Dzwonek Pierwszy miesiąc prenumeraty za 50% ceny Sprawdź

r e k l a m a

Partner serwisu

Ardanowski jako minister rolnictwa opłaca się PiS. Ale byłby tylko zderzakiem

Ardanowski jako minister rolnictwa opłaca się PiS. Ale byłby tylko zderzakiem
Wiadomości
Data publikacji 08.11.2022r.

Ostatnio pojawiły się informacje jakoby Jan Krzysztof Ardanowski miał ponownie zostać ministrem rolnictwa. Takie rozwiązanie mogłoby być korzystne dla obecnie rządzącej partii, ponieważ Ardanowski cieszy się dużym poparciem wśród rolników. Ale prawdopodobnie byłby na tym stanowisku jedynie tzw. zderzakiem przedwyborczym.

Czy Ardanowski znowu zostanie ministrem rolnictwa?

Czy Jan Krzysztof Ardanowski zostanie ponownie ministrem rolnictwa? Na pewno takie rozwiązanie byłoby dobre dla Zjednoczonej Prawicy.

Jesteśmy przekonani, że poseł Ardanowski, który jako jedyny minister w najnowszej historii RP zrezygnował na znak protestu ze swojej funkcji, postawiłby kierownictwu PiS bardzo twarde warunki. Zażądałby realnej władzy i odpowiedniego wsparcia branży rolniczej oraz przetwórstwa rolno-spożywczego. Domagałby się też ucywilizowania handlu wielkosieciowego i wielu innych rozwiązań korzystnych dla rolnictwa. Ardanowski na pewno postawiłby twardy warunek: przeproszenia rolników przez władze PiS-u za niesławną „Piątkę Durnoty”. Jesteśmy o tym głęboko przekonani!

Ale odwróćmy postawione wcześniej pytanie. Wobec tego: czy dla Jana Krzysztofa Ardanowskiego byłby korzystny powrót do resortu rolnictwa? Naszym zdaniem, byłoby to dla niego bardzo złe rozwiązanie. Bo według władz Prawa i Sprawiedliwości, Ardanowski miałby zostać tzw. zderzakiem przedwyborczym i służyć jako oręż w walce z AgroUnią i nade wszystko z jej liderem – Michałem Kołodziejczakiem. Ardanowski w roli zderzaka prędko by się zużył i tym samym ograniczył bardzo swój potencjał polityczny. Naszym zdaniem, Ardanowski ma dziś większe poparcie wśród rolników niż wszyscy politycy Zjednoczonej Prawicy razem wzięci łącznie z prezesem Kaczyńskim.

r e k l a m a

Mimo że Polska węglem stoi to brakuje węgla. Czy za kilka lat zabraknie polskiej żywności?

Niestety, nasila się z dnia na dzień polityczna nawalanka. Gdyby energię, jaką politycy zużywają na wzajemne opluwanie się, na kłótnie i mówienie nieprawdy zamienić na prąd, to w Polsce byłby on najtańszy w Europie. Cały czas trwa dyskusja, w której przewija się jedno podstawowe pytanie: dlaczego cierpimy na brak węgla, skoro Polska węglem stoi? Dyskutują o tym politycy, rolnicy, emeryci, a nawet górnicy, którzy protestują w Warszawie. Twierdzą oni, że gigantyczny zysk spółek węglowych – jedna z nich planuje zarobić w tym roku około 8 miliardów złotych – ma być osiągnięty kosztem konsumentów i górników, których płace są marne!

Wyobrażamy sobie za lat kilka dyskusje typu: dlaczego w Polsce brakuje żywności, która jest na dodatek bardzo droga i kto ponosi winę za systematyczną likwidację naszego rolnictwa? Bo już na horyzoncie pojawiają się pierwsze oznaki katastrofy. Niektórzy mogą pomyśleć, że jesteśmy siewcami trwogi i zwątpienia. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Trzoda chlewna po chwilowym wzroście cen skupu do około 8 zł/kg staniała do poziomu 6,5–7 zł. I są oznaki, że ta tendencja będzie kontynuowana.

Źle zaczyna się też dziać na światowym i polskim rynku mleka. Maleje popyt na produkty mleczne. Dla mleczarzy, także polskich, najgorsze jest to, że ten popyt spada w Chinach. Bo to Chiny są dziś największym importerem mleka na świecie i to one dyktują ceny. Chińczycy stosują ciągle strategię „zero COVID”, czyli izolują wielomilionowe miasta, jeśli pojawia się tam zaraza. To zubaża ich ludność i potęguje kłopoty z zaopatrzeniem. Problemy z transportem międzynarodowym spowodowały tam spadek produkcji i wzrost bezrobocia. A dla Chińczyków mleko to towar luksusowy. Gdy pojawiają się problemy, najpierw zrezygnuje się z luksusów. Przenosząc to na nasze podwórko: zamiast bananów jedzą ziemniaki.

Spada popyt na produkty mleczne, przez kampanie oczerniające mleko i inflację

W krajach tradycyjnie konsumujących mleko daje się zauważyć coś, czego wcześniej nie było. Popyt na produkty mleczne nie rośnie już w stałym tempie, jak do tej pory. To zapewne złożony efekt fałszywych kampanii prezentujących mleko jako produkt szkodliwy dla zdrowia, a krowy jako gorsze od węgla (globalne ocieplenie). Swoje dołożyła też wojna tocząca się w Ukrainie, która powoduje wzrost cen energii i kosztów utrzymania. Jest też inflacja, która po pandemii nawet w stabilnych i najbogatszych krajach Zachodu sięga poziomów niewidzianych od ponad 30 lat.

To wszystko sprawia, że w portfelach pozostaje mniej pieniędzy do wydania. Konsumenci kupują więc jak najtańsze produkty. Dotyczy to też artykułów mleczarskich. A koszty produkcji mleka w zagrodzie i jego przetwórstwa w zakładach systematycznie rosną. Ale sieci handlowe, nie patrząc także na wzrastające ceny energii, żądają tańszych produktów: serów, twarogów, masła i galanterii.

Widoczną oznaką kryzysu jest także spadek ceny odtłuszczonego mleka w proszku do poziomu 15,00–15,50 złotych za kilogram. Panuje też stagnacja na rynku masła, spadają ceny przerzutowej śmietany oraz mleka. Przy tym poziomie cen proszków mlecznych ich produkcja stanie się nieopłacalna ze względu na radykalny wzrost cen nośników energii. Czyli już niedługo rolnicy i zakłady mleczarskie będą sprzedawać poniżej kosztów produkcji. Wszak to prosta droga do bankructwa całego polskiego sektora mleczarskiego – zarówno spółdzielczego, jak i prywatnego.

r e k l a m a

Dlaczego rząd nie wspiera polskich mleczarń niższymi cenami prądu?

Na zakończenie ostatnie pytanie: dlaczego rząd nie chce wspierać wszystkich polskich mleczarń bardziej korzystnymi cenami energii elektrycznej? Dodajmy, że te najbardziej korzystne ceny prądu planowane na przyszły rok są i tak około 4 razy wyższe od tegorocznych cen zawartych we wcześniej podpisanych umowach. Bardzo dziwimy się, że rząd Zjednoczonej Prawicy nie chce, aby w 2023 r. – roku wyborczym – żywność była w miarę tania i dostępna. Dodajmy, że pod pojęciem „w miarę tania” rozumiemy, że nie będzie ona astronomicznie droga, ale zapewni rentowność produkcji przynajmniej na poziomie sięgającym 0,5 procenta!

Po raz kolejny przypominamy politycznym elitom, że żywność z importu jest z reguły nie tylko droższa,
ale też i gorsza.

Krzysztof Wróblewski i Paweł Kuroczycki, 
redaktorzy naczelni Tygodnika Poradnika Rolniczego

Widziałeś już nasze video "Ostatni TPR redagowany przez Krzysztofa Wróblewskiego. A w nim m.in. o gniewie rolników"?

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a