r e k l a m a

Partner serwisu

Protest rolników pod Środą Wlkp.: „Rolnicy muszą się obudzić i walczyć o swoje”.

Wiadomości Polska
Data publikacji 21.03.2018r.

Około 100 rolników z okolic Środy Wielkopolskiej zablokowało drogę krajową nr 11 w Koszutach. W ten sposób rolnicy chcieli zwrócić uwagę na coraz gorszą sytuację w polskim rolnictwie. „Kiedy ASF dojdzie do Kujaw i Wielkopolski, to cała polska gospodarka ucierpi. Dlatego domagamy się wsparcia rządu” – mówią gospodarze. Rolnicy chcą również równych szans na wspólnym rynku unijnym, w tym wyrównania dopłat bezpośrednich.

100 rolników zablokowało drogę w Koszutach

We wtorek, 20 marca 2018 roku w Koszutach (powiat średzki, woj. wielkopolskie) zebrało się około 100 rolników z okolic Środy Wielkopolskiej. Rolnicy zablokowali drogę krajową nr 11 pomiędzy Poznaniem i Środą na niemal 2 godziny.

r e k l a m a



Jednak ich protest, aby był jak najmniej dokuczliwy dla kierowców, polegał na przechodzeniu przez przejście dla pieszych przez 10 minut i następnie przepuszczaniu wszystkich samochodów, które utknęły na blokadzie. Średzcy rolnicy w czasie protestu byli wspierani przez delegację Unii Warzywno-Ziemniaczanej z okolic Sieradza. 

Rolnicy domagają się wsparcia w walce z ASF, równych dopłat bezpośrednich i uczciwych cen za produkty rolne

Rolnicy ze Środy Wielkopolskiej nie zgadzają się na to co się dzieje. Musimy walczyć o swoje gospodarstwa, żebyśmy mogli z nich mu i nasze dzieci żyć – przekonywali protestujący gospodarze.

Rolnicy demonstrujący pod Środą Wielkopolską mają postulaty zbieżne zarówno z rolnikami, którzy ostatnio protestowali podczas targów AgroTech w Kielcach oraz na Lubelszczyźnie, jak i z gospodarzami, którzy blokują drogi w okolicach Sieradza.

Średzcy rolnicy żądają:

  • realnego wsparcia od rządu w walce z ASF, w tym pomocy w zabezpieczaniu gospodarstw przez wirusem afrykańskiego pomoru świń
  • odstrzału dzików, które są głównym czynnikiem przenoszącym wirusa ASF
  • ustabilizowania warunków pracy dla rolników poprzez poprawienie przepisów dotyczących umów kontraktacyjnych
  • wyrównania dopłat bezpośrednich między polskim rolnikami a farmerami z zachodu
  • lepszego nadzoru nad firmami sprowadzającymi produkty rolno-spożywcza do Polski.
– Rolnicy muszą się obudzić i zacząć walczyć o swoje, bo nikt za nas tego nie zrobi – mówił jeden z demonstrantów. 

Jeśli ASF dojdzie do Kujaw i Wielkopolski, to ucierpi na tym cała polska gospodarka

– Wielkim zagrożeniem dla naszych gospodarstw jest ASF i pewnie się przed tym nie uchronimy. Chcemy wiedzieć jak rząd zamierza nam pomóc w zabezpieczeniu naszych gospodarstw czy otrzymamy jakieś wsparcie na wypadek wystąpienia ASF – mówił Mirosław Jackowiak, organizator strajku rolników.

Przypomniał on, że już 2 lata temu rolnicy postulowali, aby znacznie zwiększyć odstrzał dzików ze względu na przenoszenie ASF.
– Jednak zostaliśmy wówczas wyśmiani A Niemcy właśnie już to robią, a pewnie za chwile postawią płot na swojej granicy, żeby jak najbardziej zabezpieczyć się przed tym problemem – mówił jeden z rolników.

– Rządzący chyba nie zdają sobie sprawy, że jak dopuszczą ASF do Wielkopolski i Kujaw to będzie katastrofa gospodarcza dla całego kraju, ponieważ jest to największe zagłębie w hodowli świń – przekonywał Mirosław Jackowiak.

Według niego, jeśli wirus ASF zaatakuje hodowle świń w woj. wielkopolskim i kujawsko-pomorskim i co za tym idzie, zostaną wybite stada, to załamie się rynek zbóż, bo rolnicy nie będą kupować pasz. Dodatkowo ci rolnicy co przestaną produkować świnie będą musieli zmienić branże. – Pewnie pójdą w warzywa czy rzepak, a już teraz rzepak jest za bezcen – dodał organizator strajku.

 W proteście rolników pod Środą Wlkp wzięło udział ok 100 rolników

Protestujący uważają, że umowy kontraktacyjne powinny być podstawą w pracy rolnika

Demonstranci zwracali uwagę na nieskuteczność działania umów kontraktacyjnych, które miały być obowiązkowo zawierane na wszystkie produkty odbierane od rolnika.

– Obecnie takie umowy są zawierane dzień wcześniej, czy nawet w tym samym dniu co następuje sprzedaż. Przecież to jest śmiech na sali.  Co to jest za umowa? Normalna umowa powinna być zawarta zanim rolnik posieje czy wstawi zwierzę do obory. Wówczas rolnik będzie wiedział, czy dana produkcja mu się opłaci i pokryje chociażby koszty – wyjaśniał Mirosław Jackowski.

Podawał przy tym sytuację z grudnia, kiedy do produkcji tucznika hodowcy musieli dopłacić nawet do 120 złotych. – Jeśli ktoś ma 200 czy 500 tuczników, to jest ogromna strata finansowa. Kilka takich dołków i nie ma gospodarstwa. Niejedno gospodarstwo w naszym powiecie padło z podobnych powodów – mówili demonstranci.

Rolnicy zwracają też uwagę na fakt, że wiele przedsiębiorstw przetwórczych jest obecnie w rękach zagranicznego kapitału. Tak jest chociażby w przypadku zakładów mięsnych, które należą do konsorcjów chińskich lub duńskich czy w wielu cukrowni, które mają niemiecki kapitał. 

Praca w gospodarstwie, to już niemal praca niewolnicza bez wynagrodzenia 

Rolnicy zwracali uwagę, że polskie rolnictwo potrzebuje rozwiązań systemowych. Prowadzący gospodarstwo chcą wiedzieć czy jeśli zaangażują się w jakąś produkcję, to finalnie ich gospodarstwa nie zbankrutują.

– A obecna sytuacja sprawia, że prowadzenie gospodarstwie to jest niemal praca niewolnicza, bo my pracujemy ale ceny produktów rolnych są tak niskie, że nie wystarczają nawet na pokrycie kosztów. Musimy wręcz dokładać do tego – mówił jeden z rolników.

Rolnicy zwracali też uwagę, że mieszkańcy miast często nie rozumieją problemów rolnika i uważają, że rolnikom wciąż jest za mało, chociaż mają dopłaty czy dotacje

– Zaczynają nieco inaczej patrzyć na sprawę, jeśli zapytać się ich czy chcieliby otrzymywać taką pensję jak 28 lat temu. A niestety rolnicy w grudniu 2017 roku mieli taką cenę za trzodę chlewną jak 28 lat temu. I to nie jest normalne – mówił Mirosław Jackowiak.

Ministerstwo musi wprowadzić zmiany systemowe, żeby pomóc polskiemu rolnictwu - mówił Mirosław Jackowiak 

Rolnicy chcą uczciwych cen za swoje produkty rolno-spożywcze

Powiat średzki był jednym z tych, które bardzo ucierpiał z powodu sierpniowej wichury, jak również gradobicia czy deszczów nawalnych. Z tego powodu rolnicy mieli niższe plony zbóż, ziemniaków czy warzyw.

Jeszcze niedawno w takiej sytuacji cena za te produkty byłaby wyższa, ale nie tym razem.  
– A to przez to, że do Polski jest sprowadzanych mnóstwo towarów z zagranicy – mówili strajkujący rolnicy.

Dotkliwie odczuwają to właściciele gospodarstw z województwa łódzkiego i wielkopolskiego, którzy zajmują się produkcją warzyw i ziemniaków. Oni już od kilka tygodni protestują, a ich przedstawiciele pojawili się także na strajku w Koszutach.

Obecnie do Polski jest wwożonych z Zachodu około 1 miliona ton ziemniaków rocznie, a sprzedawane są w marketach jako polskie, bo to się im opłaca – mówił Michał Kołodziejczak, prezes stowarzyszenia Unia Warzywno-Ziemniaczana.  



Na kolejnej stronie przeczytasz: 
  • Dlaczego sieciom marketów opłaca się sprowadzać produkty z Zachodu? 
  • Polski klient powinien mieć prawdziwy wybór czy che kupić polską czy zagraniczną żywność
  • Czy rząd zbada dokładnie produkty rolno-spożywcze z zagranicy? 
  • O tym czy są szanse na wyrównanie dopłat bezpośrednich?


Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

W proteście rolników pod Środą Wlkp. wzięło udział około 100 rolników
Jeden z transparentów podczas protestu rolników: Polski tucznik w świecie znany, tu za grosze sprzedawany.
Na protest rolników w Koszutach przyjechali rolnicy z okolic Środy Wilkp. oraz delegacja z Błaszek
Rząd powinien wprowadzić zmiany w systemowe w polskim rolnictwie - mówił Mirosław Jackowski
Michał Kołodziejczak z Unii Warzywno-Ziemniaczanej mówił m.in. o rozmowach z Ministerstwie Rolnictwa
Strajk rolników w Koszutach
Rolnicy zablokowali DK 11 w Koszutach między Środą Wlkp. a Poznaniem
W czasie blokady rolnicy przepuścili jedynie karetkę pogotowia

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a