– Dojdzie do protestów, tylko te protesty już nie będą protestami pokojowymi – mówi Łukasz Komorowski, rolnik z woj. mazowieckiego.
Jak przewiduje, przełom może nastąpić w ciągu najbliższych dwóch tygodni, kiedy zakończą się zbiory kukurydzy, a rolnicy będą mogli ostatecznie ocenić sytuację swoich gospodarstw i skalę dostępnej pomocy.
Na razie nie ma konkretnych ustaleń dotyczących terminu, miejsca ani organizatorów ewentualnych demonstracji. Komorowski uważa, że do wspólnego działania powinny przystąpić różne organizacje rolnicze, ponieważ stawką jest przyszłość polskiej wsi.
– Wszystkie organizacje po prostu się zbiorą. Bo chodzi o interes polskiej wsi – podkreśla.
Rolnik zaznacza, że dotychczasowe demonstracje miały łagodny charakter, a ich uczestnicy chcieli przede wszystkim zwrócić uwagę na problemy gospodarstw rolnych. Jednak brak rozwiązań wcześniejszych postulatów sprawia, że frustracja na wsi narasta.
– Dzisiaj siedzenie w domu nie pomoże. Dzisiaj trzeba po prostu wyjść i o swoje zawalczyć – mówi Komorowski.
Aplikacja suszowa pokazała 11 proc. strat. Na polu jest znacznie gorzej
Jednym z głównych powodów niezadowolenia rolników jest sposób szacowania strat przez aplikację suszową. Jak relacjonuje Komorowski, w jego otoczeniu trudno znaleźć gospodarstwa, którym system wykazałby straty przekraczające 30 proc. W przypadku Komorowskiego aplikacja oszacowała je na zaledwie 11 proc.
– Ja nie znam nikogo, kto ma powyżej 30 proc. – mówi rolnik.
Według szacunków rolnika rzeczywiste straty na polach wynoszą od 35 do 50 proc., a w niektórych gospodarstwach sięgają nawet 60 proc. Komorowski uważa, że system raportowania i szacowania suszy nie odzwierciedla skali problemów, z którymi mierzą się producenci rolni.
Rozbieżność między rzeczywistą sytuacją na polu a wynikiem aplikacji suszowej, która co roku budzi kontrowersje, może mieć bezpośrednie konsekwencje finansowe. Jeśli wyliczone straty nie spełnią warunków przyznania pomocy, część gospodarstw może ponownie nie otrzymać rekompensaty za straty w plonach spowodowane suszą.
Rolnicy wciąż liczą na pomoc. Ale nadzieje mogą się skończyć
Zdaniem Komorowskiego wielu gospodarzy nadal czeka na ostateczne rozstrzygnięcia. Wielu liczy, że zmienią się wyniki szacowania strat albo pojawi się możliwość uzyskania większej pomocy.
– Ludzie jeszcze mają nadzieję – zauważa rolnik.
Dodaje, że nastroje mogą się zmienić, gdy gospodarze przekonają się również, że wsparcie do nawozów jest znacznie niższe, niż oczekiwali. W rozmowie przywołuje przykład gospodarstwa, w którym wyliczona pomoc do nawozów miałaby wynieść około 21 zł. Taka kwota nijak nie rozwiąże problemów producentów.
Susza uderzyła w zboża i kukurydzę
Problemy z aplikacją to część trudnej sytuacji gospodarstw. Komorowski wskazuje na straty w uprawach zbóż, kukurydzy. Jak relacjonuje, zboża nie wykształciły odpowiednio ziarna, a kolby kukurydzy nie są tak dobrze wypełnione, jak powinny.
Niższe plony oznaczają mniejsze przychody, a tym samym utrudniają rolnikom sfinansowanie kolejnego sezonu. Dodatkowym obciążeniem pozostają kredyty zaciągnięte na rozwój gospodarstw.
– My chcemy zarobić minimalnie to, co dzisiaj ponosimy na nakłady – podkreśla Komorowski.
Problemem jest także pozycja producentów w łańcuchu dostaw. Komorowski zwraca uwagę na rolę dużych sieci handlowych i międzynarodowych przedsiębiorstw przetwórczych. Jego zdaniem rolnicy, jako dostawcy surowca, mają ograniczone możliwości wpływania na ceny.
„Ceny są już poniżej kosztów produkcji”
Komorowski prowadzi gospodarstwo, w którym utrzymuje bydło mięsne ras Angus i Hereford. Łącznie ma ponad 80 sztuk bydła. Jak ocenia, przy obecnych kosztach produkcji opłacalność hodowli jest poważnie zagrożona.
– Ceny najlepszych byków osiągają obecnie około 16 zł za kilogram żywca, podczas gdy słabsze sztuki, w tym bydło typu HF, mogą kosztować od 10 do 14 zł/kg – mówi hodowca.
Zdaniem rolnika, aby produkcja była opłacalna przy ponoszonych kosztach, cena byków w odpowiedniej klasie powinna wynosić około 20 zł/kg żywca. Rolnik obawia się również dalszego pogorszenia sytuacji na rynku.
– Nie wyobrażam sobie spadków cen, bo te ceny już są poniżej kosztów produkcji – podkreśla.
W takiej sytuacji gospodarstwa mogą mieć trudności z uregulowaniem zobowiązań finansowych. Szczególnie narażone mogą być mniejsze gospodarstwa rodzinne, które dysponują ograniczonym kapitałem i mają mniejsze możliwości rozłożenia ryzyka, zaznacza rozmówca.
Rolnik domaga się zmian w systemie dopłat
Zdaniem Komorowskiego potrzebne są zmiany w sposobie kierowania wsparcia, tak aby większą ochroną objąć gospodarstwa rodzinne. W jego ocenie system powinien lepiej uwzględniać różnice między gospodarstwem, w którym pracuje rodzina, a dużym przedsiębiorstwem rolnym zatrudniającym pracowników.
Rolnik postuluje również wprowadzenie górnego limitu liczby zwierząt, na które można otrzymać dopłaty dobrostanowe. Jego zdaniem zaoszczędzone w ten sposób środki powinny trafić do mniejszych gospodarstw rodzinnych, które mają słabszą pozycję na rynku i mniejsze możliwości negocjowania cen przy sprzedaży mleka, trzody chlewnej czy bydła mięsnego.
Krytycznie ocenia też rozdrobnienie organizacji reprezentujących rolników. Jego zdaniem spory między poszczególnymi środowiskami utrudniają wspólne występowanie w sprawach ważnych dla całej wsi.
Dlatego ewentualne protesty powinny, według niego, połączyć różne organizacje i środowiska rolnicze.
Czy rolnicy będą protestować?
Na razie nie ma konkretnych ustaleń dotyczących terminu, miejsca ani organizatorów ewentualnych protestów. Łukasz Komorowski przewiduje, że nastroje na wsi mogą się zaostrzyć po zakończeniu zbiorów kukurydzy, gdy rolnicy ocenią skalę strat i wysokość dostępnego wsparcia. Jak podkreśla, jego zdaniem wspólne działania organizacji rolniczych mogłyby pomóc w nagłośnieniu problemów gospodarstw.
Samoobrona również ostrzega przed kolejnymi protestami rolników
O konieczności ponownych protestów mówi także Marcin Wroński, zastępca przewodniczącego Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona w województwie kujawsko-pomorskim. Jego zdaniem sytuacja w gospodarstwach jest dziś jeszcze trudniejsza niż podczas wielkich protestów z 2024 roku. Rolnicy zmagają się z rosnącymi kosztami paliwa, nawozów i środków ochrony roślin, a ceny skupu wielu produktów nie pozwalają pokryć wydatków.
Wroński zwraca uwagę, że na nowy sezon plantatorom proponuje się zaledwie 26 euro za tonę buraków cukrowych, podczas gdy w 2007 roku otrzymywali prawie 30 euro. Jak podkreśla, coraz więcej gospodarzy ogranicza produkcję lub szuka dodatkowej pracy poza rolnictwem. Ostro krytykuje również rządzących za brak skutecznych działań na rzecz poprawy sytuacji na wsi.
– Od tego czasu nie zmieniło się nic, jest jeszcze gorzej, dlatego nie widzę innej możliwości, żeby upomnieć się o swoje prawa – podkreśla Wroński, odnosząc się do protestów z 2024 roku. Jego zdaniem bez zdecydowanej reakcji rolników sytuacja gospodarstw będzie się nadal pogarszać.
Agnieszka Sawicka
