Z początkiem bieżącego roku Natan Politowski stał się już pełnoprawnym następcą mlecznego gospodarstwa, które przez długie lata rozwijał jego ojciec Janusz – znany w regionie hodowca bydła mlecznego. To co je wyróżnia, to z pewnością konsekwentne wprowadzanie nowoczesnych technologii. Początkowo nowoczesne rozwiązania dotyczyły przede wszystkim maszyn rolniczych wykorzystywanych w polu. Z czasem coraz ważniejsza stała się jednak organizacja pracy w oborze. Pierwszy robot pojawił się w niej około 8 lat temu i służył do usuwania odchodów z korytarzy spacerowych. Gospodarze zainwestowali wówczas w robot Lely Discovery Colector, który zasysa nieczystości z pełnej posadzki i usuwa je w wyznaczonym do tego miejscu. Jeszcze wcześniej, w gospodarstwie zamontowano automatyczną stację odpajania cieląt – Lely Calm.
– Ograniczenie pracy związanej z odchowem cieląt oraz usuwaniem odchodów zachęciło nas jeszcze bardziej do wprowadzenia kolejnej automatyzacji w oborze – tym razem dotyczącej doju. Szczególnie, że w oborze przybywało krów, a dój na hali zajmował nam coraz więcej czasu – wspomina Natan Politowski.
I tak 6 lat temu zapadła decyzja o zakupie pierwszego robota udojowego Lely Astronaut. Alternatywą była rozbudowa hali udojowej i dalsze zwiększanie stada. Ostatecznie gospodarze uznali, że większą korzyść przyniesie automatyzacja.
Robot nie wystarczy. Tak przebudowano oborę pod automatyzację
Wprowadzanie automatyzacji w oborze wymagało odpowiedniej jej przebudowy. Pod robot czyszczący konieczne było wyrównanie korytarzy komunikacyjnych, które – co ciekawe – wyłożono kostką brukową, która dodatkowo została sfrezowana. Do obory – w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się płyta obornikowa – dobudowano nową część, z kanałami przykrytymi posadzą szczelinową i zbiornikiem na gnojowicę. I tu właśnie zaplanowano montaż robota udojowego.
W boksach legowiskowych zastosowano gumowe maty.
– Maty wybraliśmy przede wszystkim ze względu na niższą – w porównaniu np. do materacy słomiano-wapiennych – pracochłonność. Obsługa takich legowisk w mojej ocenie jest szybsza i prostsza – podkreśla młody hodowca i dodaje, iż legowiska dwa razy dziennie są zgarniane i codziennie dezynfekowane wapnem budowlanym.
Takie rozwiązanie dobrze sprawdza się w codziennej pracy. W stadzie nie występowały dotąd większe problemy z racicami ani stawami. Suche i regularnie czyszczone legowiska pomagają także utrzymywać niski poziom komórek somatycznych.
– Trzeba jednak pamiętać, że jeśli już pojawi się zapalenie, może być ono trudniejsze do wyleczenia. Z drugiej strony, przy dobrej higienie takie problemy zdarzają się rzadziej – dodaje Natan Politowski.
Przez kilka lat jeden robot obsługiwał całe stado. Jednak już przy większej liczbie krów pojawiły się problemy z utrzymaniem odpowiedniej liczby wizyt w robocie i stabilnej produkcji.
– Na jednym robocie doiliśmy już 65 krów i konieczne było już podganianie zwierząt do doju. W tym czasie robot obsługiwał około 160 wizyt na dobę, co dawało średnio zaledwie 2,5 doju dziennie na krowę – tłumaczy hodowca.
Na początku tego roku zapadła więc decyzja o zakupie drugiego urządzenia, które rozpoczęło pracę pod koniec sierpnia i zlokalizowano je w miejscu dawnej hali udojowej. Kiedy odwiedziliśmy gospodarstwo państwa Politowskich, na dwóch robotach dojonych było 69 krów, a liczba wizyt wzrosła do około 220 na dobę.
Drugi robot pochodził z "drugiej ręki" i był to jak najbardziej świadomy wybór ekonomiczny. Nowe urządzenie byłoby znacznie droższe, a gospodarstwo nie planuje utrzymywać obsady na poziomie 120 krów. Docelowo stado ma liczyć około 90 krów w doju.
– Nie chcieliśmy kupować nowego robota tylko po to, żeby wykorzystywać go przy niepełnej obsadzie. Używany robot pozwala lepiej dopasować inwestycję do naszych potrzeb i ma się po prostu spłacać – podkreśla Natan Politowski, dla którego automatyzacja nie jest celem samym w sobie. Każde rozwiązanie ma upraszczać pracę, poprawiać organizację i umożliwiać lepsze wykorzystanie potencjału stada.
– Robot daje ogromną ilość informacji o każdej sztuce. Pozostaje tylko dobrze je interpretować i odpowiednio zarządzać stadem – podkreśla.
47 kg mleka dziennie nie bierze się z przypadku. Hodowca zdradza, co ma największe znaczenie
Średnia wydajność stada za ubiegły rok wyniosła około 13 tys. kg mleka w laktacji. Kiedy pan Natan zaprezentował ostatnie raporty z oceny wydajności mlecznej, średnia dzienna wydajność od krowy przekraczała już 47 kg mleka.
Najlepiej, gdy na jednym robocie doi się 50–55 krów, wówczas można osiągnąć bardzo dobre wydajności – podkreśla gospodarz, którego plan na przyszłość zakłada utrzymanie około 90 krów w doju i dalszą poprawę wydajności, przy jednoczesnym zachowaniu zdrowotności oraz dobrego rozrodu stada.
Natan Politowski nie zgadza się z opinią, że wyższa wydajność musi automatycznie oznaczać większe problemy zdrowotne.
– Jeżeli poprawiamy genetykę, zwierzęta mają większy potencjał i są w stanie dać więcej, niekoniecznie kosztem siebie. Trzeba tylko zapewnić im odpowiednie warunki bytowe i produkcyjne – mówi.
Jego zdaniem, przy wysokiej wydajności najważniejsze jest zachowanie równowagi.
– Przy 40 kg mleka można jeszcze łatwo balansować między rozrodem, produkcją i zdrowotnością. Przy 42–45 kg zaczyna się chodzenie po linie. Każda decyzja ma wtedy znaczenie, ale przy dobrej współpracy z żywieniowcem, lekarzem weterynarii i doradcami, można utrzymać zarówno produkcję, jak i zdrowotność – podkreśla.
Nie każda krowa pasuje do robota. Tak wybierane są buhaje do stada
Dobór buhajów w stadzie nie odbywa się tutaj wyłącznie na podstawie katalogu czy jednej cechy. Gospodarz wspólnie z przedstawicielem Federacji i inseminatorem analizuje potrzeby stada.
– Siadamy razem i przeglądamy katalogi i wybieramy buhaje, które odpowiadają temu, czego aktualnie potrzebujemy – wyjaśnia Natan Politowski – a obecnie najważniejsze są produkcja i długowieczność. Istotna jest także budowa wymienia, rozstaw i długość strzyków, ponieważ krowy muszą dobrze współpracować z robotem.
W gospodarstwie dużą rolę odgrywa wieloletnia współpraca z inseminatorem. Nie ogranicza się on wyłącznie do wykonywania zabiegów. Zna poszczególne krowy, pamięta ich historię i w razie potrzeby sam kontroluje stan rozrodu.
W inseminacji szeroko wykorzystywane jest nasienie seksowane, które stosuje się przede wszystkim u jałówek, pierwiastek i młodszych krów. W przypadku starszych krów częściej wybierane jest nasienie konwencjonalne, choć i tu decyzja zależy od wartości konkretnego zwierzęcia.
Krowy są badane po wycieleniu mniej więcej po trzech tygodniach. Jeżeli wszystko przebiega prawidłowo, pierwsza inseminacja może nastąpić po 42. dniach po porodzie. W praktyce bywa to około 49. dnia. Hodowca wychodzi bowiem z założenia, że nie warto zbyt długo zwlekać z rozpoczęciem krycia.
– Krowa na początku laktacji korzysta jeszcze z rezerw organizmu, które mogą ułatwiać uzyskanie i utrzymanie ciąży. Zbyt późne rozpoczęcie inseminacji może prowadzić do wydłużania laktacji nawet do 400–500 dni – stwierdza gospodarz.
Mleko, musli i suchy TMR. tak odchowywane są cielęta
Cielęta odchowywane są w zaadaptowanej starej oborze. Po odpojeniu siarą i mlekiem, po około tygodniu, przechodzą do grupy z odpajalnią, gdzie mogą pobierać nawet do 10 litrów mleka dziennie i mają dostęp do musli. Po około miesiącu, przechodzą do kolejnej grupy (również z odpajalnią), gdzie mają nieograniczony dostęp do suchego TMR-u.
Gotowy, suchy TMR jest kupowany, choć jego cena jest wyższa niż mieszanki przygotowywanej we własnym gospodarstwie, ale dla hodowcy liczy się przede wszystkim jego powtarzalność.
– Kiedy robiliśmy TMR sami, raz wychodził za długi, raz za krótki, czasami było za dużo melasy. Gotowy produkt jest droższy, ale bardziej powtarzalny. Cielęta lepiej go pobierają i lepiej przyrastają – tłumaczy Natan Politowski.
Obecnie największym problemem są warunki lokalowe. W jednej grupie znajdują się zwierzęta w różnym wieku, co powoduje różnice w tempie wzrostu i konkurencję między cielętami. Dlatego gospodarstwo planuje budowę hali łukowej dla młodzieży. Dokumenty zostały już złożone, a inwestycja ma poprawić podział zwierząt na grupy wiekowe. W przyszłości pozwoli to również przygotowywać własny TMR dla starszej młodzieży.
Beata Dąbrowska
