Nowe plany ogólne sparaliżują rozwój polskiej wsi
– 10 hektarów łąk było podstawą przy żywieniu bydła. Teraz nadal zbieramy pasze z łąk i magazynujemy, a w latach dotkniętych suszą, kiedy hodowcy bydła szukają na rynku siana lub sianokiszonki, tę paszę sprzedajemy, przy dobrej koniunkturze i po stosunkowo dobrych cenach – wyjaśnił rolnik.
Sylwester Żelechowicz nie tylko działa w Mazowieckiej Izbie Rolniczej jest również radnym w radzie gminy Zbuczyn. Jego zdaniem, największym aktualnym problemem zarówno samorządów gmin wiejskich, jak i społeczności wiejskiej i rolników są ogólne plany gmin, jakie obecnie wchodzą w życie.
– Te plany zupełnie sparaliżują, wręcz zablokują inwestycje na wsiach, mieszkańcy w wielu przypadkach nie będą mieli możliwości budowy domów na swoich działkach pomimo że te działki są położone w dobrej lokalizacji przy drogach asfaltowych z dostępem do mediów. Rolnicy będą mieli olbrzymie problemy, aby budować nowe inwestycje w postaci budynków inwentarskich czy też gospodarczych. To zahamuje rozwój rolnictwa, rozwój firm współpracujących z rolnikami, jak i działalność lokalnych firm budowlanych. Moim zdaniem, te nowe plany służą tylko i wyłącznie na korzyść lobby deweloperskiemu, a my samorządowcy pomimo że nie chcemy ich wprowadzać, to musimy. Mamy związane ręce, bo to narzucono nam z góry. Dziś samorządy są bardzo zależne od władzy centralnej i mają coraz mniej do stanowienia. Kiedyś radni i wójtowie byli blisko ludzkich spraw, bo sami decydowali i podejmowali decyzje dobre dla swoich społeczności. Teraz poprzez narzucanie nam wszystkiego z góry czy to z władzy krajowej czy to z unijnej powoduje, że samorządy wykonują decyzje, które gdzie indziej zapadają. Jest to złe, bo to oddala władze od zwykłych ludzi – podkreślił Sylwester Żelechowicz.
Koniec dotychczasowych studiów zagospodarowania – czym jest POG?
Plan ogólny gminy (POG) to nowy, obowiązkowy dokument planistyczny, który zastępuje dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Plany ogólne gmin powinny być przyjęte według założeń do końca sierpnia 2026 roku, radni gminy Zbuczyn jeszcze tego nie zrobili i odciągają sprawę jak tylko się da, bo jest to z korzyścią dla lokalnych mieszkańców.
Opór samorządu w Zbuczynie i walka o tereny pod budowę
– Jako gmina Zbuczyn tego planu ogólnego jeszcze nie przyjęliśmy, czyli zrobiliśmy swego rodzaju bunt. Bo chcemy jeszcze ugrać dodatkowe hektary pod zabudowę mieszkaniową. Gmina Zbuczyn jest duża obszarowo, a te odgórne limity, jakie nam przyznano, jak ja to mówię tę "zieloną farbę", którą zaznaczamy miejsca, gdzie będzie można wznosić budynki, są bardzo małe. Teraz my radni jesteśmy w takiej niekomfortowej sytuacji, że musimy decydować, że tu można będzie się budować, a tu już nie. Wybieramy miejsca najbardziej atrakcyjne pod względem inwestycji budowlanych, ale to będzie bardzo mały obszar naszej gminy, zaledwie ok. 10%. Bo tyle przyznano nam tej "zielonej farby". Można powiedzieć, że ile tej "zielonej farby", tyle będzie wolności budowlanej. Dojdzie do sytuacji, że ktoś ma atrakcyjną działkę i nie będzie mógł na niej nic pobudować, ta działka straci zupełnie na wartości. To nowe prawo to jest zupełne nieporozumienie i jeszcze zmusza samorządy, aby działały na niekorzyść swoich mieszkańców. Te plany ogólne godzą też w rolników, którzy w wielu przypadkach nie tylko nie będą mogli budować nowych obór, chlewni, garaży, magazynów, ale też nie będą mogli rozbudować swoich obiektów. Zabiera się możliwość dysponowania swoją własnością. Te nowe plany są zupełnie niepotrzebne, bo przecież wójtowie ani radni nie są oderwani od rzeczywistości i nie dadzą pozwolenia na budowę w zupełnej dziczy – zakończył Sylwester Żelechowicz.
Andrzej Rutkowski
