– Produkcja mleka pomimo spadków cen, jakie miały miejsce nadal jest opłacalna i tak jak długo będzie opłacalna, tak długo będą u nas krowy. Jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że nie mamy żadnych zobowiązań kredytowych, a więc koszty produkcji mleka są stosunkowo niskie. Mamy znacznie więcej pól uprawnych niż potrzeba do wyżywienia naszego bydła. Zatem sprzedajemy rzepak, buraki cukrowe, ziarno zbóż i kukurydzy. Oczywiście obecne ceny płodów roślinnych są poniżej krytyki, a nasze magazyny zbożowe są pełne. Jeśli weźmiemy pod uwagę, jak wzrosły ceny paliw i nawozów w związku z napiętą sytuacją międzynarodową, to w moim przypadku najbardziej opłacałoby się sprzedać nawozy, które po stosunkowo niskich cenach zakupiliśmy pod koniec minionego roku i nie uprawiać wymagającej dużego nawożenia kukurydzy na ziarno, tylko zasiać rośliny motylkowe, typowo na dopłaty. Przy motylkowych dopłata byłaby wyższa niż przy kukurydzy i miałbym zarobek na różnicy w cenie nawozów i nie musiałbym się martwić czy ktoś w ogóle kupi i po ile kupi mokre ziarno kukurydzy. Tak, niestety, absurdalnych czasów doczekaliśmy – podsumował obecną sytuację w rolni...
