Rolnik miał budować oborę, czeka na lepszy czas
Tomasz Synak jest 35-letnim rolnikiem z woj. pomorskiego, swoje gospodarstwo prowadzi w miejscowości Karsin (pow. kościerski). Rolnik specjalizuje się w hodowli krów mlecznych i opasów. Łącznie utrzymuje ok. 170 szt. bydła, w tym 60 krów. W gospodarstwie pracuje z tatą i żoną. Mleko odstawia do Strzeleckiej Spółdzielni Mleczarskiej Strzelce Krajeńskie.
Jak przyznaje, rozpoczął proces uzyskiwania niezbędnych do budowy nowoczesnej obory pozwoleń, jednak kolejne decyzje podejmuje z ogromnym zastanowieniem. Podkreśla, że uważnie obserwuje sytuację rynkową i zastanawia się, czy do budowy w ogóle dojdzie.
– Koszt załatwienia pozwoleń jest mały w porównaniu do kosztu postawienia obory wraz z wyposażeniem, który waha się w granicach 7-8 mln zł. Lepiej utopić 30 tys. zł niż całe gospodarstwo – przyznaje.
Rolnik dodaje, że budowa obory wiąże się z wzięciem sporego kredytu, a z tego co zaobserwował wynika, że rolnicy raczej starają się inwestować pieniądze, którymi już dysponują, niż te pożyczone.
– Znam ludzi, którzy aktualnie postawili, co mogli, za swoje pieniądze, a kredytu nie wzięli. Stoi budynek i chowają się w nim jałówki, ale nie ma robota, żeby doić, a sami rolnicy nie wiedzą, czy wziąć kredyt na robota i zacząć tam doić, czy nie – dodaje.
Cena mleka spadła z 2,30 zł/l do 1,68 zł/l
Perspektywę na rozwój gospodarstwa zdecydowanie ogranicza brak stabilnej sytuacji na rynku mleka. Jeszcze we wrześniu 2025 r. rolnik otrzymywał 2,30 zł za każdy litr wyprodukowanego mleka, a po drastycznych obniżkach, które zostały wprowadzone m.in. z powodu nadprodukcji surowca, cena spadła do 1,68 zł/l.
– We wrześniu mleko kosztowało 2,30 zł/l, dziś jest po 1,68 zł/l. Dziś sam koszt wyprodukowania mleka wynosi między 1,50 a 1,60 zł/l, a zdaniem niektórych nawet 1,70 zł/l. Jesteśmy na granicy opłacalności – mówi.
Rolnik przyznaje, że każdego miesiąca obawia się, jakiej treści SMS zostanie przysłany z mleczarni i czy znów będzie to informacja o obniżce.
Hodowla opasów ratuje budżet gospodarstwa
Rolnik nie ukrywa, że dzięki hodowli opasów jest jeszcze w stanie redukować lukę finansową, która powstała w związku z obniżką cen mleka. Przyznaje jednak, że zaobserwował już pierwsze obniżki cen skupu żywca wołowego.
– Ceny skupu żywca wołowego, które w przypadku HF-ów oscylują w granicach 13,50 – 15,00 zł/kg, spadły do 10,50 zł/kg. Może to jeszcze nie jest tak źle, ale od maja ma wejść Mercosur i skąd mamy wiedzieć, co będzie? – pyta retorycznie.
Rolnik nie przepłacił za nawozy, wyda na paliwo i usługi
Jak przyznaje, materiał siewny kukurydzy zakupił już na przełomie listopada i grudnia, dzięki czemu nie musi się teraz martwić o to, czy przepłaci albo czy będzie miał go za co kupić. Nie ukrywa jednak, że w związku z wysokimi podwyżkami cen paliw, zapłaci więcej za usługi rolnicze np. siewu kukurydzy czy paliwo rolnicze do maszyn, których używa w gospodarstwie.
Cena za litr oleju napędowego w okolicy Karsin wciąż oscyluje w granicach ok. 7,40 zł/l przy Vacie wynoszącym ok. 8%, a nie 23%.
– Dla mnie to nie ma sensu, bo mamy po prostu mniejsze koszty i nic nam to nie daje. To pomoc dla zwykłego Kowalskiego – komentuje.
Rolnik dodaje, że droższe jest nie tylko paliwo czy usługi, ale również tawoty czy oleje silnikowe, a nawet folie do produkcji pasz dla zwierząt.
– Kupowałem folię do sianokiszonki i sprzedawca powiedział mi, że jeszcze sprzedaje w starych cenach, chociaż ma już nowe cenniki. Powiedział, że mała rolka folii, która kosztuje 300 zł, będzie kosztowała 380 zł, a ta duża, która kosztuje 380 zł, będzie kosztowała 450 zł – mówi.
Rolnicy likwidują gospodarstwa
Synak przyznaje, że dotychczas likwidacja gospodarstw i hodowli, choć częsta, nie była aż tak zauważalna, ponieważ z produkcji rezygnowali rolnicy prowadzący mniejsze gospodarstwa. Jak twierdzi, w środowisku rolniczym, decyzję o likwidacji podejmuje coraz więcej gospodarzy będących właścicielami sporych stad bydła.
– Rolnicy wyprzedają stada i likwidują produkcję. Kiedyś się tego aż tak nie zauważało, ale teraz widziałem ogłoszenia, w jednym było na sprzedaż 60 krów, w drugim 40 – przyznaje.
Z ekoschematów nie starcza nawet na pokrycie kosztów
Rolnik realizuje również ekoschematy, takie jak:
- Stosowanie nawozów naturalnych płynnych innymi metodami niż rozbryzgowo,
- Uproszczone systemy uprawy (bezorka),
- Dobrostan zwierząt.
– W ekoschemacie Dobrostan zwierząt mamy 87 zł za 1 punkt w zależności od realizowanego wariantu, w naszym przypadku nie wystarczy to nawet na pokrycie kosztów słomy – mówi.
Synak uprawia 130 ha, 50 ha łąk, 80 ha ornych, z czego 30 ha to kukurydza i 50 ha to zboża.
Większość zbóż skarmia, jednak nadwyżki stara się sprzedawać. Jednak przy sprzedaży po obecnie obowiązujących stawkach spodziewa się, że nie zwróci się mu nawet koszt magazynowania ziarna.
Kiedyś w rolnictwie było jakoś lepiej
Rolnik przejął gospodarstwo w 2015 r. i jak wspomina, wtedy było jakoś lepiej, choć cena mleka była niższa, ale również koszty produkcji były mniejsze.
– Wtedy mleko kosztowało 1,20 zł/l, ale koszty produkcji były inne i ceny wszystkiego były inne – niższe. Hektar ziemi kosztował wtedy 20 – 30 tys. zł, a dziś jest to ok. 60 – 70 tys. zł. Nawozy np. azotowe kosztują obecnie ok. 2 tys. zł/t, a wtedy było to ok. 1,1 tys. zł. Teraz mleko jest zaledwie 40 gr/l droższe, a produkty w sklepach, prawie wszystkie, są jeszcze raz takie drogie. Jeśli to się nie zmieni, to będzie problem. Jest gorzej niż było i pytanie, czym jest to spowodowane – mówi.
Rolnicy pójdą do pracy i zabiorą miejsce innym?
Synak przyznaje, że w przeszłości był kierowcą zawodowym i jeśli perspektywa w rolnictwie się nie zmieni, to będzie musiał zrezygnować i pójść do pracy na etacie.
– Jeżeli tak będzie dalej, to trzeba będzie to wszystko zamknąć i pójść do pracy. Równocześnie zawężając rynek pracy innym Polakom. Paradoksalnie, na rynku pracy może się zrobić jeszcze gorzej, jeśli rolnicy pójdą do pracy na etacie, bo zabiorą miejsca tym, którzy szukają jej w wyuczonym zawodzie – podsumowuje rolnik.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
