30 lat Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Jak zmieniło się rolnictwo i z czym dziś mierzą się gospodarstwa?
Trzy dekady działalności Wielkopolskiej Izby Rolniczej to czas głębokich zmian na polskiej i wielkopolskiej wsi – od transformacji gospodarczej i wejścia Polski do Unii Europejskiej po rosnące wyzwania klimatyczne, niestabilność rynków, choroby zwierząt i coraz bardziej złożone regulacje. O historii, roli i kompetencjach samorządu rolniczego, najważniejszych problemach wielkopolskich gospodarstw oraz o tym, jak powinna wyglądać przyszłość Izby, rozmawiamy z prezesem WIR Mieczysławem Łuczakiem i dyrektorem WIR Grzegorzem Wysockim.
Anna Arabska, WRP: 30 lat działalności Wielkopolskiej Izby Rolniczej to okazja do podsumowań. Jakie wydarzenia i decyzje z historii Izby uważają Państwo za najważniejsze dla jej rozwoju i pozycji, jaką dziś zajmuje?
Mieczysław Łuczak, prezes WIR: Patrząc na trzydzieści lat działalności, wskazałbym przede wszystkim kilka momentów, które zbudowały fundament dzisiejszej Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Pierwszym było oczywiście odrodzenie samorządu rolniczego w 1996 roku. Ustawa z 14 grudnia 1995 roku stworzyła podstawę prawną do reaktywowania izb rolniczych, a pierwsze wybory pozwoliły rolnikom ponownie wyłonić swoich przedstawicieli. W Wielkopolsce miało to szczególne znaczenie, ponieważ w 1996 roku powstało pięć izb odpowiadających ówczesnemu podziałowi administracyjnemu: kaliska, konińska, leszczyńska, pilska i poznańska. W województwie poznańskim frekwencja w pierwszych wyborach wyniosła 44,05%. Był to najlepszy wynik w kraju i bardzo ważny sygnał społecznego zainteresowania ideą samorządu rolniczego.
Drugim przełomem była reforma administracyjna i utworzenie w 1999 roku jednej Wielkopolskiej Izby Rolniczej. To połączenie pięciu środowisk pozwoliło stworzyć reprezentację obejmującą całe województwo. 10 lutego 1999 roku zwołano nadzwyczajne zgromadzenie, a pierwsze Walne Zgromadzenie, na którym przyjęto obecną nazwę Izby, odbyło się 25 lutego.
Trzecim elementem była konsekwentna budowa zaplecza organizacyjnego. W ciągu kolejnych lat powstały biura, struktury powiatowe, zespoły specjalistów oraz trwałe mechanizmy współpracy z administracją, samorządami, instytucjami rolniczymi i organizacjami branżowymi. Dzisiaj WIR działa poprzez 31 biur powiatowych i 31 rad powiatowych, obejmujących 226 gmin.
I wreszcie – bardzo ważna była konsekwencja w reprezentowaniu interesów rolników. Izba przez lata wypracowała własne doświadczenie w opiniowaniu projektów przepisów, zgłaszaniu wniosków, organizowaniu debat i forów rolniczych oraz przekazywaniu organom administracji informacji, problemów i wniosków płynących bezpośrednio z gospodarstw. To właśnie ta codzienna, mozolna i merytoryczna praca w dużej mierze zbudowała obecną pozycję Wielkopolskiej Izby Rolniczej, jako jednej z wiodących Izb w kraju.
Od gospodarki rynkowej po zmiany klimatu. Wielkopolskie rolnictwo przeszło ogromną transformację
Anna Arabska, WRP: Wielkopolskie rolnictwo bardzo się przez te trzy dekady zmieniło. Jakie są, Państwa zdaniem, największe wyzwania, z którymi wielkopolscy rolnicy mierzyli się w ostatnich 30 latach, a jakie pojawiły się dopiero w ostatnim czasie?
Mieczysław Łuczak, prezes WIR: Przez te trzy dekady zmieniła się właściwie cała gospodarka rolna. W latach 90. podstawowym wyzwaniem było dostosowanie gospodarstw do gospodarki rynkowej, poprawa efektywności i modernizacja. Następnie ogromne znaczenie miało wejście Polski do Unii Europejskiej i dostosowanie gospodarstw do wspólnej polityki rolnej, wymogów jakościowych, środowiskowych i konkurencji na jednolitym rynku.
Jednocześnie następowała koncentracja i specjalizacja produkcji. Wielkopolska ma bardzo silny sektor zwierzęcy – według danych Urzędu Statystycznego w Poznaniu w grudniu 2024 roku znajdowało się tu 26,7% krajowego pogłowia świń i 19,2% krajowego pogłowia bydła. Jesteśmy także liderami w produkcji drobiu. To pokazuje skalę znaczenia regionu, ale również szczególne ryzyka związane z produkcją zwierzęcą.
W ostatnich latach pojawiła się natomiast kombinacja problemów, które wcześniej nie występowały w takiej skali. Mamy większą zmienność cen i kosztów, rosnące znaczenie ryzyka klimatycznego, problemy z dostępnością wody, presję chorób zakaźnych zwierząt, a także coraz bardziej złożone wymogi regulacyjne.
Dlatego dzisiejszy rolnik musi być jednocześnie producentem, przedsiębiorcą, menedżerem ryzyka i osobą bardzo dobrze orientującą się w przepisach. To ogromna zmiana w stosunku do sytuacji sprzed trzydziestu lat.
Anna Arabska, WRP: Izba ma być reprezentantem interesów rolników wobec administracji i władz państwowych. Na ile obecne rozwiązania dotyczące samorządu rolniczego pozwalają skutecznie wpływać na decyzje dotyczące rolnictwa?
Grzegorz Wysocki – Dyrektor WIR: Obecne rozwiązania dają Izbie możliwość reprezentowania rolników, ale zakres realnego wpływu jest ograniczony. Ustawa określa między innymi zadania związane z przygotowywaniem analiz, ocen, opinii i wniosków oraz przedstawianiem ich administracji rządowej i samorządowej. Izby mogą także występować z inicjatywami dotyczącymi regulacji prawnych oraz opiniować projekty przepisów.
Problem polega na tym, że w większości przypadków jest to wpływ opiniodawczy, a nie decyzyjny. Opinia izby rolniczej nie jest co do zasady wiążąca dla organu, który podejmuje decyzję. W praktyce oznacza to, że możemy bardzo dobrze zdiagnozować problem, przygotować stanowisko i przedstawić propozycję rozwiązania, ale ostateczna decyzja należy do administracji albo ustawodawcy.
Nie oznacza to oczywiście, że działalność opiniodawcza jest bez znaczenia. Przeciwnie – pozwala wprowadzać do debaty publicznej wiedzę wynikającą z praktyki gospodarstw. Jednak po trzydziestu latach warto rozpocząć poważną dyskusję o tym, czy obecny model kompetencji jest adekwatny do roli, jakiej oczekują od izb rolnicy.
Jeżeli samorząd rolniczy ma ponosić większą odpowiedzialność za reprezentowanie środowiska, powinien mieć również odpowiednie instrumenty działania. To jednak wymaga decyzji ustawodawcy i precyzyjnego określenia, jakie kompetencje mogłyby zostać przekazane izbom.
Mają następców i chcą się rozwijać. Ale hektar ziemi kosztuje już prawie 100 tys. zł
Anna Arabska, WRP: Wielkopolska jest jednym z najważniejszych regionów rolniczych w Polsce. Czy problemy i potrzeby wielkopolskich gospodarstw różnią się dziś od tych, z którymi mierzą się rolnicy w innych częściach kraju?
Grzegorz Wysocki – Dyrektor WIR: Podstawowe problemy są podobne: opłacalność produkcji, ceny środków produkcji, dostęp do rynków zbytu, wymagania administracyjne, zmiany klimatu czy sukcesja gospodarstw.
Wielkopolska ma jednak swoją specyfikę wynikającą ze struktury produkcji. Szczególnie duże znaczenie ma produkcja zwierzęca, zwłaszcza trzody chlewnej i bydła. Skoro region odpowiada za ponad jedną czwartą krajowego pogłowia świń i niemal jedną piątą pogłowia bydła, to problemy związane z kosztami pasz, energii, bioasekuracją, chorobami zwierząt czy dostępem do rynku mają tutaj szczególnie duże znaczenie.
Cechą wyróżniającą Wielkopolskę jest także odwieczny głód ziemi. Gospodarstwa mają następców i chcą się rozwijać, natomiast jest problem z dostępnością ziemi – podstawowym warsztatem pracy rolnika. Stąd też ceny ziemi w Wielkopolsce są najwyższe w kraju (średnia stawka za hektar wynosi 97.394 zł, a w przypadku najlepszych gruntów przekracza 123 000 zł/ha).
To, co od lat w sposób szczególny dotyka wielkopolskie rolnictwo, to problem niedoboru wody i suszy rolniczej. Wielkopolska należy do regionów Polski najbardziej narażonych na to zjawisko – wpływają na to między innymi relatywnie niskie sumy opadów, rosnące temperatury, dłuższe okresy bez opadów oraz niekorzystny bilans wodny. Problem jest szczególnie istotny wiosną i wczesnym latem, kiedy zapotrzebowanie roślin na wodę szybko rośnie. Susza nie występuje każdego roku z jednakowym nasileniem i w każdym miejscu regionu, ale jej powtarzalność i rosnące ryzyko sprawiają, że kwestia gospodarowania wodą i zwiększania retencji staje się jednym z najważniejszych wyzwań dla wielkopolskiego rolnictwa.
Ważna jest również struktura gospodarstw. Wielkopolskie rolnictwo jest bardzo zróżnicowane – od dużych, silnie wyspecjalizowanych gospodarstw po gospodarstwa mniejsze i rodzinne. Dlatego nie ma jednego rozwiązania, które odpowiadałoby wszystkim.
To jest zresztą jeden z argumentów za silną reprezentacją regionalną. Polityka rolna powinna uwzględniać różnice między regionami i typami gospodarstw, a nie zakładać, że polskie rolnictwo jest jednorodne.
Anna Arabska, WRP: Rolnicy coraz częściej mówią o rosnących kosztach produkcji, niestabilności rynków, zmianach klimatu i unijnych regulacjach. Które z tych zagrożeń będą miały największy wpływ na przyszłość wielkopolskich gospodarstw?
Mieczysław Łuczak, prezes WIR: Nie wskazywalibyśmy jednego zagrożenia. Największym wyzwaniem będzie raczej ich połączenie.
Koszty i ceny rynkowe bezpośrednio wpływają na dochód gospodarstwa. Z kolei zmiany klimatyczne zwiększają ryzyko produkcyjne – susze, przymrozki, gwałtowne opady czy inne ekstremalne zjawiska wyraźnie wpływają na wielkość i jakość plonów.
Trzecim elementem są regulacje. Wspólna polityka rolna na lata 2023–2027 wyraźnie zwiększyła znaczenie celów środowiskowych i klimatycznych, między innymi poprzez ekoschematy i zaostrzone warunki środowiskowe. Jednocześnie polityka UE zakłada poprawę pozycji rolników w łańcuchu dostaw i wzmacnianie ich siły negocjacyjnej.
Dlatego najważniejsze będzie znalezienie równowagi: gospodarstwo musi być jednocześnie ekonomicznie opłacalne, odporne na zmiany klimatu i zdolne do spełniania wymogów środowiskowych. Jeżeli któryś z tych elementów zostanie pominięty, konkurencyjność gospodarstw może być zagrożona.
Co przez 30 lat wypracowała Wielkopolska Izba Rolnicza? Ważna jest ciągłość i reprezentacja rolników
Anna Arabska, WRP: Co z perspektywy czasu uważają Panowie za największą wartość, jaką Izba wypracowała dla wielkopolskiej wsi?
Grzegorz Wysocki – Dyrektor WIR: Największą wartością jest, naszym zdaniem, stworzenie trwałej instytucjonalnej reprezentacji rolników. Izba nie jest tylko biurem czy strukturą administracyjną. Jest miejscem, w którym problemy gospodarstw mogą zostać zebrane, przeanalizowane i przedstawione na poziomie regionalnym oraz krajowym.
Ważna jest również sieć kontaktów i współpracy, którą przez trzy dekady udało się zbudować – z administracją rządową i samorządową, instytucjami obsługującymi rolnictwo, organizacjami branżowymi, nauką i innymi partnerami. WIR organizuje fora, konferencje, szkolenia i debaty, dzięki czemu pełni również funkcję platformy wymiany informacji. Jako jedna z niewielu izb w kraju bierzemy udział w projektach międzynarodowych.
Ale za największą wartość należy uznać ciągłość. Przez trzydzieści lat zmieniały się rządy, przepisy, rynki i technologie, a samorząd rolniczy pozostał stałym elementem życia wielkopolskiej wsi.
To jest dorobek nie jednej kadencji, lecz kilku pokoleń rolników, delegatów i pracowników Izby.
Anna Arabska, WRP: Jaką rolę Wielkopolska Izba Rolnicza powinna odgrywać w kolejnych latach? Czy jej zadania i sposób działania powinny się zmienić, aby lepiej odpowiadać na potrzeby współczesnego rolnika?
Mieczysław Łuczak, prezes WIR: Uważamy, że Izba powinna zachować swoją podstawową funkcję – reprezentowanie rolników – ale jednocześnie powinna rozwijać sposób jej realizacji.
Po pierwsze, potrzebujemy jeszcze lepszego przepływu informacji z gospodarstw do decydentów. Po drugie, warto wzmacniać analityczne zaplecze Izby, tak aby stanowiska nie były tylko reakcją na problemy, ale również zawierały konkretne propozycje rozwiązań. Po trzecie, trzeba jeszcze mocniej wykorzystywać nowe technologie i komunikację cyfrową, aby docierać z przekazem do środowiska rolniczego, zwłaszcza do młodego pokolenia rolników.
Najważniejsza jest jednak kwestia kompetencji. Obecna ustawa o izbach rolniczych w dużej mierze opiera się na opiniowaniu, analizowaniu i składaniu wniosków. Sama WIR od lat zwraca uwagę na ograniczony zakres kompetencji izb.
Jeżeli chcemy silnego samorządu zawodowego rolników, powinniśmy rozpocząć dyskusję o tym, jakie konkretne zadania mogłyby zostać przekazane izbom. Nie chodzi o tworzenie kolejnej warstwy administracji. Chodzi o to, żeby decyzje dotyczące rolnictwa były podejmowane przy wykorzystaniu wiedzy ludzi, którzy na co dzień prowadzą gospodarstwa i ponoszą konsekwencje tych decyzji.
WIR za kolejne 30 lat? „Przyszłość rolnictwa będzie zależała od kolejnych pokoleń”
Anna Arabska, WRP: Na zakończenie pytanie bardziej osobiste: czego życzyliby Państwo Wielkopolskiej Izbie Rolniczej na kolejne dekady i czego życzyliby Państwo samym rolnikom, którzy będą wówczas decydować o przyszłości rolnictwa?
Mieczysław Łuczak, prezes WIR: Wielkopolskiej Izbie życzylibyśmy przede wszystkim tego, żeby pozostała blisko rolników. Żeby za kolejne 30 lat można było powiedzieć, że była nie tylko instytucją istniejącą na papierze, ale organizacją potrzebną i rzeczywiście wykorzystywaną przez środowisko rolnicze. Życzylibyśmy jej również większej sprawczości – takiej, która wynika nie tylko z autorytetu i doświadczenia, ale również z odpowiednio określonych kompetencji.
Rentowność, produktywność i wymiana pokoleniowa to kluczowe wyzwania polskiego rolnictwa. Życzymy zatem wielkopolskim rolnikom przede wszystkim stabilności ekonomicznej, przewidywalnych warunków gospodarowania i polityki rolnej, która pozwala planować inwestycje na wiele lat do przodu.
Młodym ludziom, którzy przejmą gospodarstwa życzymy, aby mieli przekonanie, że rolnictwo jest zawodem z przyszłością. Bo przyszłość rolnictwa będzie zależała nie tylko od wysokości dopłat, cen zbóż czy kosztów nawozów. Będzie zależała przede wszystkim od tego, czy kolejne pokolenie będzie chciało i mogło prowadzić gospodarstwa przejęte od rodziców.
Życzymy również wszystkim rolnikom, aby w tej przyszłości nie zabrakło im odwagi, wiedzy i solidarności. Bo rolnictwo jest działalnością indywidualną, ale jego przyszłość jest wspólną sprawą całego środowiska.
Dziękuję za rozmowę, Anna Arabska
Oprac. Agnieszka Sawicka
