Podczas konferencji w Krakowie podkreślano, że obecnie w produkcji świń znacznie bardziej istotne epidemiologicznie i ekonomicznie są syndromy chorobowe niż pojedyncze schorzeniaDominika Stancelewska
StoryEditorŚwinie

Świnie chorują coraz częściej. Eksperci: samo szczepienie już nie wystarczy

01.07.2026., 15:00h

Choroby świń coraz rzadziej mają charakter pojedynczych zakażeń, a znacznie częściej przybierają postać syndromów, w których jednocześnie uczestniczą wirusy, bakterie oraz czynniki środowiskowe. Podczas jubileuszowej, 30. Międzynarodowej Konferencji Lekarzy Chorób Świń „Specjaliści – specjalistom” w Krakowie eksperci zwracali uwagę, że skuteczne zarządzanie zdrowiem stad wymaga dziś połączenia rzetelnego wywiadu epidemiologicznego, diagnostyki laboratoryjnej oraz analizy danych produkcyjnych.

Choroby zakaźne w stadach trzody chlewnej – od patogenów bakteryjnych, takich jak Mycoplasma hyopneumoniae, Salmonella spp., Actinobacillus pleuropneumoniae, po czynniki wirusowe, takie jak PCV2, wirus zespołu rozrodczo-oddechowego świń (PRRSV), wirus grypy świń (SIV) – stanowią ogromne obciążenie dla hodowców ze względu na wzrost śmiertelności u świń, obniżone tempo wzrostu i zaburzenia w rozrodzie. Jedną z najważniejszych zmian ostatnich dekad było odejście od postrzegania chorób zakaźnych jako osobnych jednostek. Dziś lekarze weterynarii znacznie częściej mają do czynienia z wieloczynnikowymi syndromami chorobowymi, w których kilka patogenów oddziałuje jedno­cześnie na organizm zwierzęcia. Dotyczy to zwłaszcza zespołów oddechowych, rozrodczych i pokarmowych.

Jak mówił dr Robert Panek z firmy Ceva Animal Health Polska, epidemiologiczny wywiad lekarski stanowi fundament zwalczania chorób zakaźnych oraz ich diagnostyki i jest kluczowym narzędziem wczesnego wykrywania patogenów oraz zapobiegania ich rozprzestrzenianiu. Często w codziennej praktyce jest niedoceniany, pomijany albo zebrany pobieżnie. A powinien być również okresowo uaktualniany. Rzetelnie przeprowadzona rozmowa z producentem trzody chlewnej pozwala na wstępną ocenę sytuacji zdrowotnej i produkcyjnej w gospodarstwie, a jest to równie istotne jak wyniki badań laboratoryjnych.

image
Jak zaznaczał dr Robert Panek, badania laboratoryjne stały się integralną częścią diagnostyki chorób świń
FOTO: Dominika Stancelewska

Od wywiadu na fermie do badań laboratoryjnych

Jak podkreślał dr Robert Panek, największą rewolucją ostatnich dekad było przejście od leczenia pojedynczych chorób do całościowego zarządzania zdrowiem zwierząt. Wynika to ze zmian w intensywności produkcji, globalizacji rynku oraz z ewolucji samych patogenów. Zmieniła się też rola badań laboratoryjnych w praktyce terenowej. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu diagnoza często opierała się głównie na doświadczeniu lekarza, obserwacji zwierząt oraz badaniu sekcyjnym. Obecnie laboratorium stało się nieodłącznym elementem codziennej pracy. Dostępne są również technologie sekwencjonowania nowej generacji (NGS) lub testy POC (point-of-care testing), czyli badania w miejscu bytowania zwierząt umożliwiające wykrycie patogenów lub przeciwciał w ciągu kilkunastu minut. Rozwój diagnostyki molekularnej umożliwił tworzenie szczegółowych map epidemiologicznych i śledzenie przemieszczania się chociażby poszczególnych podtypów wirusa grypy pomiędzy populacjami ludzi i świń.

– Nie ma tygodnia, w którym nie wysyłałbym prób do laboratorium. Wyniki, które przychodzą, dają pewność, że postępuję prawidłowo. Stanowią również formę perswazji wobec właściciela fermy, ponieważ wyszliśmy już z epoki diagnozowania opartego wyłącznie na „szkiełku i oku” – cytował jeden z głosów praktyków.

Niewłaściwe rozpoznanie choroby zakaźnej lub jego brak może skutkować wdrożeniem nieprawidłowego, a nawet szkodliwego postępowania, w tym leczenia. Dzięki nowoczesnej diagnostyce możliwe jest określenie nie tylko obecności drobnoustrojów, ale również ich wzajemnych relacji, kolejności zakażeń oraz wpływu na przebieg choroby.

– Patogeny, które znamy każde z osobna, wchodzą ze sobą w interakcje, wywołując określone problemy. Czasami musimy rozplątywać ten węzeł gordyjski współistnienia patogenów bardzo długo i nie wyobrażam sobie rozwiązania tego problemu bez pomocy laboratoriów diagnostycznych – mówił dr Panek.

Poubojowa ocena tusz – niedoceniane źródło wiedzy

Wartościowym narzędziem monitorowania zdrowia stad może być poubojowa ocena płuc w rzeźni. Aby pomóc w ustaleniu prawidłowego rozpoznania schorzeń poubojowo, opracowany został Program Ceva Lung (CLP).

– CLP jest jedną z najnowocześ­niejszych metod pozwalających ocenić stan płuc i zdrowotność stada, ponieważ od dawna wiadomo, że istnieje związek między zmianami związanymi ze schorzeniami układu oddechowego a wzrostem zwierząt i wynikami produkcyjnymi – podkreślał dr Panek.

image
Zespoły chorobowe świń
FOTO: Robert Panek

Pomimo że metody oceny płuc w rzeźni są znane od lat, to wciąż wykorzystywane są na zbyt małą skalę. Dzięki regularnym ocenom możliwe jest śledzenie efektów szczepień, identyfikacja problemów zdrowotnych i podejmowanie działań przynoszących korzyści ekonomiczne.

W patogenezie chorób układu oddechowego u trzody chlewnej kluczową rolę odgrywa wirus grypy. Zakażenie prowadzi do uszkodzenia nabłonka dróg oddechowych oraz zaburzenia funkcjonowania mechanizmów odpornościowych. W rezultacie zwiększa się podatność zwierząt na zakażenia wtórne wywoływane przez bakterie oraz inne wirusy.

Jak podkreślała prof. Małgorzata Pomorska-Mól z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, prawdziwe zagrożenie związane z grypą nie wynika wyłącznie z samego zakażenia wirusowego, lecz z konsekwencji, jakie wywołuje ono w układzie oddechowym. Wirus namnaża się w komórkach nabłonka oddechowego i prowadzi do ich szybkiego zniszczenia. Proces ten przebiega wyjątkowo dynamicznie.

– Cykl replikacji wirusa grypy jest bardzo szybki. Już po około sześciu godzinach od zakażenia uwalniane są nowe wiriony potomne, a zakażona komórka ulega lizie, czyli całkowitemu zniszczeniu. To właśnie ten mechanizm stanowi klucz do zrozumienia, dlaczego grypa tak skutecznie przygotowuje grunt pod kolejne infekcje – tłumaczyła prelegentka.

Grypa świń otwiera drzwi innym chorobom

W zdrowych drogach oddechowych komórki nabłonka szczelnie do siebie przylegają, są pokryte rzęskami i warstwą śluzu stanowiącą pierwszą linię obrony przed patogenami. Po zakażeniu wirusem grypy system ten przestaje działać prawidłowo. Uszkodzeniu ulegają rzęski odpowiedzialne za usuwanie zanieczyszczeń, zmieniają się właściwości śluzu, a komórki nabłonka tracą szczelność. Tak zmienione środowisko staje się idealnym miejscem dla wtórnych zakażeń. W efekcie bakterie i inne wirusy znacznie łatwiej kolonizują drogi oddechowe.

W doświadczeniu przedstawionym przez prof. Pomorską-Mól, dotyczącym współzakażenia wirusem grypy i Actinobacillus pleuropneumoniae wykazano, że obecność obu pato­genów jednocześnie prowadziła do zdecydowanie cięższego przebiegu choroby. U wszystkich zwierząt zakażonych dwoma patogenami objawy kliniczne były znacznie bardziej nasilone niż w grupach zakażonych pojedynczo.

– Jednoczesne zakażenie prowadziło do zwiększenia replikacji wirusa grypy w płucach oraz intensywniejszego jego siewstwa. Nie obserwowaliśmy natomiast wzrostu namnażania APP. Oznacza to, że bakteria wzmacniała działanie wirusa przede wszystkim poprzez nasilanie zmian zapalnych – mówiła Małgorzata Pomorska-Mól.

image
– Na grypę świń musimy patrzeć znacznie szerzej. Krążący w stadzie wirus oznacza ryzyko wtórnych zakażeń, pogorszenia wyników produkcyjnych i wzrostu strat ekonomicznych – podkreślała prof. Małgorzata Pomorska-Mól
FOTO: Dominika Stancelewska

Ekspertka zwróciła uwagę, że coraz częściej identyfikowane są szczepy wirusa grypy świń zawierające segmenty genomu pochodzące od pandemicznych wirusów ludzkich.

– Najnowsze dane wskazują na wzrost zjadliwości i potencjału zoonotycznego szczepów zawierających geny pochodzące od ludzkich wirusów pandemicznych. To pokazuje, że musimy patrzeć na bioasekurację również od strony człowieka jako potencjalnego źródła zakażenia dla świń – podkreślała.

Dlatego większego znaczenia nabierają szczepienia pracowników ferm przeciwko grypie sezonowej oraz niedopuszczanie do pracy przy zwierzętach osób wykazujących objawy infekcji dróg oddechowych.

Nowoczesne laboratoria, sztuczna inteligencja, sekwencjonowanie genomów czy zaawansowane modele epidemiologiczne otwierają przed branżą ogromne możliwości, ale ich wartość zależy od właściwej interpretacji wyników. To właśnie umiejętność łączenia wiedzy klinicznej z nowoczesną diagnostyką wydaje się dziś najważniejszym wyzwaniem stojącym przed lekarzami weterynarii zajmującymi się produkcją trzody chlewnej.

Zdrowie stada zaczyna się od danych

– Badaj tylko to, co potrafisz zinterpretować. To bardzo ważna zasada. Sam wynik laboratoryjny nie rozwiązuje problemu, jeśli nie rozumiemy jego znaczenia – podkreślał dr Marian Porowski z Przychodni Weterynaryjnej Animal w Pobiedziskach.

Zdaniem dr. Porowskiego przyszłość weterynarii należy do lekarzy potrafiących nie tylko diagnozować choroby, ale również analizować informacje produkcyjne. Według eksperta zarządzamy tylko tym, co mamy pod kontrolą. A pod kontrolą mamy wyłącznie to, co mierzymy i analizujemy. Niestety, jak zwracał uwagę, w wielu gospodarstwach nadal istnieją ogromne braki w zakresie gromadzenia i wykorzystywania danych produkcyjnych. Tymczasem właśnie one, zdaniem Mariana Porowskiego, pozwalają wykrywać problemy na długo przed pojawieniem się objawów klinicznych. Przykładem mogą być wskaźniki pobrania paszy przez tuczniki, które pozostają jednym z najważniejszych parametrów wpływających na efektywność produkcji.

image
Podczas konferencji w Krakowie podkreślano, że obecnie w produkcji świń znacznie bardziej istotne epidemiologicznie i ekonomicznie są syndromy chorobowe niż pojedyncze schorzenia
FOTO: Dominika Stancelewska

Pamiętać trzeba też o kilku podstawowych zasadach. Badanie laboratoryjne zaczyna się już na fermie i składa się z trzech części: pobrania prób (jest to proces nieodwracalny i ma decydujące znaczenie podczas interpretacji wyniku), zabezpieczenia materiału biologicznego i prawidłowego transportu prób.

Układ pokarmowy świń decyduje o zdrowiu

Doktor Marian Porowski wskazywał, że tradycyjna diagnostyka często koncentruje się na momencie wystąpienia choroby lub padnięcia zwierzęcia. Tymczasem coraz więcej danych sugeruje, że źródła problemów mogą pojawiać się znacznie wcześniej –
już na etapie życia płodowego. Badania obejmujące dziesiątki tysięcy noworodków wykazały obecność licznych zmian patologicznych w wątrobie oraz niedojrzałość przewodu pokarmowego prosiąt jeszcze przed pobraniem pierwszej porcji siary.

– Jeżeli prosię rodzi się z biegunką, to nie jest efekt zakażenia przewodu pokarmowego. Ono rodzi się już z określonymi zaburzeniami metabolicznymi lub uszkodzeniami, które powstały wcześniej – tłumaczył ekspert.

W ostatnich latach coraz częściej zwraca się też uwagę na problemy metaboliczne występujące u świń, a szczególnie u loch i loszek oraz prosiąt w okresie odsadzenia.

– Przedmiotem wnikliwego zainteresowania są mikrobiom i mikrobiota oraz właściwa integracja jelit. Modulowanie mikro­biomu może stać się alternatywnym narzędziem w kontroli chorób ze względu na jego złożoną rolę w trawieniu składników pokarmowych, odporności ogólnej oraz reakcji na różne infekcje, w tym płucne – mówił dr Marian Porowski.

Dominika Stancelewska

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
01. lipiec 2026 15:09