Dziki zniszczyły mu 2 ha owsa. Myśliwi mówią o 300 zł, a winny ma być rolnik-zdjęcie poglądowe.
StoryEditorreportaż

Dziki zniszczyły mu 2 ha owsa. Myśliwi mówią o 300 zł, a winny ma być rolnik

14.10.2026., 07:00h

Dziki zniszczyły Jakubowi Krawczeniukowi 2 ha owsa, ale rolnik twierdzi, że nie doczekał się oszacowania szkód. Spór z kołem łowieckim dotyczy nie tylko odszkodowania za straty w uprawach, lecz także odpowiedzialności za brak oględzin. Myśliwi mówią o 300 zł i utrzymują, że to rolnik nie dopuścił ich na pole.

Nadleśnictwo Dojlidy popiera wersję koła łowieckiego i uważa, że nie dopuściło się ono bezczynności. Rolnik zaprzecza, by blokował dostęp do uprawy, a sprawą zajmuje się obecnie reprezentująca go kancelaria prawna.

Dziki zniszczyły mu 2 ha owsa

Jakub Krawczeniuk od lat gospodaruje na blisko 200 ha w powiecie białostockim. Jak relacjonuje, szkody wyrządzane przez dziki są dla niego powracającym problemem. – Dzików cały czas przybywa, a straty są już niemal każdego roku – żali się gospodarz. Podkreśla, że tym razem jednak nie zamierza odpuścić sprawy szkód, które w sierpniu 2026 r. objęły około 2 ha owsa.

Wspomina, że wcześniej stracił ponad 5 tys. zł wskutek zniszczenia 4 ha owsa. Jak zaznacza, tej sprawy nie udało mu się doprowadzić do satysfakcjonującego rozwiązania. – W pewnym momencie powiedziałem: dość i darowałem sobie proceduralne przepychanki – mówi, opisując starania dotyczące tego zgłoszenia.

Tym razem podkreśla, że nie zamierza rezygnować z dochodzenia odszkodowania. Spór dotyczy zarówno rozmiaru strat, jak i przebiegu próby przeprowadzenia oględzin.

image
Zdjęcie strat udostępnione przez rolnika
FOTO: Jakub Krawczeniuk

Koło łowieckie: rolnik nie dopuścił nas na pole

Dariusz Krasowski, łowczy koła łowieckiego "Słonka" w Katrynce, przedstawia odmienną wersję wydarzeń. Utrzymuje, że koło odebrało zgłoszenie dotyczące 2 ha owsa i podejmowało działania zgodnie z procedurą, jednak jego przedstawiciele nie uzyskali dostępu do uprawy.

Według Krasowskiego termin oględzin był uzgadniany, a przedstawiciele koła przyjechali na miejsce. Twierdzi, że nie mogli przeprowadzić czynności, ponieważ rolnik nie dopuścił ich do pola.

Krawczeniuk zaprzecza, by blokował dostęp do gruntu. – Nie, to jest nieprawda! – odpowiada na zarzut, że nie pozwolił przedstawicielom koła wejść na pole.

Relacje stron są sprzeczne. Koło utrzymuje, że było gotowe przeprowadzić oględziny, natomiast rolnik kwestionuje przedstawianą przez nie wersję wydarzeń. Rozstrzygnięcie tej kwestii ma znaczenie dla oceny, dlaczego nie doszło do zakończenia procedury szacowania szkody.

image
Martwy dzik znaleziony na polu
FOTO: Jakub Krawczeniuk

Myśliwi mówią o 300 zł, a winny ma być rolnik

Różnice dotyczą także oceny samej uprawy. Krasowski twierdzi, że owies był wyłożony wskutek warunków atmosferycznych, a pole było zachwaszczone. Według jego oceny szkody wyrządzone przez dziki wynosiły maksymalnie 300 zł.

Przedstawiciel koła uważa również, że rolnik oczekiwał rekompensaty za całą uprawę, ponieważ jej zbiór miał być nieopłacalny. Warto podkreślić, że jest to stanowisko koła, a nie niezależnie potwierdzona ekspertyza.

Różnica między oceną rolnika a stanowiskiem koła jest znacząca. Bez kompleksowej dokumentacji pozwalającej zweryfikować zakres uszkodzeń i sposób ich oszacowania nie można jednoznacznie ustalić, z czego wynika ta rozbieżność.

image
Rolnik dokumentuje straty w uprawach
FOTO: Jakub Krawczeniuk

Wcześniej była kukurydza

Nie jest to pierwsza sytuacja, w której Krawczeniuk zgłaszał szkody w uprawach. W 2025 r. problem dotyczył około 4 ha kukurydzy, a w 2026 r. – kolejnych około 2 ha.

Według koła łowieckiego za obie szkody wypłacono odszkodowania. W przypadku szkody w kukurydzy z 2026 r. rolnik nie podpisał ugody, a koło uznaje sprawę za zakończoną. Stanowisko koła jest takie, że wypłata została dokonana, a dokumentacja sporządzona. Niepodpisanie ugody nie przesądza jednak samo w sobie o przyczynach, dla których rolnik jej nie podpisał.

Wcześniejsze szkody stanowią kontekst obecnego konfliktu, ale nie rozstrzygają sporu dotyczącego owsa. Każde zgłoszenie wymaga odrębnej oceny jego okoliczności i dokumentacji.

Rolnik zaprzecza zarzutom

Sprawa trafiła także do Lasów Państwowych, a konkretnie do Nadleśnictwa Dojlidy. W stanowisku przesłanym naszej redakcji leśnicy potwierdzili, że otrzymali zgłoszenia dotyczące szkód łowieckich w owsie. Nadleśnictwo wyjaśniło jednocześnie, że pierwsze wnioski rolnika nie dotarły do koła "Słonka" z powodu błędu w adresie poczty elektronicznej.

W odpowiedzi na pytania top agrar Polska nadleśnictwo podkreśla, że korespondencja i podejmowane działania miały służyć wyjaśnieniu okoliczności zgłoszeń. Jednocześnie opowiada się po stronie wersji przedstawionej przez koło łowieckie w kwestii niedoszłych oględzin.

Według nadleśnictwa koło pozostawało w kontakcie z rolnikiem i wyznaczyło termin oględzin na 16 sierpnia 2026 r. Do szacowania nie doszło – jak napisano w odpowiedzi – "wyłącznie z powodu zakazu wstępu na teren uprawy i odstąpienia od czynności przez poszkodowanego rolnika".

Nadleśnictwo stwierdza wprost: "Koło łowieckie nie dopuściło się więc zwłoki czy bezczynności z własnej winy".

Jakub Krawczeniuk kategorycznie zaprzecza jednak, by uniemożliwił przedstawicielom koła wejście na pole. W tej kwestii strony pozostają przy odmiennych relacjach. Warto podkreślić, że nadleśnictwo opiera swoją ocenę na posiadanej dokumentacji i informacjach dotyczących przebiegu zgłoszenia.

image
Rolnik dokumentuje straty w uprawach
FOTO: Jakub Krawczeniuk

Kto odpowiada za szacowanie szkód po dzikach? Nadleśnictwo wyjaśnia przepisy

Nadleśnictwo wyjaśnia, że jego kompetencje w sprawach szkód łowieckich są ograniczone przepisami. Powołuje się na art. 46d ustawy – Prawo łowieckie, zgodnie z którym nadleśniczy pełni funkcję odwoławczą, a nie odpowiada za bezpośrednie szacowanie szkód w pierwszej instancji.

W odpowiedzi podkreślono: "nadleśniczy nie jest organem pierwszej instancji powołanym do bezpośredniego szacowania szkód w terenie".

Obowiązek przeprowadzenia szacowania spoczywa na dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego, w tym przypadku na kole łowieckim. Odwołanie do nadleśniczego można wnieść w terminie siedmiu dni od podpisania protokołu oględzin sporządzonego przez koło.

Nadleśnictwo wskazuje, że w opisywanej sprawie protokół nie powstał, ponieważ – według jego ustaleń – rolnik nie dopuścił do przeprowadzenia szacowania. W konsekwencji, jak napisano w odpowiedzi, "formalne warunki do wniesienia i rozpatrzenia odwołania nie zostały spełnione".

To stanowisko wyjaśnia, dlaczego nadleśnictwo nie przeprowadziło własnego szacowania w zastępstwie koła. Nie rozstrzyga jednak samo w sobie sporu o to, czy rolnik rzeczywiście odmówił dostępu do pola.

Warto pamiętać, że procedura odwoławcza do nadleśniczego może zostać uruchomiona wyłącznie w terminie 7 dni od dnia podpisania protokołu oględzin sporządzonego przez koło łowieckie.

Nadleśnictwo nie kontroluje kół łowieckich

Nadleśnictwo Dojlidy informuje, że prowadziło z kołem "Słonka" korespondencję wyjaśniającą. Ustalano w jej ramach między innymi kwestie doręczania korespondencji i błędów w adresach e-mail.

Jednocześnie nadleśnictwo zaznacza, że nie ma ustawowych uprawnień do przeprowadzania kontroli działalności statutowej kół łowieckich. Jak wyjaśniono w odpowiedzi, sprawę prowadzono "w granicach kompetencji nadleśnictwa", czyli w zakresie wyjaśniania okoliczności zgłoszonych szkód.

Nadleśnictwo podało również, że nie odnotowało skarg innych rolników dotyczących działalności koła "Słonka". W odpowiedzi odniosło się także do zarzutu ewentualnych zaniedbań proceduralnych. Stwierdziło jednoznacznie, że "działania Nadleśnictwa Dojlidy były w pełni zgodne z prawem".

Rolnik twierdzi jednak, że jego ustalenia przeczą tym tezom. Jakub Krawczeniuk utrzymuje, że co najmniej trzech rolników pozostaje w sporze z kołem łowieckim, a jeden z nich miał wystąpić na drogę sądową.

98 odstrzelonych dzików przy planie 18

Nadleśnictwo przedstawiło również dane dotyczące gospodarki łowieckiej w obwodzie nr 163, na którym działa koło "Słonka". W sezonie łowieckim 2025/2026 pozyskano tam 98 dzików przy planie wynoszącym 18 sztuk. Bieżąca inwentaryzacja szacuje liczebność populacji na 11 osobników.

W ocenie nadleśnictwa liczebność dzików nie stanowi w tym obwodzie problemu wynikającego z zaniedbań w gospodarowaniu populacją. Nadleśnictwo wskazuje, że odstrzał znacznie przekroczył plan, co ma świadczyć o aktywnym ograniczaniu liczebności zwierząt przez dzierżawcę obwodu.

Dane te dotyczą jednak gospodarki łowieckiej w całym obwodzie. Nie przesądzają o rozmiarze szkód w uprawach Krawczeniuka ani o prawidłowości przebiegu oględzin konkretnego pola.

image
Rolnik dokumentuje straty w uprawach
FOTO: Jakub Krawczeniuk

Spór o szkody w owsie może trafić do sądu

Sprawą zajmuje się obecnie kancelaria prawna reprezentująca rolnika. Z naszych informacji wynika, że blisko miesiąc temu wysłano pytania, a obecnie kancelaria oczekuje na odpowiedzi.

Na tym etapie nie ma rozstrzygnięcia, które pozwalałoby jednoznacznie ustalić przebieg spornych oględzin i zakres szkód w owsie. Rolnik zaprzecza, by blokował dostęp do uprawy, natomiast koło łowieckie i nadleśnictwo utrzymują, że to zachowanie zgłaszającego uniemożliwiło przeprowadzenie szacowania.

Wyjaśnienia wymagają więc zarówno okoliczności niedoszłych oględzin, jak i ocena strat w konkretnej uprawie. Niewykluczone, że spór będzie musiał rozstrzygnąć sąd.

Krzysztof Zacharuk

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
14. październik 2026 07:02