Wacław Matysek, rzecznik prasowy PZŁWacław Matysek
StoryEditorPrawo łowieckie

Zakaz polowań obejmie 75 proc. Polski? Myśliwi alarmują: dziki zniszczą jeszcze więcej upraw

16.10.2026., 17:00h

Zakaz polowań nocą, zwiększenie odległości od zabudowań do 700 metrów, czy brak możliwości udziału osób dorosłych niebędących myśliwymi w polowaniach, to tylko nieliczne z pomysłów zawartych w obywatelskim projekcie ustawy o zmianie ustawy Prawo łowieckie. – Jeżeli myśliwi nie będą mogli polować w nocy, korzystać z termowizji ani prowadzić odstrzałów tak jak dotychczas, to jak mają regulować populacje zwierząt? – pyta Wacław Matysek, rzecznik prasowy Polskiego Związku Łowieckiego.

Stanowisko Polskiego Związku Łowieckiego wobec zmian w Prawie łowieckim

6 października br. marszałek skierował do pierwszego czytania na posiedzeniu Sejmu obywatelski projekt komitetu „UWAGA! Polowanie. Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre”. Konsultacje społeczne w tej sprawie zakończą się 18 października br. Do tego czasu każdy, kto chce zabrać głos w sprawie może to zrobić za pośrednictwem ankiety dostępnej TUTAJ.

Treść projektu jest szeroko komentowana przez Polski Związek Łowiecki, którego członkowie krytycznie oceniają propozycje zmian w Prawie łowieckim, o czym poinformowali również za sprawą stanowiska.

Regulacja populacji dzików będzie ograniczona

Głos w sprawie zabrał rzecznik prasowy PZŁ Wacław Matysek, który wprost mówi o tym, że jego zdaniem część proponowanych rozwiązań może istotnie utrudnić prowadzenie gospodarki łowieckiej, ograniczyć możliwości regulowania populacji dzikich zwierząt i w konsekwencji zwiększyć problemy, z którymi mierzą się rolnicy oraz mieszkańcy miast. 

– Nie mówimy, że prawa łowieckiego nie trzeba zmieniać. Usiądźmy jednak do debaty na podstawie faktów, danych i badań naukowych, a nie haseł – podkreśla.

Zakaz polowań w nocy i w odległości 700 metrów od zabudowań

Z relacji Matyska wynika, że PZŁ za trzy najbardziej absurdalne propozycje uznaje ograniczenie polowań w porze nocnej, zakaz polowań w odległości 700 metrów od zabudowań oraz ograniczenia używania urządzeń termowizyjnych i noktowizyjnych. W jego ocenie połączenie tych zakazów może wyłączyć z gospodarki łowieckiej znaczną część kraju. 

Analiza PZŁ wskazuje, że uwzględnienie różnych rodzajów zabudowań mogłoby ograniczyć możliwość prowadzenia gospodarki łowieckiej na ponad 75 proc. powierzchni Polski. 

– Jeżeli myśliwi nie będą mogli polować w nocy, korzystać z termowizji ani prowadzić odstrzałów tak jak dotychczas, to jak mają regulować populacje zwierząt? – pyta.

Liczba szkód w uprawach rolnych i leśnych wzrośnie

Jak twierdzi Matysek, nie ma się co oszukiwać i w sytuacji, w której zostaną wprowadzone proponowane ograniczenia, liczba szkód w uprawach rolnych i leśnych na pewno wzrośnie. Co istotne, coraz więcej dzikich zwierząt będzie się pojawiać na drogach i w miastach. 

– Przez te zapisy populacje zwierząt będą się rozrastać, bo myśliwi nie będą mogli działać. Niektóre obwody łowieckie po prostu znikną. Kto wówczas poniesie odpowiedzialność za powstałe szkody? Osobniki danego gatunku będą migrować, szukając nowych miejsc do życia. Będą wchodzić na drogi publiczne, a już teraz liczba kolizji z udziałem dzikich zwierząt wzrasta. Już teraz słyszymy o tym, że były sytuacje, w których dzikie zwierzęta stanęły na drodze człowiekowi. Jeżeli te przepisy wejdą w życie, konflikt między człowiekiem a zwierzęciem będzie jeszcze większy. Niestety, projekt nie zakłada, kto ma się tym zająć – tłumaczy.

Więcej dzików, większe szkody i koszty dla rolników

Matysek podkreśla, że rola myśliwych nie kończy się na wykonaniu odstrzałów, ponieważ poza tym, poświęcają swój czas i pieniądze na ochronę pól uprawnych przed dziką zwierzyną. 

– Miałem do upilnowania 5 pól z kukurydzą. Robiąc to, przejechałem 60 km. Czy ktoś zwrócił mi za to pieniądze? Nie. Ale pola rolnikowi upilnowałem – wspomina. 

Zwraca też uwagę na finansowy wymiar szkód łowieckich. Według danych myśliwi wypłacają rocznie od 90 do 120 mln zł odszkodowań, zależnie od roku. Jak dodaje, jest to tylko kwota samych wypłat odszkodowań, ponieważ nikt nie dolicza do tego pieniędzy, jakie wydają myśliwi na zabezpieczanie upraw, czy ich pilnowanie, a są to setki milionów złotych. Podkreśla przy tym, że koszty działalności łowieckiej obejmują również zakup urządzeń zabezpieczających uprawy, paliwo i czas poświęcony na ich ochronę.

W jego ocenie ograniczenie możliwości wykonywania polowań może zwiększyć skalę szkód i jednocześnie utrudnić ich ograniczanie. Rozmówca pyta więc, kto miałby przejąć odpowiedzialność i koszty, gdyby myśliwi nie mogli realizować dotychczasowych zadań.

Termowizja zwiększa bezpieczeństwo polowania

Matysek sprzeciwia się również ograniczeniu używania termowizji i noktowizji. W jego ocenie urządzenia te pozwalają dokładniej rozpoznać zwierzę oraz obserwować otoczenie przed oddaniem strzału.

– W termowizji widzę dokładnie przedpole, rozpoznaję nie tylko gatunek zwierzęcia, ale mogę też ocenić jego płeć. Widzę również, co dzieje się w tle – przekonuje.

Jak wspomina, był w sytuacji, w której podczas obserwacji dzika zauważył człowieka spacerującego w znacznej odległości za zwierzęciem. Jego zdaniem bez urządzenia termowizyjnego dostrzeżenie tej osoby mogłoby być znacznie trudniejsze.

Rzecznik PZŁ krytycznie odnosi się także do propozycji ograniczenia polowań z ambon. Strzał oddawany z podwyższenia, jest zawsze skierowany w dół, a przez to bardziej bezpieczny. Ostateczne bezpieczeństwo zależy jednak również od warunków terenowych, identyfikacji celu i przestrzegania zasad posługiwania się bronią.

Zakaz polowań zbiorowych i dodatkowe ograniczenia

Jak mówi Matysek PZŁ niepokoi również propozycja ograniczenia polowań zbiorowych. Według rozmówcy są one istotnym narzędziem wykonywania rocznych planów łowieckich, zatwierdzanych w ramach obowiązujących procedur.

– Jeżeli w dużych kompleksach leśnych jesienią zwierzyna wraca z pól do lasu, to jak mamy skutecznie wykonywać plany, jeśli polowania zbiorowe zostaną zakazane? – pyta.

Matysek nie zgadza się również z propozycją ograniczania polowań w święta i wakacje oraz zakazu polowań komercyjnych. Podkreśla, że pieniądze uzyskiwane przez koła łowieckie z legalnych polowań komercyjnych zasilają ich budżety i według przepisów są przeznaczane na między innymi odszkodowania oraz zabezpieczanie upraw.

W jego opinii ograniczanie tych źródeł finansowania bez wskazania alternatywy może pogorszyć sytuację kół łowieckich.

Badania lekarskie myśliwych i koszty nowych obowiązków

Przedstawiciel PZŁ ma również zastrzeżenia do propozycji wprowadzenia okresowych badań dla myśliwych. Zwraca uwagę na koszty, które – według jego szacunków – mogą wynieść ok. 700 zł na osobę.

– Kto ma za to zapłacić? Myśliwym nikt tego nie refunduje – wskazuje.

Kwestionuje także zasadność wprowadzania dodatkowych obowiązków bez szerszego porównania wymagań dotyczących różnych grup osób posiadających broń. W jego ocenie przed podjęciem decyzji należy przeanalizować zarówno ryzyko, jak i skuteczność proponowanych rozwiązań.

Rozmówca zwraca również uwagę na obciążenie placówek medycznych i możliwość przeprowadzenia badań dużej liczby osób w krótkim czasie. 

Ograniczenia w edukacji młodzieży i szkoleniu przyszłych myśliwych

Kolejne zastrzeżenia Matyska dotyczą propozycji ograniczenia udziału osób niebędących myśliwymi w polowaniach oraz możliwości prowadzenia edukacji przyrodniczej przez myśliwych.

W jego ocenie, obserwowanie polowania może być elementem praktycznego przygotowania kandydatów do uzyskania uprawnień. Z kolei zajęcia dla dzieci i młodzieży mają, jak podkreśla, służyć poznawaniu gatunków zwierząt, ich zwyczajów i roli w środowisku.

– Myśliwi nie uczą dzieci polowania. Pokazujemy przyrodę, uczymy rozpoznawania gatunków i zachowania się w lesie – przekonuje.

Jako przykład przytacza zajęcia, podczas których uczniowie mieli trudności z rozpoznawaniem podstawowych gatunków ptaków. W jego ocenie ograniczenie takich działań może zmniejszyć możliwości prowadzenia edukacji przyrodniczej.

– Kiedyś prowadziłem lekcję w szkole i pokazałem dzieciom zdjęcie kuropatwy, a one stwierdziły, że to wróbel lub sikorka – wspomina z rozgoryczeniem.

Kto będzie szacował szkody łowieckie?

Według Matyska proponowane zmiany mogą oznaczać konieczność przeniesienia części zadań wykonywanych obecnie przez myśliwych na administrację publiczną. Dotyczy to między innymi szacowania szkód łowieckich.

Jego zdaniem stworzenie systemu opartego na pracownikach zatrudnianych przez gminy lub inne instytucje wiązałoby się z kosztami wynagrodzeń, samochodów, paliwa, sprzętu i zaplecza biurowego.

– My za szacowanie szkód nie bierzemy pieniędzy. Jeśli te zadania przejmą pracownicy, trzeba będzie ich zatrudnić i zapewnić im odpowiednie wyposażenie – zaznacza.

Jak twierdzi, projekt powinien jasno określać, kto będzie wykonywał poszczególne zadania i z jakich środków będą one finansowane.

Jednocześnie przypomina, że rolnicy niezadowoleni z wysokości odszkodowania mogą korzystać z przewidzianych procedur odwoławczych, a podczas szacowania szkód mogą korzystać z pomocy przedstawicieli izb rolniczych lub własnych rzeczoznawców.

Matysek: „Prawo łowieckie trzeba zmieniać na podstawie faktów”

Przedstawiciel PZŁ podkreśla, że krytyka projektu nie oznacza sprzeciwu wobec każdej zmiany przepisów. Jego zdaniem najważniejsze jest jednak uwzględnienie praktycznych skutków proponowanych rozwiązań.

– Nie mówimy, że nie trzeba zmieniać prawa łowieckiego, ale usiądźmy do tej debaty na podstawie faktów, danych i badań naukowych, a nie haseł – podsumowuje.

W jego ocenie ograniczenia dotyczące polowań mogą mieć konsekwencje wykraczające poza samo środowisko myśliwych. Wskazuje na potencjalne skutki dla rolników, którzy ponoszą straty w uprawach oraz dla mieszkańców miejscowości, w których pojawiają się dzikie zwierzęta. Kto jeszcze tego nie zrobił, powinien wziąć udział w ankiecie i zabrać głos w sprawie zmiany prawa łowieckiego.

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz 

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
16. październik 2026 17:02