Archiwum redakcji
StoryEditorDziki

Rolnik pilnuje kukurydzy po nocach. Myśliwi mają związane ręce? Prezes koła odpowiada

09.10.2026., 16:30h

Rolnik z Mazowsza walczy z dzikami, które niszczą jego uprawy, ale skuteczna interwencja myśliwych jest utrudniona przez bliskość domów i dróg. Prezes koła łowieckiego przyznaje, że w tak zurbanizowanym terenie mają związane ręce. Rolnik otrzymał środki odstraszające, a myśliwi rozważają ustawienie urządzenia łowieckiego. Czy uda się skutecznie ochronić jego pola przed kolejnymi szkodami?

Dziki podchodzą pod dom rolnika, koło łowieckie ma związane ręce?

Pod koniec września w artykule: Liczył na 13 t/ha. Teraz po nocach pilnuje kukurydzy. „Wszystkiego mi się odechciewa” opisywaliśmy problem Mateusza Kocusa z gminy Sochaczew, któremu dziki regularnie niszczą uprawy. Rolnik obawiał się przede wszystkim o 8 ha kukurydzy na ziarno, która zapowiadała plon na poziomie nawet 13 t/ha. Jak relacjonował, mimo zgłaszanych szkód nie wiedział, gdzie szukać skutecznej pomocy, a możliwości działania myśliwych miały być ograniczone przez pobliskie zabudowania i infrastrukturę drogową.

Po publikacji artykułu zwróciliśmy się do Polskiego Związku Łowieckiego z pytaniami o sytuację w tym rejonie, szacowanie szkód oraz możliwości podejmowania działań przez myśliwych. Otrzymaliśmy odpowiedź od Sebastiana Bolińskiego, prezesa Wojskowego Koła Łowieckiego nr 134 „Przyszłość” w Sochaczewie, który odniósł się do sprawy zgłoszonej przez rolnika.

Problemem położenie gruntów należących do rolnika

Prezes koła łowieckiego, odnosząc się do sytuacji Mateusza Kocusa, podkreśla, że problemem jest przede wszystkim położenie gruntów należących do rolnika i przez niego dzierżawionych. Jak wyjaśnia, rolnik gospodaruje na około 33 ha gruntów, które są rozproszone i położone w różnych miejscach. Część z nich znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych, dróg gminnych oraz obwodnicy Sochaczewa, co znacząco ogranicza możliwości bezpiecznego wykonywania polowań.

Jak dodaje, w takim otoczeniu nie zawsze można bezpiecznie oddać strzał do dzików, ponieważ myśliwi obawiają się nie tylko bezpośredniego zagrożenia dla mieszkańców, lecz także możliwości spowodowania wypadku na drodze. Prezes zwraca uwagę, że spłoszone zwierzęta mogą wybiec na jezdnię, a ewentualna kolizja mogłaby mieć poważne konsekwencje.

– W silnie zurbanizowanym terenie możliwości wykonywania bezpiecznych polowań są znacząco ograniczone – mówi.

Jak dodaje, zgodnie z art. 51 ust. 1 pkt 1 Prawa łowieckiego zabronione jest strzelanie do zwierzyny w odległości mniejszej niż 150 metrów od zabudowań mieszkalnych. Dodatkowo ograniczenia wynikają z przebiegu granic obwodów łowieckich, położenia dróg, zabudowy oraz konieczności zapewnienia bezpieczeństwa osobom postronnym. Nie każdy teren położony w administracyjnych granicach miasta jest automatycznie wyłączony z obwodu łowieckiego, ponieważ ustawa przewiduje określone wyjątki dla większych terenów rolnych i leśnych.

Zgłoszenie szkód na podstawie formalnego wniosku

Prezes relacjonuje, że Mateusz Kocus kontaktował się z nim w sprawie dzików, a następnie został poinformowany o konieczności złożenia formalnego wniosku o oszacowanie szkód. Jak wyjaśnia, samo zgłoszenie telefoniczne nie wystarczało, dlatego rolnik miał przesłać wypełniony dokument do koła.

Według prezesa po otrzymaniu zgłoszenia na miejsce pojechali członkowie komisji zajmującej się szacowaniem szkód i oglądali uprawę pszenicy ozimej wysianej po kukurydzy. Prezes wskazuje, że na kondycję roślin mogły wpływać również inne czynniki, w tym słaba gleba, przymrozki zimą oraz późniejsza susza. Potwierdza również, że podczas wcześniejszej wizyty przedstawicieli koła na gruntach rolnika nie sporządzono protokołu oględzin. Dokument taki powinien zostać sporządzony, aby ustalenia były prawidłowo udokumentowane, a rolnik miał możliwość zgłoszenia ewentualnych zastrzeżeń.

– Brak stwierdzenia szkody podczas oględzin to nie to samo, co formalne zakończenie postępowania. Sam brak stwierdzenia szkody nie zwalnia z obowiązku sporządzenia wymaganej dokumentacji – relacjonuje prezes.

Prezes Boliński wyjaśnia, że w przypadku niezadowolenia z wyników szacowania zgodnie z przepisami ustawy Prawo łowieckie:

  • rolnik po stwierdzeniu szkody łowieckiej składa do dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego pisemny albo elektroniczny wniosek o oszacowanie szkody, co do zasady w terminie 3 dni od jej stwierdzenia;
  • koło łowieckie organizuje oględziny szkody niezwłocznie, nie później niż w terminie 7 dni od otrzymania wniosku; w oględzinach mogą uczestniczyć przedstawiciel koła, poszkodowany rolnik oraz przedstawiciel właściwego wojewódzkiego ośrodka doradztwa rolniczego;
  • z oględzin sporządzany jest protokół, w którym określa się między innymi rodzaj uprawy, powierzchnię uszkodzeń i szacunkowy stopień zniszczenia;
  • następnie, co do zasady przed zbiorem uprawy, przeprowadza się szacowanie ostateczne, podczas którego ustalana jest wysokość odszkodowania; sporządzany jest kolejny protokół;
  • jeżeli rolnik nie zgadza się z ustaleniami protokołu oględzin lub szacowania ostatecznego, ma prawo w terminie 7 dni od podpisania protokołu wnieść odwołanie do właściwego miejscowo nadleśniczego Lasów Państwowych;
  • nadleśniczy lub jego przedstawiciel przeprowadza ponowne oględziny albo szacowanie ostateczne, nie później niż w terminie 7 dni od otrzymania odwołania;
  • następnie nadleśniczy ustala wysokość odszkodowania w drodze decyzji, wydawanej w terminie 14 dni od otrzymania protokołów;
  • jeżeli rolnik lub koło łowieckie nie zgadza się z decyzją nadleśniczego, może w terminie 3 miesięcy od jej doręczenia skierować sprawę do właściwego miejscowo sądu powszechnego.

– W przypadku braku odwołania od protokołu szacowania ostatecznego odszkodowanie wypłacane jest przez koło w terminie 30 dni od sporządzenia protokołu. Jeżeli sprawa była rozpatrywana przez nadleśniczego, termin wypłaty wynosi 30 dni od doręczenia jego decyzji – mówi Boliński. 

Jak dodaje, podstawę prawną stanowią art. 46 do 46e ustawy Prawo łowieckie oraz rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 16 kwietnia 2019 r. w sprawie szczegółowych warunków szacowania szkód w uprawach i płodach rolnych.

Koło przekazało rolnikowi środki odstraszające dziki

Prezes podkreśla, że koło nie ograniczyło się do przeprowadzenia oględzin. Według jego relacji rolnik otrzymał sznury hukowe, które emitują huk w określonych odstępach czasu, oraz hukinol, czyli środek mający odstraszać dziki.

– Nie wiem, czy tego użył, czy nie użył, bo nie mam takiej wiedzy – zaznacza prezes.

Jak tłumaczy, możliwości podejmowania kolejnych działań odstraszających są ograniczone ze względu na bliskość dróg i zabudowań. Z tego samego powodu koło nie może, jego zdaniem, po prostu przeprowadzić intensywnego płoszenia zwierząt.

Prezes zapewnia również, że myśliwi podejmują działania w całym obwodzie. Z danych, którymi dysponuje, wynika, że w poprzednim sezonie odstrzelili na tym zurbanizowanym terenie 139 dzików, a w bieżącym sezonie – do dnia rozmowy – 44. Organizują także dyżury myśliwskie, jednak, jak podkreśla, obszar jest rozległy, a zwierzęta przemieszczają się między poszczególnymi miejscami.

Myśliwi rozważają ustawienie urządzenia łowieckiego

Prezes zapowiada, że koło chce ponownie przyjrzeć się sytuacji na gruntach Kocusa. Rozważane jest ustawienie urządzenia łowieckiego w miejscu, z którego można byłoby bezpiecznie oddać strzał. Wymagałoby to jednak wcześniejszych ustaleń z rolnikiem.

– Jeśli się z nim dogadamy, bo też musimy mieć od niego zezwolenie, to postawimy urządzenie łowieckie gdzieś, gdzie będzie można oddać bezpieczny strzał – mówi.

Jednocześnie prezes zaznacza, że koło nie zamierza obecnie oddawać dzierżawionego obwodu łowieckiego. Przyznaje jednak, że prowadzono rozmowy dotyczące możliwości wystąpienia o zmianę jego granic w przewidzianym prawem trybie. Argumentuje, że sytuacja, w której myśliwi nie mogą bezpiecznie polować na danym obszarze, a jednocześnie odpowiadają za wypłatę odszkodowań za szkody łowieckie, jest dla koła trudna.

Prezes: „To jest jego życie, to są jego pieniądze”

Prezes przyznaje, że rozumie trudną sytuację rolnika, ale podkreśla, że członkowie koła muszą przestrzegać przepisów i brać pod uwagę bezpieczeństwo ludzi.

– To jest jego życie, to są jego pieniądze, to jest jego utrzymanie. Ja to doskonale rozumiem – mówi, odnosząc się do sytuacji rolnika.

Jak dodaje, koło utrzymuje się z własnych środków, składek członkowskich i pieniędzy uzyskiwanych z pozyskanej zwierzyny. Z tych pieniędzy finansowane są również wypłaty odszkodowań dla rolników. Podkreśla również, że koło nie otrzymuje dotacji na bieżącą działalność.

Prezes dodaje również, że myśliwi ponoszą także koszty dojazdów, sprzętu i dyżurów. W jego ocenie problem szkód powodowanych przez dziki w pobliżu zabudowań wymaga rozwiązań, które pozwolą jednocześnie chronić uprawy i nie stwarzać zagrożenia dla mieszkańców.

– Przeciwdziałanie szkodom łowieckim wymaga współpracy zarówno koła łowieckiego, jak i właścicieli lub posiadaczy gruntów rolnych, co wynika z art. 47 ust. 1 Prawa łowieckiego. Nasze koło podejmuje działania mające na celu ograniczenie szkód, między innymi poprzez wykonywanie polowań, organizowanie dyżurów myśliwskich, przekazywanie środków odstraszających oraz rozważanie lokalizacji urządzeń łowieckich umożliwiających bezpieczne wykonywanie odstrzału. Jednocześnie wszystkie działania muszą być prowadzone z zachowaniem obowiązujących przepisów oraz zasad bezpieczeństwa mieszkańców – kończy.

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz 

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
09. październik 2026 16:32