Dzwonek Pierwszy miesiąc prenumeraty za 50% ceny Sprawdź

r e k l a m a

Partner serwisu

Seniorze, dokąd cię podwieźć? - Jak funkcjonuje najnowszy projekt z Sieniawy Żarskiej?

Karolina Kasperek
Kategoria: Wieś i Rodzina
Seniorze, dokąd cię podwieźć? - Jak funkcjonuje najnowszy projekt z Sieniawy Żarskiej?
Wieś i Rodzina wieś i rodzina
Data publikacji 04.09.2022r.

Jakiś czas temu napisaliśmy o przygotowywanym przez lubuską Fundację Pięknolesie z Sieniawy Żarskiej projekcie „Mobilny senior”. W Sieniawie i zachodnio­pomorskim Postominie trwał pilotaż. Od kilku tygodni projekt, który ruszył w połowie marca, działa pełną parą. O wzruszeniach, trudach i sukcesach przedsięwzięcia porozmawialiśmy z jego beneficjentami i wolontariuszami, którzy wożą seniorów swoimi samochodami.

Po drodze do Sieniawy Żarskiej zatrzymuję się w Bieniowie. Na ulicy zlanej żarem z nieba czeka Teresa Kowalczewska – przewodnicząca miejscowego koła i beneficjentka programu "Mobilny senior". Jej dwie koleżanki już czekają w maleńkiej siedzibie koła w chłodnym, ceglanym, poniemieckim budynku. Janina, siedemdziesięciolatka, jest wożona, Stefania jest wolontariuszką. Za trzy lata stuknie jej osiemdziesiątka. Cieszy się, że przechytrzyła "dwie siekierki".

Przeszkolono nas kilka razy, i wożonych, i wożących. Jak Janka chce, żeby gdzieś ją podwieźć, to dzwoni do Pięknolesia, do fundacji, do pani Kasi, która jest koordynatorką. I zgłasza, że chce być dowieziona tu i tu, w na taką a taką godzinę. Pani Kasia informuje mnie i na dzień przed jeszcze się upewnia, czy mogę jechać. Przychodzi to jutro, podjeżdżam po Jankę i czasem Teresę, i jedziemy. Raz w tygodniu na basen "Wodnik" w Żarach. A w miesiącu mam średnio pięć, sześć podwózek. Pierwszy raz wiozłam Teresę do Sieniawy na spotkanie – mówi Stefania i dodaje, że czasem uzgadniają najpierw między sobą kiedy i dokąd będą potrzebowały pojechać.

r e k l a m a

Karnety dla seniorów

Kiedy chcą pojechać na basen we wtorek, wystarczy, że zdzwonią się w poniedziałek i poinformują fundację. Stefania jedzie po dziewczyny i po podróży wypełnia specjalny formularz. Są w nim imię i nazwisko uczestnika, data wyjazdu z godziną i cel przejazdu. Ale też informacja o przebytych kilometrach, marce samochodu i pojemności silnika. Na tej podstawie wyliczana jest kilometrówka, którą raz w miesiącu płaci jej fundacja.

Mamy karnety dla seniorów, które uprawniają nas do czterech darmowych godzin w miesiącu. Nie pływamy, pani Janina pływa, my się tylko moczymy. Czasem idziemy do jacuzzi na pół godziny. Absztyfikanci? Nie ma na czym oka zawiesić. A jak już jest, to tak trzymany przez babę, że nie ma szans! – mówią Stefania i Janina, które są wdowami.

Podwieź mnie do kina

Bywa, że jednego dnia Stefania ma dwa kursy. Ktoś jedzie na basen, ktoś inny chce po południu do lekarza, na próbę zespołu śpiewaczego, do teatru, kina czy na pogrzeb. Teresa ma męża i samochód, ale kiedy chce jechac do Żar, samochód z mężem są akurat w pracy. Syn Janki ma samochód, ale pracuje w Niemczech. A Janka nie ma ani auta, ani prawa jazdy. Samochód ma Stefania. I ma też umiejętności.

Prawo jazdy zrobiłam, kiedy miałam dwadzieścia sześć lat. Wcześniej miałam takie na motor. Mam też na ciągnik! Musiałam, taki był program studiów. Skończyłam Wyższą Szkołę Rolniczą. Pracowałam przez lata w Ośrodku Doradztwa Rolniczego. Jeździłam po wioskach całego powiatu – opowiada Stefania i dodaje, że kiedy bardzo źle się czuje czy jest rekordowy upał, nie wsiada do swojej agili, bo bezpieczeństwo jej pasażerów. Ale dziś potrafi wyruszyć w kurs, w którym w jedną stronę jedzie nawet dwieście kilometrów.

r e k l a m a

Projekt jak znalazł

Joanna jest 68-letnią emerytką i mówi o sobie "klientka". Ma od dziecka problemy ze wzrokiem, dlatego może tylko korzystać z podwózki. Całe życie pracowała w Spółdzielni Inwalidów, czyli z osobami z niepełnosprawnością.

Czy chciałabym prowadzić i być wolontariuszką? Powiem szczerze – zazdroszczę kierowcom bardzo! Nikomu w życiu niczego nie zazdrościłam, tylko tego, że ktoś dobrze widzi. A dziś jak by mi się przydał samochód! Czy nam potrzebny jest ten projekt? Wybrałam się dziś z Sieniawy do miasta, umówiłam się z koleżanką, że jej mąż podrzuci mnie z zakupami do domu, kiedy będzie wracać. Przyszłam na dworzec w Sieniawie, na szynobus na siódmą rano. Pani na stacji orzekła, że szynobus odwołany, że będzie komunikacja zastępcza. Ale autobus pojechał najpierw do Niemiec i będzie wracał dopiero koło dziewiątej. Wróciłam do domu z podniesionym ciśnieniem. Bo wszystko miałam zaplanowane. Miałam zrobić rano zakupy i wrócic na to nasze spotkanie na jedenastą. Nie pojechałam, bo nie zdążyłabym z niczym. Dlatego ten nasz projekt to jak znalazł! Oby trwał jak najdłużej – mówi Joanna i dodaje, że tego samego dnia jedzie po południu, już z projektu, na "śpiewanki" do Żar ze Staszkiem. Z projektu jeździ nie tylko na próby śpiewu czy występy, ale też na zabiegi.

"Mobilny senior" spełnia swe zadania

Helena ma 74 lata. Całe życie pracowała na kolei – sprawdzała bilety. teraz wożą ją już nie pociągi, a projektowi szoferzy.

Korzystałabym częściej z tych podwózek, nawet ze dwa razy w tygodniu, na większe zakupy. Ostatnio była u mnie wnuczka z prawnukiem na kilka dni. "Babciu, jedziemy do Żar!". Mieliśmy jechać szynobusem o 10.21. Poszła na stację i wróciła zrezygnowana – szynobusu nie ma, będzie komunikacja zastępcza z ponadgodzinnym opóźnieniem. Nie pojechałyśmy, a prawnuk miał obiecane urodziny w Żarach – żali się Helena.

Mówi, że dostać się do lekarza na 8.00 do Żar nie sposób, kiedy szynobusy są tak czesto odwoływane. Zostaje taksówka, a ta kosztuje 50 zł w jedną stronę. Sto złotych za taka wyprawę to dla emeryta majątek. Dlatego Helena też nie może się nachwalić projektu "Mobilny senior". I żałuje, że nie zrobiła kiedyś prawa jazdy. Polegała w tym względzie wyłącznie na mężu i dziś uważa to za błąd.

Spotkanie w Sieniawie Żarskiej w domu Krystyny Adamenko, który jest też siedzibą Fundacji Pięknolesie. Od lewej: Helena, Krystyna, Bogusław, Joanna i Sandra​

  • Spotkanie w Sieniawie Żarskiej w domu Krystyny Adamenko, który jest też siedzibą Fundacji Pięknolesie. Od lewej: Helena, Krystyna, Bogusław, Joanna i Sandra​

Ceny paliwa stanowią problem

Bogusław jest wolontariuszem. Jest na emeryturze, dwadzieścia sześć lat pracował w wojsku. Dziś ma sześćdziesiąt pięć lat. Krystyna Adamenko, prezeska fundacji Pięknolesie i pomysłodawczyni projektu mówi, że ma tę zaletę, że ma łatwość z odnajdywaniem adresów. Czasem zadzwoni po projektową "taksówkę" ktoś z innej wioski. Nie każdy z szoferów-wolontariuszy wie, jak tam dojechać. Niektórzy chcą wozić tylko mieszkańców Sieniawy. Bogusław radzi sobie z obcymi adresami doskonale.

Wożę regularnie mieszkankę pobliskich Miłowic. Zabieram ją do Zielonej Góry na pociąg, którym jeździ do Poznania na chemioterapię. Tak, jestem trochę jak taksówkarz. Rozmawiam z "klientami". Bywają takie kobiety, które potrafią całą godzinę opowiadać. Mówią dosłownie o wszystkim, potrafią całe życie opowiedzieć. I jeszcze o synach i synowych. Z panią z Miłowic tak sobie czasem pogadamy szczerze, bo moja córka też choruje. Ostatnio dowiedziałem się, że takie same leki biorą – śmieje się Bogusław i mówi, że udaje mu się zawsze wieźć pasażerów o podobnych poglądach politycznych, więc nie ma większych spięć. Seniorów wozi dziewiętnastoletnim nissanem micrą.

Tu jest też istotna ta mała pojemność silnika. Przy dzisiejszych cenach paliwa mamy duży problem, bo kilometrówka nie może być wyższa niż mówi ustawa. Bo inaczej dla wolontariusza to byłby dochód i to ma swoje konsekwencje. Dlatego napisaliśmy do posła interpelację w sprawie kilometrówki. Ta kilometrówka często nie pokrywa kosztów paliwa, nie mówiąc już o amortyzacji. Mieliśmy wolontariusza z BMW z bardzo dużym silnikiem. W którymś momencie zrezygnował, bo musiał bardzo dużo dopłacać – mówi Krystyna Adamenko.

Już myśli, gdzie szukać pieniędzy na finansowanie ewentualnej kolejnej edycji projektu. Bo nie ma widoków na poprawę komunikacji publicznej na prowincji. A korzystanie z tradycyjnych taksówek to koszty przynajmniej dwa razy wyższe. Uważa, że skoro istnieją ludzie chętni, by dzielić się swoimi samochodami i czasem, to trzeba to wykorzystać. Tym bardziej, że garną się do tej pomocy młodzi. Jak choćby 21-letnia Sandra, która zrobiła prawo jazdy trzy lata temu, a dziś wozi seniorów. Bywa z nimi zabawnie.

Wracałam z jednym od lekarza z Nowej Soli przez Kożuchów do Kadłubi. Miałam włączoną nawigację. Polecił, żebym ją wyłączyła, bo zna Kożuchów, jak własną kieszeń. Wyłączyłam i po chwili okazało się, że jadę pod prąd. Trochę było zamieszania, dostałam nawet mandat. A to już, niestety, mój koszt. 300 złotych i 5 punktów kary. Więcej nie posłucham seniora – śmieje się Sandra.

Ten produkt może Ciebie zainteresować

Zbiór zadań przygotowujących do egzaminu potwierdzającego kwalifikację ROL.12.

Zbiór zadań przygotowujących do egzaminu potwierdzającego kwalifikację ROL.12.

Płacisz tylko

25,60 zł

Cena regularna 32,00 zł

SPRAWDŹ
Na zdjęciu wolontariuszka (po lewej) z Postomina i Teresa Rysztak – przedstawicielka partnera w projekcie i prezeska postomińskiego Stowarzyszenia Razem Lepiej

  • Na zdjęciu wolontariuszka (po lewej) z Postomina i Teresa Rysztak – przedstawicielka partnera w projekcie i prezeska postomińskiego Stowarzyszenia Razem Lepiej

Wzorce z Norwegii

Klientka z Miłowic zapytała niedawno Bogusława: „A ile tak jeszcze będziecie wozić?”. Krystyna nie wie. Projekt trwa do listopada. Wożenie – w ramach wypracowywania modelu – miało trwać do końca sierpnia, ale w projekcie zostało trochę kilometrów „do wyjechania”, więc seniorzy będą mogli jeszcze trochę pojeździć. Krystyna wpadła na pomysł projektu zainspirowana w czasie pandemii seniorką z Sieniawy, Romą, która nie miała jak dostać się na rehabilitację. W międzyczasie pojechała do Norwegii na wizytę studyjną.

Tam jest to rozwiązane systemowo, ponieważ nie ma komunikacji publicznej, a za to są potężne odległości. Podwożenie dotyczy przede wszystkim wizyt u lekarza i jazd na rehabilitację. Transport jest wliczony w usługę medyczną. W Polsce też można zażądać takiego transportu, tylko ludzie o tym nie wiedzą. A w naszym projekcie jazdy do lekarzy i na rehabilitację stanowią połowę kursów. Co zresztą jest zmorą wolontariuszy. Bo często wiozą i muszą na swojego klienta czekać kilka godzin z powodu kolejek do lekarza – mówi Krystyna.

Chciałaby, żeby „Mobilny senior” działał dalej. Na pierwszą edycję pieniądze otrzymała z Funduszy Norweskich EOG. Co dalej? Niedawno rozmawiała z szefami gminnych ośrodków pomocy społecznej – z Żagania, Małomic, Brzeźnicy i Żar. Postanowili, że będą próbowali szukać pieniędzy w Europejskim Funduszu Społecznym, z którego pieniądze dystrybuowane są przez urzędy marszałkowskie. Póki co jednak fundusz jest zawieszony dla Polski. Zostaje pisanie małych grantów. Będą pisać do Regionalnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Będą chcieli napisać dla ich powiatu cało­roczny projekt na dowożenie. Tymczasem Krystyna już sporo wie, więc jeśli chcecie wdrożyć jej pomysł w swojej gminie, możecie się z nią kontaktować.

Od lewej: Janina, Stefania i Teresa. W Bieniowie „szoferem” jest Stefania, która jest najstarsza z tej trójki

  • Od lewej: Janina, Stefania i Teresa. W Bieniowie „szoferem” jest Stefania, która jest najstarsza z tej trójki

fot. Karolina Kasperek, archiwum

Artykuł ukazał się w Tygodniku Poradniku Rolniczym 35/2022 na str. 55.  Jeśli chcesz czytać więcej podobnych artykułów, już dziś wykup dostęp do wszystkich treści na TPR: Zamów prenumeratę.

 

 

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a