W tej kwestii hodowcy podjęli już konkretne kroki – rozpoczęli załatwianie niezbędnych formalności, które – jak wiadomo – zajmują wiele czasu. Za inwestycją kryją się również osobiste marzenia – odciążyć siebie i przygotować gospodarstwo dla syna – Ignacego, który – jak wszystko na to wskazuje – będzie jego następcą.
– Chcielibyśmy również przeznaczyć na oborę jak najwięcej środków własnych, bo kredyty są bardzo drogie – dodaje pani Barbara, która z uśmiechem przyznała, że nie chciałaby na emeryturze doić u syna krów, bo tak z reguły na wsi jest. Tak więc dziś inwestycja pozostaje zawieszona między potrzebą rozwoju, a obawą przed zbyt dużym ryzykiem finansowym.
– Wszystko będzie zależało od koniunktury na rynku mleka, bo najważniejsze jest, by inwestować rozsądnie, z zachowaniem płynności finansowej gospodarstwa – podkreśla Rafał Lewandowski.
Bez automatyzacji dalej się nie da
Państwo Lewandowscy swoje mleczne stado utrzymują w oborze uwięziowej, któr...
