Adrian Wawrzyniak, rzecznik rolniczej Solidarności.Ireneusz Oleszczyński
StoryEditorProtest rolników

Rolnicy ogłosili pogotowie strajkowe. Połączą siły z transportowcami i zablokują drogi?

28.10.2026., 12:00h

Rolnicy szykują kolejne protesty. Podczas wtorkowej pikiety w Warszawie ogłosili pogotowie strajkowe. Chcą połączyć siły z transportowcami, a w grę mogą wchodzić także blokady dróg. – Protesty muszą się odbyć – zapowiada Adrian Wawrzyniak, rzecznik rolniczej Solidarności. Rolnicy, z którymi rozmawialiśmy podczas pikiety, przyznają, że ich gospodarstwa o powierzchni 130 czy 150 ha przynoszą dziś straty.

Rolnicy ogłaszają pogotowie strajkowe. Będą kolejne protesty?

We wtorek 27 października w Warszawie protestowali plantatorzy buraków cukrowych, sadownicy i przedstawiciele przemysłu spożywczego. Sprzeciwiali się planowanej podwyżce opłaty cukrowej. Jednak podczas pikiety coraz częściej mówiono nie tylko o podatku, lecz także o pogarszającej się sytuacji całego rolnictwa.

Tomasz Obszański, przewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”, ogłosił pogotowie strajkowe. To zapowiedź przygotowań do kolejnych działań protestacyjnych.

– Dzisiaj zostało ogłoszone pogotowie strajkowe w związku z sytuacją w całym rolnictwie. Jak widzimy, sytuacja jest bardzo dramatyczna. Gospodarstwa rolne są naprawdę pod wielką kreską – mówił Adrian Wawrzyniak, rzecznik prasowy rolniczej Solidarności.

Jak tłumaczył, rolnicy zmagają się z wysokimi kosztami produkcji, szczególnie nawozów, oraz niskimi cenami skupu. Coraz trudniej im utrzymać gospodarstwa, a zapowiadane programy pomocowe, zdaniem związkowców, nie odpowiadają na skalę problemów.

– Rolnicy podejmują dziś bardzo trudne decyzje. Zastanawiają się, czy dalej prowadzić gospodarstwa, czy szukać dodatkowej pracy i dochodów, żeby je utrzymać. A tej pomocy niestety nie ma – podkreślał Wawrzyniak.

Rolnicza Solidarność chce komitetu protestacyjnego. "Musimy zawalczyć o swoje gospodarstwa"

Ogłoszenie pogotowia strajkowego nie oznacza jeszcze, że ustalono termin i miejsca kolejnych protestów. Związkowcy zapowiadają jednak rozmowy z innymi organizacjami rolniczymi i przygotowanie wspólnego planu działania.

– Będziemy teraz zapraszać organizacje rolnicze do rozmów. Trzeba się spotkać, powołać komitet protestacyjny i te protesty po prostu muszą się odbyć. Musimy zawalczyć o swoje gospodarstwa, o przyszłość naszych dzieci i rodzin. Każdy z nas ma swój dom i o ten dom dzisiaj walczymy – mówił Wawrzyniak.

Możliwe protesty z transportowcami. "Mamy przykład z Włoch"

Rozważane są różne formy protestów. Jednym z pomysłów jest zorganizowanie wspólnej akcji, która pokazałaby skalę niezadowolenia rolników. Związkowcy chcą również rozmawiać z branżą transportową.

– Będziemy rozmawiać z transportowcami. Mamy przykład z Włoch, gdzie rolnicy protestowali razem z nimi i blokowano drogi. Widzieliśmy, co się wtedy działo z dostawami żywności do supermarketów. To pokazuje, jak ważnym ogniwem gospodarki są rolnicy i transportowcy – przekonywał rzecznik Solidarności.

„Mam 150 hektarów i jestem zdecydowanie na minusie”

O tym, dlaczego rolnicy tracą cierpliwość, przekonaliśmy się podczas rozmów z plantatorami buraków cukrowych, którzy przyjechali do Warszawy z rejonu cukrowni Dobrzelin.

Jeden z nich uprawia buraki na 27 ha, a całe jego gospodarstwo liczy 150 ha. Jak przyznaje, tegoroczna produkcja nie przyniosła mu zysku.

– W tym roku nie było zysku z uprawy buraków. A proponowana na przyszły rok cena 26 euro za tonę oznacza jeszcze większą stratę.Rzepak i pszenica też praktycznie nie przyniosły dochodu. Nie ma nawet takiej uprawy, z której można byłoby dołożyć do pozostałych – mówi rolnik.

Zapytaliśmy go, czy całe gospodarstwo, liczące 150 ha, zakończy ten rok na plusie.

– W tym roku zdecydowanie na minusie – odpowiada.

Rolnik zwraca również uwagę na rosnące ceny nawozów i trudności z uzyskaniem pomocy.

– Kupiłem nawóz 27 lutego, mam fakturę, a nie mogłem złożyć wniosku o pomoc. Nawet gdybym mógł, to kupiłem nawóz taniej niż wynosiła cena referencyjna. Bardzo mało rolników się zakwalifikuje – ocenia.

Jak dodaje, najbardziej brakuje mu perspektyw na poprawę sytuacji.

– Nie ma przede wszystkim światełka w tunelu. Jakiejś wizji, pomysłu – przyznaje.

„130 hektarów, a człowiek ledwo trzyma się nad wodą”

Podobnie swoją sytuację opisuje kolejny plantator, prowadzący gospodarstwo o powierzchni 130 ha. On również uprawia 27 ha buraków cukrowych.

– Też nie jest za ciekawie. Cena na przyszły rok idzie w dół, więc będzie jeszcze gorzej – mówi.

Na pytanie, czy gospodarstwo przynosi zysk, odpowiada, że udaje mu się jedynie utrzymywać na powierzchni.

– Człowiek trzyma się tylko nad powierzchnią wody. Jeszcze się nie utopił, ale już niewiele brakuje – przyznaje.

Rolnik podkreśla, że gospodarstwo nie może jedynie przetrwać kolejnego sezonu. Musi mieć również pieniądze na rozwój i wymianę sprzętu. Tymczasem inwestycje trzeba odkładać.

– Chodzi o to, żeby nie tylko trwać, ale też inwestować, kupić coś, ułatwić sobie pracę. Tylko za co? Zakupy maszyn są odłożone. Teraz jest ciężko – mówi.

Również plantator uprawiający 10 ha buraków, dostarczający je do cukrowni Dobrzelin, przyznaje, że z roku na rok sytuacja się pogarsza.

– Problemy z roku na rok się powiększają. Cena buraków jest bardzo kiepska, a na przyszły rok proponują jeszcze mniej. Ja osobiście wyszedłem na zero. Są koledzy, którzy może kilka groszy zarobili, ale są też tacy, którzy dołożyli – opowiada.

Plantatorzy buraków ostrzegają przed kolejnymi stratami. „Nie dorzynajcie nas”

Bezpośrednim powodem wtorkowego protestu była planowana podwyżka opłaty cukrowej. Plantatorzy obawiają się, że wyższe obciążenia producentów napojów doprowadzą do ograniczenia sprzedaży, zmniejszenia zapotrzebowania na cukier i dalszej presji na ceny skupu buraków.

– Jesteśmy w krytycznej sytuacji. To największy zakręt w uprawie buraka cukrowego i produkcji cukru w Polsce – alarmował Krzysztof Nykiel, prezes Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego.

Przypominał, że jeszcze dwa lata temu buraki cukrowe uprawiano w Polsce na około 270 tys. ha, a obecnie, według przedstawionych przez niego danych, areał wynosi około 230 tys. ha.

– Za chwilę nie będzie nawet 200 tys. hektarów. Staniemy się importerem cukru. Nie dorzynajcie nas, bo my już ledwo żyjemy – apelował do rządzących.

Kamila Szałaj

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
28. październik 2026 12:15