Przy wydajnościach na poziomie 47 litrów mleka dziennie od krowy, jakość pasz objętościowych musi spełniać najwyższe standardy pokarmowe, a dawka zadawana na stół paszowy wymaga najwyższej precyzji bilansowania – to zasada, która w tej oborze jest bezwzględnie stosowanaBeata Dąbrowska
StoryEditorreportaż z gospodarstwa

65 krów na jednym robocie to było za dużo. Co zmieniła druga maszyna?

02.10.2026., 07:17h

Gospodarstwo Natana Politowskiego rozwijało się etapami. Najpierw pojawił się robot do usuwania odchodów, później odpajalnia dla cieląt, a sześć lat temu pierwszy robot udojowy. Dziś gospodarstwo korzysta już z dwóch robotów, utrzymuje stado liczące 65 krów dojnych i osiąga średnią dzienną wydajność na poziomie około 47 kg mleka od sztuki. I nie jest to jeszcze ostatnie słowo młodego następcy, dla którego hodowla bydła mlecznego to prawdziwa pasja

image
Wizytówka gospodarstwa
FOTO: Beata Dąbrowska

Wizytówka gospodarstwa

 

Natan Politowski (na zdjęciu z ojcem Januszem) swoje – wyspecjalizowane w produkcji mleka gospodarstwo – prowadzi w miejscowości Koninek, w gminie Wągrowiec. Rolnik gospodaruje na 84 ha (w tym 34 ha dzierżawionych). W strukturze zasiewów dominuje kukurydza uprawiana na 44 ha. Na pozostałych gruntach uprawiana jest lucerna, trawy i oraz pszenżyto na GPS.

Młody następca (podobnie jak jego ojciec Janusz Politowski) jest dostawcą GK Polmlek, do której dostarcza około 95 tysięcy litrów mleka miesięcznie.

Z początkiem bieżącego roku Natan Politowski stał się już pełnoprawnym następcą mlecznego gospodarstwa, które przez długie lata rozwijał jego ojciec Janusz – znany w regionie hodowca bydła mlecznego. To co je wyróżnia, to z pewnością konsekwentne wprowadzanie nowoczesnych technologii. Początkowo nowoczesne rozwiązania dotyczyły przede wszystkim maszyn rolniczych wykorzystywanych w polu. Z czasem coraz ważniejsza stała się jednak organizacja pracy w oborze. Pierwszy robot pojawił się w niej około 8 lat temu i służył do usuwania odchodów z korytarzy spacerowych. Gospodarze zainwestowali wówczas w robot Lely Discovery Colector, który zasysa nieczystości z pełnej posadzki i usuwa je w wyznaczonym do tego miejscu. Jeszcze wcześniej, w gospodarstwie zamontowano automatyczną stację odpajania cieląt – Lely Calm.

– Ograniczenie pracy związanej z odchowem cieląt oraz usuwaniem odchodów zachęciło nas jeszcze bardziej do wprowadzenia kolejnej automatyzacji w oborze – tym razem dotyczącej doju. Szczególnie, że w oborze przybywało krów, a dój na hali zajmował nam coraz więcej czasu – wspomina Natan Politowski.

I tak 6 lat temu zapadła decyzja o zakupie pierwszego robota udojowego Lely Astronaut. Alternatywą była rozbudowa hali udojowej i dalsze zwiększanie stada. Ostatecznie gospodarze uznali, że większą korzyść przyniesie automatyzacja.

Robot nie wystarczy. Tak przebudowano oborę pod automatyzację

Wprowadzanie automatyzacji w oborze wymagało odpowiedniej jej przebudowy. Pod robot czyszczący konieczne było wyrównanie korytarzy komunikacyjnych, które – co ciekawe – wyłożono kostką brukową, która dodatkowo została sfrezowana. Do obory – w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się płyta obornikowa – dobudowano nową część, z kanałami przykrytymi posadzą szczelinową i zbiornikiem na gnojowicę. I tu właśnie zaplanowano montaż robota udojowego.

image
Przy wydajnościach na poziomie 47 litrów mleka dziennie od krowy, jakość pasz objętościowych musi spełniać najwyższe standardy pokarmowe, a dawka zadawana na stół paszowy wymaga najwyższej precyzji bilansowania – to zasada, która w tej oborze jest bezwzględnie stosowana
FOTO: Beata Dąbrowska

W boksach legowiskowych zastosowano gumowe maty.

– Maty wybraliśmy przede wszystkim ze względu na niższą – w porównaniu np. do materacy słomiano-wapiennych – pracochłonność. Obsługa takich legowisk w mojej ocenie jest szybsza i prostsza – podkreśla młody hodowca i dodaje, iż legowiska dwa razy dziennie są zgarniane i codziennie dezynfekowane wapnem budowlanym.

image
Maty legowiskowe są dwa razy dziennie czyszczone i raz dziennie dezynfekowane wapnem. W tle widoczny jest drugi robot, który zlokalizowano w miejscu hali udojowej
FOTO: Beata Dąbrowska

Takie rozwiązanie dobrze sprawdza się w codziennej pracy. W stadzie nie występowały dotąd większe problemy z racicami ani stawami. Suche i regularnie czyszczone legowiska pomagają także utrzymywać niski poziom komórek somatycznych.

– Trzeba jednak pamiętać, że jeśli już pojawi się zapalenie, może być ono trudniejsze do wyleczenia. Z drugiej strony, przy dobrej higienie takie problemy zdarzają się rzadziej – dodaje Natan Politowski.

Przez kilka lat jeden robot obsługiwał całe stado. Jednak już przy większej liczbie krów pojawiły się problemy z utrzymaniem odpowiedniej liczby wizyt w robocie i stabilnej produkcji.

– Na jednym robocie doiliśmy już 65 krów i konieczne było już podganianie zwierząt do doju. W tym czasie robot obsługiwał około 160 wizyt na dobę, co dawało średnio zaledwie 2,5 doju dziennie na krowę – tłumaczy hodowca.

Na początku tego roku zapadła więc decyzja o zakupie drugiego urządzenia, które rozpoczęło pracę pod koniec sierpnia i zlokalizowano je w miejscu dawnej hali udojowej. Kiedy odwiedziliśmy gospodarstwo państwa Politowskich, na dwóch robotach dojonych było 69 krów, a liczba wizyt wzrosła do około 220 na dobę.

image
Pierwszy robot udojowy zamontowany został w rozbudowanej części obory, powstałej na miejscu dawnej płyty obornikowej
FOTO: Beata Dąbrowska

Drugi robot pochodził z "drugiej ręki" i był to jak najbardziej świadomy wybór ekonomiczny. Nowe urządzenie byłoby znacznie droższe, a gospodarstwo nie planuje utrzymywać obsady na poziomie 120 krów. Docelowo stado ma liczyć około 90 krów w doju.

– Nie chcieliśmy kupować nowego robota tylko po to, żeby wykorzystywać go przy niepełnej obsadzie. Używany robot pozwala lepiej dopasować inwestycję do naszych potrzeb i ma się po prostu spłacać – podkreśla Natan Politowski, dla którego automatyzacja nie jest celem samym w sobie. Każde rozwiązanie ma upraszczać pracę, poprawiać organizację i umożliwiać lepsze wykorzystanie potencjału stada.

– Robot daje ogromną ilość informacji o każdej sztuce. Pozostaje tylko dobrze je interpretować i odpowiednio zarządzać stadem – podkreśla.

47 kg mleka dziennie nie bierze się z przypadku. Hodowca zdradza, co ma największe znaczenie

Średnia wydajność stada za ubiegły rok wyniosła około 13 tys. kg mleka w laktacji. Kiedy pan Natan zaprezentował ostatnie raporty z oceny wydajności mlecznej, średnia dzienna wydajność od krowy przekraczała już 47 kg mleka.

 

Najlepiej, gdy na jednym robocie doi się 50–55 krów, wówczas można osiągnąć bardzo dobre wydajności – podkreśla gospodarz, którego plan na przyszłość zakłada utrzymanie około 90 krów w doju i dalszą poprawę wydajności, przy jednoczesnym zachowaniu zdrowotności oraz dobrego rozrodu stada.

Natan Politowski nie zgadza się z opinią, że wyższa wydajność musi automatycznie oznaczać większe problemy zdrowotne.

– Jeżeli poprawiamy genetykę, zwierzęta mają większy potencjał i są w stanie dać więcej, niekoniecznie kosztem siebie. Trzeba tylko zapewnić im odpowiednie warunki bytowe i produkcyjne – mówi.

Jego zdaniem, przy wysokiej wydajności najważniejsze jest zachowanie równowagi.

– Przy 40 kg mleka można jeszcze łatwo balansować między rozrodem, produkcją i zdrowotnością. Przy 42–45 kg zaczyna się chodzenie po linie. Każda decyzja ma wtedy znaczenie, ale przy dobrej współpracy z żywieniowcem, lekarzem weterynarii i doradcami, można utrzymać zarówno produkcję, jak i zdrowotność – podkreśla.

Nie każda krowa pasuje do robota. Tak wybierane są buhaje do stada

Dobór buhajów w stadzie nie odbywa się tutaj wyłącznie na podstawie katalogu czy jednej cechy. Gospodarz wspólnie z przedstawicielem Federacji i inseminatorem analizuje potrzeby stada.

– Siadamy razem i przeglądamy katalogi i wybieramy buhaje, które odpowiadają temu, czego aktualnie potrzebujemy – wyjaśnia Natan Politowski – a obecnie najważniejsze są produkcja i długowieczność. Istotna jest także budowa wymienia, rozstaw i długość strzyków, ponieważ krowy muszą dobrze współpracować z robotem.

W gospodarstwie dużą rolę odgrywa wieloletnia współpraca z inseminatorem. Nie ogranicza się on wyłącznie do wykonywania zabiegów. Zna poszczególne krowy, pamięta ich historię i w razie potrzeby sam kontroluje stan rozrodu.

W inseminacji szeroko wykorzystywane jest nasienie seksowane, które stosuje się przede wszystkim u jałówek, pierwiastek i młodszych krów. W przypadku starszych krów częściej wybierane jest nasienie konwencjonalne, choć i tu decyzja zależy od wartości konkretnego zwierzęcia.

Krowy są badane po wycieleniu mniej więcej po trzech tygodniach. Jeżeli wszystko przebiega prawidłowo, pierwsza inseminacja może nastąpić po 42. dniach po porodzie. W praktyce bywa to około 49. dnia. Hodowca wychodzi bowiem z założenia, że nie warto zbyt długo zwlekać z rozpoczęciem krycia.

– Krowa na początku laktacji korzysta jeszcze z rezerw organizmu, które mogą ułatwiać uzyskanie i utrzymanie ciąży. Zbyt późne rozpoczęcie inseminacji może prowadzić do wydłużania laktacji nawet do 400–500 dni – stwierdza gospodarz.

Mleko, musli i suchy TMR. tak odchowywane są cielęta

Cielęta odchowywane są w zaadaptowanej starej oborze. Po odpojeniu siarą i mlekiem, po około tygodniu, przechodzą do grupy z odpajalnią, gdzie mogą pobierać nawet do 10 litrów mleka dziennie i mają dostęp do musli. Po około miesiącu, przechodzą do kolejnej grupy (również z odpajalnią), gdzie mają nieograniczony dostęp do suchego TMR-u.

image
W cielętniku funkcjonują dwie odpajalnie, jednak jak przyznaje hodowca, w jednej grupie przebywają zwierzęta w wieku od 3 do 8 miesięcy, co skutkuje istotnymi różnicami w przyrostach. Planowana budowa hali łukowej dla młodzieży problem ten niebawem rozwiąże
FOTO: Beata Dąbrowska

Gotowy, suchy TMR jest kupowany, choć jego cena jest wyższa niż mieszanki przygotowywanej we własnym gospodarstwie, ale dla hodowcy liczy się przede wszystkim jego powtarzalność.

– Kiedy robiliśmy TMR sami, raz wychodził za długi, raz za krótki, czasami było za dużo melasy. Gotowy produkt jest droższy, ale bardziej powtarzalny. Cielęta lepiej go pobierają i lepiej przyrastają – tłumaczy Natan Politowski.

image
bez podpisu
FOTO: Beata Dąbrowska

Obecnie największym problemem są warunki lokalowe. W jednej grupie znajdują się zwierzęta w różnym wieku, co powoduje różnice w tempie wzrostu i konkurencję między cielętami. Dlatego gospodarstwo planuje budowę hali łukowej dla młodzieży. Dokumenty zostały już złożone, a inwestycja ma poprawić podział zwierząt na grupy wiekowe. W przyszłości pozwoli to również przygotowywać własny TMR dla starszej młodzieży.

Beata Dąbrowska

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
02. październik 2026 07:18