przestał mieszać. Mówili, że jak zrezygnuję, to sobie dadzą radę. Ale ja powiedziałem, że nie. Jak już to wszystko pozałatwiałem, to wypisałem się z koła całkowicie – relacjonuje.
Ostatecznie, jak mówi, zasięgnął porady prawnej. Prawnik miał zwrócić mu uwagę, że jako przewodniczący komisji rewizyjnej odpowiada za kontrolę działalności koła.
– Powiedział mi: „Jako przewodniczący komisji rewizyjnej jest pan organem kontrolnym. Finanse koła powinny być kontrolowane minimum co trzy miesiące. Jak pan tego nie dopilnuje, będzie pan za to odpowiadał” – wspomina Makuwka.
Rolnicy przestają zgłaszać szkody. „To jest walka z wiatrakami”
Jak mówi Jarosław Białous, rolnik z okolic Gryfina, trudności dotyczą nie tylko powstawania szkód, ale również ich szacowania oraz późniejszej wypłaty odszkodowań. Jego zdaniem sytuacja doprowadziła do tego, że część rolników przestała już nawet zgłaszać szkody.
– W kole mają ok. 5 mln zł zadłużenia. Część rolników już w ogóle nie składa podań o oszacowanie szkód, bo to jest walka z wiatrakami. Rolnicy są tak zniechęceni, że nie chcą nawet zgłaszać szkód. Byliśmy na szacowaniu, a później słyszymy: „Po co ty piszesz, jak i tak nie zapłacimy?” – mówi.
Rolnik wskazuje również na problemy z otrzymywaniem protokołów z szacowania szkód.
– Nie szacują szkód na czas, później ciężko odzyskać protokoły. Czasami rolnik dostaje dokument dopiero po skoszeniu uprawy. Jak pole jest skoszone, to co nadleśnictwo ma później wyszacować? Najwyżej podtrzyma to, co jest napisane w protokole – twierdzi.
Jako przykład podaje sytuację z tego roku. Na jednej z jego działek podczas oględzin ustalono znaczną powierzchnię uszkodzonej uprawy. Gdy po miesiącu otrzymał protokół, zakres szkody miał być w nim znacznie mniejszy.
– W tym roku na jednej działce ustaliliśmy dużą szkodę. Z sąsiedniej po miesiącu dostałem protokół, a tam nagle szkody nie było. Napisali, że kombajn skosił, a szkodę określili na 5-10 arów. Przecież ustaliliśmy na polu pół hektara. Pytam więc: po co mi ten protokół po miesiącu? Trzeba było powiedzieć od razu. Robią z rolników, jednym słowem, durniów – dodaje.
Szkody w uprawach rolniczych na kwotę 500 tys. zł
Rolnik Paweł Tarnowski uważa, że Koło Łowieckie „Jeleń” powinno zostać rozwiązane. Jak podkreśla, problem polega przede wszystkim na tym, że jego członkowie są niewspółpracujący i nie chcą podejmować z właścicielami pól jakiegokolwiek dialogu. Rolnik mówi wprost, że działalność koła w zdecydowanym stopniu wpłynęła na funkcjonowanie prowadzonego przez niego 700-hektarowego gospodarstwa w miejscowości Chojna.
Jak wylicza Tarnowski, przez ostatnie 5 lat szkody w jego uprawach sięgnęły nawet 500 tys. zł.
– Przy takich stratach gospodarstwo traci płynność i trzeba ratować się kolejnymi kredytami, żeby w ogóle móc prowadzić dalej działalność – mówi.
Powodem kłopotów finansowych był również czas oczekiwania na pieniądze. Z relacji rolnika wynika, że sprawy sądowe trwały po 2-3 lata, a dotyczyły szkód sprzed 4-5 lat.
– W tym czasie ceny środków do produkcji znacząco wzrosły. Za 500 tys. zł mógłbym wtedy kupić ok. 400 t mocznika. Po trzech latach za tę samą kwotę mogłem kupić już tylko ok. 150 t. Nawet odzyskanie całej należności po takim czasie nie rekompensowało więc realnej straty – wylicza.
Rolnik postawił niemal 9 km ogrodzenia za własne pieniądze
Tarnowski postanowił sam zabezpieczyć część gospodarstwa przed zwierzyną.
– Byłem tak zdesperowany, że z własnych pieniędzy musiałem postawić 8,5 km ogrodzenia, żeby odgrodzić część gospodarstwa od zwierzyny. Ani jedna osoba z koła łowieckiego nie zgłosiła się wtedy, żeby pomóc w kosztach tego przedsięwzięcia – twierdzi.
Mimo działań podejmowanych przez Tarnowskiego, trudna sytuacja finansowa gospodarstwa pogłębiała się, a rolnik stopniowo rezygnował z produkcji zwierzęcej, sprzedał świnie, bydło opasowe i mleczne.
– Na tę decyzję wpływała oczywiście sytuacja rynkowa, ale szkody łowieckie były przysłowiowym gwoździem do trumny – wspomina.
Rolnik poniósł stratę z upraw o wartości 60 tys. zł
Kolejnym rolnikiem, który ma zastrzeżenia do działalności Koła „Jeleń”, jest Marcin Harbat z Krajnika Górnego. W liczącym ok. 40 ha gospodarstwie prowadzi produkcję roślinną i zwierzęcą. Hoduje bydło mięsne i świnie oraz uprawia zboża, kukurydzę, użytki zielone i ziemniaki.
Jak mówi, rolnicy chcieliby dobrze żyć z członkami koła, ale na własnym przykładzie wie, że jest to niemożliwe.
– Największe szkody powodują dziki i jelenie. Jednego roku miałem 90 arów ziemniaków i dziki zrobiły tam bardzo dużą szkodę. Naliczono ok. 60 tys. zł strat. Była też kukurydza – na polu zostały praktycznie tylko cztery rzędy, resztę zniszczyły jelenie – wspomina.
Harbat przyznaje, że również miał trudności z odzyskaniem pieniędzy za szkody.
– Mam też problemy z wypłatą pieniędzy za szkody. Część spraw jest już u komornika. Zdarzały się przelewy, przy których trudno było ustalić, czego dokładnie dotyczą. Mam nawet przelew na kwotę 86 groszy – przyznaje.
Rolnik: „Myśliwi niszczyli uprawy jeżdżąc samochodami po polach”
W ocenie rolnika zdarzały się również sytuacje, w których myśliwi rozjeżdżali pola uprawne samochodami podczas polowań.
– Zamiast wyciągnąć zastrzelonego dzika z łanu, jeździli samochodem po zbożu, zostawiając kolejne ślady i łamiąc rośliny. Kiedy mój znajomy zwrócił uwagę na tę sytuację, usłyszał: „A weź nam udowodnij” – dodaje.
Rolnik: „Dziki przeryły co najmniej 50% mojego gospodarstwa”
Swoich zastrzeżeń do działalności Koła Łowieckiego „Jeleń” nie kryje również Konrad Klonowski, rolnik z gm. Moryń i członek Zachodniopomorskiej Izby Rolniczej. W liczącym ok. 100 ha gospodarstwie uprawia zboża, kukurydzę i rzepak. Jak przyznaje, szkody wyrządzone przez dziką zwierzynę objęły ok. 50% jego upraw. Żeby odzyskać pieniądze, musiał skierować sprawę do sądu, bo jego zdaniem, koło oszacowało straty, ale nie wypłaciło należnego odszkodowania.
– W 2021 r. szkody były potężne. Dziki przeryły co najmniej 50% mojego gospodarstwa. Koło łowieckie szacowało szkody, myśmy to przyjmowali, ale później pieniędzy nie było. Trzeba było iść do sądu, do komornika, żeby odzyskać swoje pieniądze – wyjaśnia.
Koło płaci za dzierżawę obwodu, ale nie ma pieniędzy na odszkodowania dla rolników?
Klonowski zwraca uwagę, że koło płaci za dzierżawę obwodu, podczas gdy rolnicy nadal czekają na odszkodowania.
– My potrzebujemy takiego koła, które będzie normalnie funkcjonowało. Za długo już to trwa. My nie mamy płaconych pieniążków już od iluś lat. Mam jeszcze niezapłaconą szkodę w kukurydzy z ubiegłego roku, a teraz doszła kolejna. Dlatego pytam: gdzie tu jest rolnik? Rolnik to jest ostatni w tym wszystkim. Nikt o nim nie myśli. Ma protokół, ma szkodę, a później jeszcze musi walczyć w sądzie i ponosić koszty – denerwuje się Klonowski.
Jego zdaniem system wypłaty odszkodowań w tym przypadku powinien wyglądać zdecydowanie inaczej.
– Skoro państwo pobiera pieniądze za dzierżawę obwodów, to państwo powinno odpowiadać za szkody i wypłacać rolnikom odszkodowania. Wtedy rolnik nie musiałby latami walczyć o swoje pieniądze – dodaje.
PZŁ: kontrole wykazały niewłaściwą gospodarkę łowiecką
O stanowisko w sprawie Koła „Jeleń” poprosiliśmy Polski Związek Łowiecki, który potwierdził, że zna sytuację koła oraz problem niewypłacania rolnikom odszkodowań.
Jak przekazał Wacław Matysek, p.o. rzecznika prasowego PZŁ, podczas dwóch kontroli – w listopadzie 2024 r. i październiku 2025 r. – stwierdzono niewłaściwe prowadzenie gospodarki łowieckiej.
W związku z tym PZŁ wystąpił do Starosty Gryfińskiego z wnioskami o wypowiedzenie umów dzierżawy obwodów łowieckich. Ostatni taki wniosek został złożony 6 marca 2026 r.
– Wydzierżawiający może wypowiedzieć umowę dzierżawy bez zachowania terminów wypowiedzenia na wniosek PZŁ w przypadku negatywnej oceny prowadzenia gospodarki łowieckiej przez dzierżawcę obwodu łowieckiego, wynikającej z postępowania kontrolnego – wyjaśnia Matysek, powołując się na art. 29a ust. 2a pkt 2 ustawy Prawo łowieckie.
Jak zaznacza rzecznik, przepisy przewidują możliwość, a nie obowiązek wypowiedzenia umowy przez starostę. Od marca 2026 r. Starosta Gryfiński nie podjął decyzji o wypowiedzeniu umów dzierżawy. W jednym z pism miał natomiast wskazywać, że rozważa taką możliwość po zakończeniu zbiorów.
PZŁ odnosi się również do kwestii odszkodowań wypłaconych w związku z działalnością Koła „Jeleń”. Związek wskazuje, że zgodnie z Prawem łowieckim odpowiada solidarnie za szkody łowieckie powstałe w obwodach dzierżawionych przez Koło „Jeleń”. Jak poinformował Matysek, do tej pory PZŁ zapłacił za koło około 3,5 mln zł odszkodowań.
PZŁ nie potwierdza natomiast informacji o prowadzonych postępowaniach dyscyplinarnych, nieprawidłowościach przy organizacji polowań komercyjnych ani niewłaściwych rozliczeniach finansowych. Związek przekazał również, że nie otrzymywał informacji o polowaniach organizowanych z naruszeniem obowiązujących procedur.
Starostwo: sprawa rozwiązania umów z Kołem „Jeleń” jest w toku
O stanowisko poprosiliśmy również Starostwo Powiatowe w Gryfinie. Urząd wyjaśnia, że umowy dzierżawy obwodów nr 262 i 280 zostały zawarte z Kołem Łowieckim „Jeleń” w 2022 r. na dwa lata, a następnie przedłużone do 10 lat zgodnie z przepisami Prawa łowieckiego. Jak podkreśla starostwo, same zarzuty wobec koła nie pozwalają na automatyczne rozwiązanie umowy, a decyzja musi mieć podstawę prawną lub umowną. Jak twierdzi urząd, na sytuację wpływało również toczące się postępowanie sądowe i wydane w nim zabezpieczenie roszczeń.
Starostwo przyznaje także, że otrzymywało informacje dotyczące funkcjonowania koła, w tym szkód łowieckich. Jednocześnie podkreśla, że odpowiedzialność za ich naprawienie spoczywa na dzierżawcy lub zarządcy obwodu. Urząd nie prowadzi też kontroli finansowej koła i nie ma uprawnień do sprawdzania jego rachunków czy zobowiązań wobec rolników. Przyznaje natomiast, że Koło Łowieckie „Jeleń” miało okresowe zaległości w opłacaniu czynszu dzierżawnego. W listopadzie 2025 r. starostwo podjęło działania zmierzające do wypowiedzenia obu umów z powodu tych zaległości.
Jednocześnie starostwo podkreśla, że postępowanie dotyczące rozwiązania umów z Kołem „Jeleń” nadal trwa. Po otrzymaniu od PZŁ wniosku o natychmiastowe rozwiązanie dzierżawy urząd analizował m.in. konsekwencje prawne takiego kroku, możliwość zapewnienia ciągłości dzierżawy oraz odpowiedzialność za szkody w okresie przejściowym. 11 sierpnia 2026 r. starosta zwrócił się do Zarządu Okręgowego PZŁ w Szczecinie o wskazanie dalszego sposobu postępowania, w tym o wyjaśnienie, czy mimo negatywnej oceny działalności Koło „Jeleń” mogłoby ponownie ubiegać się o dzierżawę tych samych obwodów. Starostwo chce również poznać harmonogram wyboru nowego dzierżawcy. Jak podkreśla urząd, celem jest rozwiązanie obecnej sytuacji w sposób, który nie pozostawi obwodów bez dzierżawcy.
Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie Koła Łowieckiego „Jeleń”
Sprawą Koła Łowieckiego „Jeleń” zajmuje się również Prokuratura Okręgowa w Szczecinie. Jak przekazała prokurator Julia Szozda, rzecznik prasowy tej jednostki, prowadzone jest śledztwo przeciwko czterem podejrzanym dotyczące działań podejmowanych w latach 2022–2026, które miały udaremnić zaspokojenie wierzycieli koła.
Według prokuratury podejrzani mieli działać wspólnie i w porozumieniu z innymi ustalonymi osobami, będącymi członkami zarządu Koła Łowieckiego „Jeleń” w Chojnie. Śledczy badają, czy w celu uniemożliwienia wykonania orzeczeń sądowych objętych postępowaniami komorniczymi prowadzono gospodarkę finansową koła z pominięciem jego rachunku bankowego, bez prowadzenia dokumentacji przychodów. Miało to służyć ukrywaniu składników majątku zagrożonych zajęciem. Postępowanie dotyczy podejrzenia popełnienia czynu z art. 300 § 2 Kodeksu karnego.
Prokuratura bada również sprawę protokołów szacowania szkód łowieckich sporządzanych w latach 2021–2022 w Chojnie, Witnicy i innych miejscowościach województwa zachodniopomorskiego. Chodzi o podejrzenie poświadczenia nieprawdy w dokumentach poprzez nierzetelne obliczenie szkód wyrządzonych przez zwierzynę w uprawach i płodach rolnych. Według śledczych miało to służyć osiągnięciu korzyści majątkowej poprzez zawyżenie wartości odszkodowań należnych od Koła Łowieckiego „Jeleń” i Polskiego Związku Łowieckiego.
Jak informuje prokuratura, sprawa doprowadziła do wydania wyroków zasądzających na rzecz poszkodowanych rolników odszkodowania w łącznej wysokości 2,7 mln zł. W tym zakresie śledztwo dotyczy podejrzenia popełnienia czynu z art. 271 § 3 Kodeksu karnego.
Prokuratura odniosła się również do sprawy kłusownictwa
Jak zaznacza prokurator Julia Szozda, prowadzone śledztwo nie obejmuje czynów związanych z kłusownictwem. Do akt dołączono jednak materiały przekazane przez Państwową Straż Łowiecką dotyczące podejrzenia takich przestępstw, jeśli zostaną ujawnione okoliczności uzasadniające podejrzenie ich popełnienia, mogą one zostać objęte śledztwem.
Prokuratura Rejonowa w Gryfinie prowadziła ponadto dwa postępowania związane z działalnością Koła Łowieckiego „Jeleń”. Pierwsze dotyczyło podejrzenia wejścia w posiadanie bezprawnie pozyskanych tusz i trofeów zwierzyny łownej podczas polowania komercyjnego zorganizowanego w dniach 11–13 grudnia 2025 r. na obwodach łowieckich nr 262 i 280, dzierżawionych przez koło. Dochodzenie umorzono 10 lutego 2026 r. z powodu braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu.
Drugie postępowanie dotyczyło gróźb karalnych oraz znieważenia podczas oględzin szkody łowieckiej w pobliżu miejscowości Wilkoszyce 11 kwietnia 2025 r. W tej sprawie odmówiono wszczęcia dochodzenia 12 września 2025 r. z uwagi na brak znamion czynu zabronionego w zakresie gróźb oraz brak podstaw do objęcia ściganiem z urzędu czynu prywatnoskargowego w zakresie znieważenia. Jak przekazała rzeczniczka, oba postanowienia w sprawach prowadzonych przez prokuraturę w Gryfinie są prawomocne.
Koło Łowieckie „Jeleń” ma inne stanowisko. Kwestionuje część odszkodowań
Prezes Koła Łowieckiego „Jeleń” Franciszek Jamniuk nie zgadza się z zarzutami kierowanymi pod adresem koła. Jak przekonuje, sytuacji myśliwych nie można oceniać wyłącznie przez pryzmat zadłużenia i problemów z wypłatą odszkodowań. Jego zdaniem trzeba również przyjrzeć się temu, w jaki sposób szacowano szkody łowieckie i czy wszystkie wypłaty były uzasadnione.
Jamniuk wskazuje, że koło ma zastrzeżenia do części przeprowadzonych szacowań. Jak twierdzi, w niektórych sprawach dokumentacja była niekompletna i nie pozwalała dokładnie sprawdzić, na jakiej podstawie wyliczono wysokość strat. Chodzi między innymi o brak części wyników prób, szkiców uszkodzeń czy szczegółowych opisów fotografii. W przekazanej redakcji opinii specjalistycznej zakwestionowano możliwość rzetelnej weryfikacji niektórych wyliczeń, a także wybranych decyzji podejmowanych na etapie odwoławczym.
Prezes zwraca uwagę na przypadki, w których po szacowaniu odwoławczym wysokość odszkodowania znacząco wzrosła w porównaniu z wyceną wykonaną przez koło. W jego ocenie takie różnice wymagają wyjaśnienia.
Jamniuk chce wyjaśnienia zgłoszeń szkód
Jednym z przykładów przywoływanych przez prezesa jest sprawa szkód zgłaszanych w imieniu rolnika Pawła Tarnowskiego. Jak wynika z zawiadomienia z 16 września 2026 r., Koło Łowieckie „Jeleń” zwróciło się do Prokuratury Rejonowej w Gryfinie o zbadanie podejrzenia usiłowania doprowadzenia koła do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.
Jamniuk wskazuje przede wszystkim na zgłoszenie szkody w uprawie łubinu. Według dokumentacji przedstawionej przez koło podczas czynności terenowych nie potwierdzono szkody w zakresie, który uzasadniałby zgłoszone roszczenie. Prezes chce, aby wyjaśniono, kto przygotowywał zgłoszenia, jakie informacje w nich zawarto i na jakiej podstawie występowano o odszkodowanie.
Koło wnosi również o zbadanie zakresu pełnomocnictwa udzielonego Nikodemowi Sielskiemu, jak podkreśla Jamniuk, chodzi o ustalenie okoliczności sprawy, a nie o przesądzanie z góry, kto ponosi odpowiedzialność.
Prezes zwraca uwagę, że jeśli w konkretnym postępowaniu potwierdzono by świadome dochodzenie odszkodowania za szkodę, która nie wystąpiła, albo przedstawienie jej w sposób niezgodny z rzeczywistością, sprawa wymagałaby odpowiedniej oceny prawnej. Jamniuk powołuje się także na nagrania, które – w jego ocenie – mogą pomóc w wyjaśnieniu zgłaszanych wątpliwości.
Koło przekonuje, że nie pozostawia rolników samych ze szkodami
Jamniuk nie zgadza się również z krytyką dotyczącą sposobu prowadzenia gospodarki łowieckiej. Jak zapewnia, koło podejmuje działania, które mają ograniczać szkody w uprawach. Chodzi między innymi o monitorowanie obwodów, wykładanie środków odstraszających zwierzynę w zagrożonych miejscach oraz organizowanie dyżurów myśliwych przy polach, gdy sytuacja tego wymaga.
Prezes podkreśla, że samo wystąpienie szkody nie oznacza jeszcze, że każde zgłoszone roszczenie powinno zakończyć się wypłatą odszkodowania w żądanej wysokości. Jak wskazuje, podczas niektórych szacowań, również odwoławczych, nie stwierdzono szkód uzasadniających wypłatę.
Koło nie kwestionuje przy tym, że dzikie zwierzęta niszczą uprawy. Jak zaznacza w swoim stanowisku, nie twierdzi, że szkody łowieckie nie występują. Chce natomiast, aby każde zgłoszenie było oceniane na podstawie rzeczywistego stanu upraw i dokumentacji.
Zarząd zapewnia również, że nie akceptuje niszczenia zabezpieczeń ani powodowania szkód w uprawach podczas polowań. Według deklaracji koła każdy udokumentowany przypadek takiego działania powinien zostać wyjaśniony.
Prezes porusza także kwestię utrudniania dostępu do łowisk. Jak twierdzi, zdarzały się przeszkody na drogach dojazdowych, które utrudniały prowadzenie gospodarki łowieckiej. Zastrzega jednak, że nie kieruje tych uwag pod adresem wszystkich rolników. Jak przekonuje, zależy mu na współpracy z osobami gospodarującymi na terenie dzierżawionych obwodów.
Ponad milion złotych należności objętej egzekucją
Jamniuk przekonuje, że koło chce wyjaśnić sporne sprawy i poprawić swoją sytuację finansową i jednocześnie nie zgadza się z oceną, że samo zadłużenie przesądza o nieprawidłowym prowadzeniu gospodarki łowieckiej. W jego ocenie trzeba rozpatrywać zarówno zobowiązania koła, jak i okoliczności, które doprowadziły do obecnych problemów.
Z dokumentów przekazanych redakcji wynika, że na 29 lipca 2026 r. należność objęta egzekucją komorniczą przekraczała 1,07 mln zł, a niespłacone koszty egzekucyjne wynosiły ponad 107 tys. zł. Warto podkreślić, że są to dane dotyczące konkretnego dnia (29.07.2026 r.), nie zaś aktualne saldo wszystkich zobowiązań koła.
Prezes uważa, że „Jeleń” powinien mieć możliwość poprawy płynności finansowej i dalszego prowadzenia działalności. Jego zdaniem problemy finansowe nie powinny automatycznie przesądzać o ocenie całej gospodarki łowieckiej. Koło chce, aby jego zastrzeżenia dotyczące szacowania szkód również zostały sprawdzone.
Stanowisko Jamniuka pozostaje jednak odmienne od ustaleń kontroli Polskiego Związku Łowieckiego, która – według wcześniej przekazanych redakcji informacji – wykazała nieprawidłowości i doprowadziła do wystąpienia o rozwiązanie umowy dzierżawy obwodów.
Sprawa „Jelenia” nadal się rozwija
Jamniuk zapowiada, że koło będzie przedstawiało dokumenty dotyczące spraw, które jego zdaniem wymagają ponownego sprawdzenia. Jednym z wątków jest śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Szczecinie w sprawie podejrzenia nieprawidłowości przy szacowaniu szkód łowieckich. Osobno koło złożyło zawiadomienie dotyczące zgłoszeń dokonywanych w imieniu jednego z rolników.
Prezes chce, aby organy ścigania przeanalizowały zgromadzony materiał i wyjaśniły wszystkie wskazane przez koło wątpliwości. Na razie nie można jednak przesądzać, czy doszło do przestępstwa ani kto ewentualnie ponosiłby za nie odpowiedzialność.
Sprawa pozostaje więc w toku, a kolejne dokumenty i stanowiska przynoszą nowe informacje, ale też kolejne pytania wymagające odpowiedzi. Ostateczna ocena będzie należała do właściwych organów i sądów. Do tego czasu zarówno zarzuty stawiane przez koło, jak i zastrzeżenia kierowane pod jego adresem należy traktować jako stanowiska stron, a nie prawomocnie potwierdzone ustalenia.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
