Biogazownia może dać nawet 4 mln zł rocznie. Rolnicy zaczynają liczyćDr Inż. Aleksandra Czerwińska-Nowak
StoryEditorInfocap

Biogazownia może dać nawet 4 mln zł rocznie. Rolnicy zaczynają liczyć

23.04.2026., 13:30h
dr inż. Aleksandra Czerwińska-Nowakdr inż. Aleksandra Czerwińska-Nowak

Czy biogazownie i biometanownie to w Polsce wciąż egzotyka, czy już konieczność – zwłaszcza dla gospodarstw nastawionych na produkcję zwierzęcą i eksport żywności? Temu pytaniu poświęcone było hybrydowe webinarium „Energia z biogazu szansą polskiego rolnictwa”, zorganizowane w cyklu „OZE w rolnictwie” przez redakcję „top agrar Polska”.

WPR na lata 2023–2027 kładzie silny nacisk na rozwój zielonej energii w rolnictwie. W ramach Planu Strategicznego rolnicy mogą ubiegać się o dotacje na inwestycje w odnawialne źródła energii (OZE) oraz poprawę efektywności energetycznej gospodarstw.

Wsparcie obejmuje m.in.:

  • budowę i modernizację biogazowni,
  • instalacje fotowoltaiczne,
  • pompy ciepła,
  • termomodernizację budynków.

Poziom refundacji kosztów kwalifikowalnych może sięgać nawet 65%. Głównym celem tych działań jest zwiększenie niezależności energetycznej gospodarstw, redukcja emisji gazów cieplarnianych oraz obniżenie kosztów produkcji, co wzmacnia konkurencyjność europejskiego rolnictwa.

Rolnicy zainteresowani inwestowaniem w odnawialne źródła energii i poprawę efektywności energetycznej gospodarstw mogą się starać o wsparcie w ramach interwencji I.10.2 Inwestycje w gospodarstwach rolnych w zakresie OZE i poprawy efektywności energetycznej.

image
Biogazownia może dać nawet 4 mln zł rocznie. Rolnicy zaczynają liczyć
FOTO: Dr Inż. Aleksandra Czerwińska-Nowak

Jak przygotować gospodarstwo do inwestycji w biogazownię i biometanownię?

Eksperci webinarium „Energia z biogazu szansą polskiego rolnictwa” – prof. Jacek Dach (Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu) i dr Tomasz Marzec (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu) – tłumaczą, dlaczego warto wejść w biogaz teraz i jak krok po kroku przygotować się prawnie i organizacyjnie do takiej inwestycji.

Polska ma większy potencjał biogazowy niż Niemcy, ale pod względem liczby instalacji jesteśmy na zupełnym początku drogi. Działa u nas niespełna 200 biogazowni rolniczych, podczas gdy za Odrą funkcjonuje ich około 11 tysięcy. Tymczasem – jak podkreślali prof. Jacek Dach z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i dr Tomasz Marzec z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu podczas webinarium – z punktu widzenia prawa, ekonomii, klimatu i przyszłego eksportu żywności biogazownie oraz biometanownie stają się dla polskich gospodarstw nie tyle opcją, co koniecznością.

Gdzie dziś jest Polska, a gdzie Europa?

W Polsce funkcjonuje obecnie 195 biogazowni rolniczych o łącznej mocy niespełna 180 MW i około 75 mikroinstalacji do 50 kW. Do tego dochodzi ponad 230 instalacji komunalnych przy oczyszczalniach ścieków i składowiskach odpadów. Łącznie daje to niespełna 500 biogazowni w całym kraju. Dla porównania w Europie działa ponad 20 tys. instalacji, z czego około 11 tys. w samych Niemczech.

Jan Beba, zastępca redaktor naczelnej „top agrar Polska”, zwrócił uwagę, że gdybyśmy w pełni wykorzystali dostępny potencjał biogazu rolniczego i biometanu, moglibyśmy pokryć 30–40% krajowego zapotrzebowania na gaz. Dziś wszystkie biogazownie – rolnicze i komunalne – dostarczają około 1,6 TWh energii elektrycznej rocznie, czyli mniej niż 1% polskiej produkcji energii. Dla porównania fotowoltaika i wiatr generują łącznie około 15 TWh.

image
Biogazownia może dać nawet 4 mln zł rocznie. Rolnicy zaczynają liczyć
FOTO: Dr Inż. Aleksandra Czerwińska-Nowak

Trzecia noga rolnictwa: energia

Prof. Dach od lat powtarza, że nowoczesne gospodarstwo rolne powinno stać na trzech nogach: produkcji roślinnej, produkcji zwierzęcej oraz produkcji energii z odnawialnych źródeł, przede wszystkim z biogazu. Taka „trzecia noga” stabilizuje przychody gospodarstwa, bo biogazownia może generować przewidywalny, kontraktowy dochód przez 15–20 lat, niezależnie od wahań cen zbóż, mleka czy żywca. W realiach rosnących kosztów energii i dużej zmienności rynków płodów rolnych ta dodatkowa linia biznesowa staje się elementem bezpieczeństwa ekonomicznego.

Stabilne źródło mocy, gdy wiatr nie wieje, a słońce nie świeci

W przeciwieństwie do fotowoltaiki i energetyki wiatrowej, których produkcja zależy od pogody i pory dnia, biogazownie mogą pracować stabilnie i przewidywalnie. Prof. Dach przywołał przykład z 13 listopada: przy zainstalowanej mocy wiatru rzędu 31,5 tys. MW wszystkie elektrownie wiatrowe w kraju dawały zaledwie 76 MW, a fotowoltaika – o tej porze dnia – praktycznie 0 MW. W takich sytuacjach, jak podkreślał, gdyby nie węgiel, „siedzielibyśmy przy świeczkach”.

Nowelizacja prawa energetycznego wprowadziła pojęcie biogazowni szczytowych. To instalacje, które mogą pracować na przykład 16 godzin na dobę, gromadzić biogaz w powiększonych kopułach zbiorników i przerywać produkcję energii w środku dnia, gdy sieć jest „zapchana” fotowoltaiką. Z kolei uruchamiają generację wtedy, gdy słońce zachodzi, a zapotrzebowanie na energię rośnie. Taki model pozwala przyłączać biogazownie także tam, gdzie sieci są już nasycone instalacjami PV.

image
Biogazownia może dać nawet 4 mln zł rocznie. Rolnicy zaczynają liczyć
FOTO: Dr Inż. Aleksandra Czerwińska-Nowak

ETS 3 i emisje: dlaczego hodowcy muszą myśleć o biogazowni?

Rolnictwo jest głównym źródłem emisji metanu na świecie, a w Europie odpowiada za to przede wszystkim produkcja zwierzęca i sposób postępowania z odchodami. Polska jest największym w UE producentem obornika – wytwarzamy około 120 mln ton obornika i pomiotu rocznie. W przeciwieństwie do wielu krajów Zachodu dominuje u nas system obornikowy, a nie gnojowicowy.

Profesor szczegółowo tłumaczył, co dzieje się w pryzmie obornika. Najpierw, w warunkach tlenowych, emitowany jest dwutlenek węgla – neutralny klimatycznie, bo pochodzi z roślin. Po kilku do kilkudziesięciu godzinach wewnątrz pryzmy robi się beztlenowo, temperatura rośnie do 40–60°C i zaczyna się intensywna produkcja metanu oraz podtlenku azotu – dwóch bardzo silnych gazów cieplarnianych. To właśnie składowanie obornika jest jednym z najsilniejszych źródeł emisji gazów cieplarnianych w gospodarstwach.

Nadchodzący system ETS 3 ma objąć opodatkowanie emisji metanu i podtlenku azotu z rolnictwa. Przy obecnych cenach uprawnień do emisji jedna tona CO2 kosztuje około 82 euro. Metan przelicza się jako 27-krotność CO2, a podtlenek azotu – jako 273-krotność. Oznacza to, że tona metanu mogłaby kosztować hodowcę około 9,5 tys. zł, a tona podtlenku azotu – blisko 100 tys. zł. Jak podkreślił prof. Dach, wejście ETS 3 bez biogazowni przy oborze czy chlewni „dosłownie sponiewiera produkcję zwierzęcą”.

Kluczowe jest to, że odchody zwierzęce wykorzystane w biogazowni mają być zwolnione z opłat ETS 3. Hodowca albo buduje biogazownię sam, ewentualnie we wspólnym projekcie z innymi, albo zawiera umowę z podmiotem, który odbierze od niego obornik czy gnojowicę i zużyje je w instalacji. To w praktyce jedyny realny sposób uniknięcia drastycznych kosztów emisji.

image
Biogazownia może dać nawet 4 mln zł rocznie. Rolnicy zaczynają liczyć
FOTO: Dr Inż. Aleksandra Czerwińska-Nowak

Biogazownia jako narzędzie obniżania śladu węglowego

Mechanizmy liczenia śladu węglowego produktów żywnościowych mogą w najbliższych latach stać się kluczowe dla możliwości eksportu polskiej żywności. Polska ma dziś silną pozycję dzięki relatywnie niskiemu zużyciu pestycydów i dobrej jakości produktów, ale przy obliczaniu śladu węglowego punkt wyjścia nie jest już tak korzystny.

Profesor pokazał to na przykładzie mleka. Średnia emisyjność energii elektrycznej w Polsce to około 727 g CO2 na 1 kWh, podczas gdy we Francji czy Szwajcarii to 25–45 g CO2. Jeśli do wyprodukowania litra mleka potrzeba 1 kWh energii, polski litr „dostaje w pakiecie” 727 g CO2, a francuski – około 45 g. Sama różnica w miksie energetycznym powoduje, że polskie mleko może mieć nawet 17 razy wyższy ślad węglowy niż francuskie. Do tego trzeba doliczyć ogrzewanie kurników czy obór olejem i gazem, energię w ubojni, transport oraz emisje metanu i podtlenku azotu ze składowanych odchodów.

W podobnej sytuacji może znaleźć się polski drób. Mimo wysokiej jakości mięsa, przy wysokim śladzie węglowym wynikającym z energii i emisji z nawozów naturalnych, polski kurczak może otrzymać czerwone oznaczenie w systemach środowiskowych sieci handlowych, co zniechęci konsumentów i zamknie drogę eksportową. Jednocześnie kurczak z Niemiec czy Danii, produkowany przy wykorzystaniu energii z biogazowni i z odchodami kierowanymi do fermentacji, może otrzymać zielone oznaczenie i zająć miejsce naszego produktu na półkach.

Kto przede wszystkim potrzebuje biogazowni?

Zdaniem prof. Dacha biogazownia nie jest dziś „fanaberią”, lecz warunkiem przetrwania dla trzech grup: hodowców bydła i trzody, eksporterów produktów rolno-spożywczych oraz dostawców sieci handlowych. Mleczarnie i zakłady mięsne już teraz coraz częściej interesują się śladem węglowym surowca. W praktyce może to oznaczać, że w niedalekiej przyszłości nie będą chciały odbierać mleka czy żywca z gospodarstw, w których obornik leży w pryzmach, generując emisje, zamiast trafiać do biogazowni.

image
Biogazownia może dać nawet 4 mln zł rocznie. Rolnicy zaczynają liczyć
FOTO: Dr Inż. Aleksandra Czerwińska-Nowak

Czy biogaz ma sens bez hodowli?

Na webinarium padło pytanie, czy biogazownia oparta wyłącznie na substratach roślinnych – kiszonce kukurydzy, słomie, resztkach z pola – ma uzasadnienie ekonomiczne. Prof. Dach odpowiedział, że tak, pod warunkiem dobrze dobranej technologii i organizacji. Z jednej tony kiszonki kukurydzy można uzyskać około 127 m³ metanu, co przy obecnych cenach daje wartość energii elektrycznej rzędu 520–530 zł. 

Tona słomy daje około 260–265 m3  metanu, czyli równowartość nawet 1060 zł w prądzie, nie licząc ciepła z kogeneracji.

Instalacje oparte wyłącznie na biomasie roślinnej wymagają jednak uzupełniania niedoborów mikroelementów, które naturalnie wnoszą odchody zwierzęce. Co pewien czas trzeba więc dodać przyczepę obornika, dolać gnojowicy albo zastosować odpowiedni zestaw mikroelementów w formie preparatu.

Jaka skala instalacji jest opłacalna?

Doświadczenia z biogazowni badawczych i komercyjnych pokazują, że mikrobiogazownie poniżej 50 kW w większości przypadków są bardzo pracochłonne i nie generują istotnego przychodu. Mają sens właściwie tylko tam, gdzie mamy do dyspozycji gęstą gnojowicę bydła na rusztach i zasilamy instalację wyłącznie tym jednym substratem. Znacznie lepsze wyniki ekonomiczne dają instalacje od 100 kW w górę. Szczególnie dobrze wypadają jednostki 100–250–500 kW, a przy 0,5 MW można mówić już o realnym, stabilnym strumieniu gotówki dla gospodarstwa.

Modelowa biogazownia o mocy 0,5 MW przy obecnych zasadach wsparcia może generować około 4 mln zł rocznego przychodu z energii elektrycznej sprzedawanej po stawce gwarantowanej rzędu 974 zł/MWh. Do tego dochodzi wartość ciepła, odpowiadająca mniej więcej 800 tonom węgla rocznie. Koszty serwisu takiej instalacji szacuje się na 300–400 tys. zł rocznie, a nakłady inwestycyjne – od 13 do 20 mln zł, w zależności od technologii i zakresu prac „pod klucz”. Część kosztów można obniżyć, wykonując we własnym zakresie roboty ziemne, fundamenty, drogi wewnętrzne czy infrastrukturę pomocniczą.

Dotacje – wsparcie czy ukryta „pożyczka”?

Prof. Dach zwrócił uwagę na często pomijany aspekt dotacji. W systemie taryf gwarantowanych przyznana dotacja jest de facto rozkładana na cały okres wsparcia i obniża stałą stawkę za energię. Jeśli biogazownia dostanie 10 mln zł dotacji i przez 15 lat wytworzy łącznie 60 tys. MWh energii, oznacza to obniżenie stawki o około 160 zł/MWh. Zamiast 974 zł/MWh w praktyce otrzymujemy więc około 810 zł. Dotacja jest więc pewnego rodzaju pożyczką, którą spłacamy w formie niższej ceny energii, a proces jej uzyskania bywa długotrwały. W poprzedniej edycji programu „Energia dla wsi” złożono około 600 wniosków, z których większości nadal nie rozpatrzono, co sprawia, że założenia biznesplanu po 2–3 latach potrafią się całkowicie zdezaktualizować. Z tego powodu coraz więcej inwestorów traktuje dotację jako ewentualny bonus, a głównym narzędziem finansowania czyni kredyt inwestycyjny.

Czy opłaca się zużywać prąd na własne potrzeby?

Paradoksalnie, przy obecnych stawkach wsparcia bardziej opłaca się sprzedać całość energii do sieci i kupować prąd na potrzeby gospodarstwa po stawkach rynkowych. Gdy biogazownia dostaje za 1 kWh około 97 groszy, a prąd z sieci można kupić za 60–70 groszy, oszczędzanie na własnym zużyciu przestaje mieć ekonomiczny sens. Analogicznie jest z biometanem – obecnie wyższe stawki za wprowadzony do sieci biometan sprawiają, że opłaca się sprzedać całość, a energię cieplną czy elektryczną kupować, dopóki relacje cenowe są korzystne.

Jakich technologii unikać?

Ekspert przestrzegał również przed ślepym kopiowaniem rozwiązań stosowanych w Niemczech w latach 80. ub.w. Popularne tam ogromne, żelbetowe zbiorniki z technologią typu Navarro mają słabą efektywność mieszania, wymagają separatorów frakcji stałej i generalnie uchodzą dziś za przestarzałe. Nowoczesne polskie biogazownie – jak te w Przybrodzie czy Śniatach – osiągają znacznie wyższą wydajność z tej samej masy substratu, często bez konieczności stosowania separatorów i z lepszym wykorzystaniem słomy, kiszonek czy liści buraków. Zanim podejmiemy decyzję, warto obejrzeć kilka działających instalacji w kraju i skorzystać z doświadczeń laboratoriów czy biogazowni demonstracyjnych.

Biogazownia a zapachy – mit i rzeczywistość

Jednym z głównych argumentów społecznych przeciwko biogazowniom jest obawa przed uciążliwym zapachem. Tymczasem prawidłowo zaprojektowana i eksploatowana instalacja jest praktycznie bezwonna. Prof. Dach przytoczył przykład biogazowni w Jarostach pod Piotrkowem Trybunalskim, gdzie pierwszy dom stoi 55 metrów od kosza zasypowego, a mimo to nie ma problemu z odorami. Biogazownia jest instalacją gazową, więc musi być szczelna – jeśli coś śmierdzi, to zwykle nie sam fermentor, lecz źle przechowywane substraty czy odpady poubojowe składowane „pod chmurką”. Kluczem jest porządek na terenie zakładu, właściwe magazynowanie surowców i szczelność całego systemu.

Spółdzielnia energetyczna – wspólna droga do biogazu

Dr Tomasz Marzec zwrócił uwagę na możliwość budowania biogazowni w formule spółdzielni energetycznej. Jest to szczególny rodzaj spółdzielni, której celem jest wytwarzanie, obrót i magazynowanie energii, biogazu czy biometanu na rzecz jej członków. Rozliczenia w spółdzielni przypominają dawny system prosumencki: za 1 kWh wprowadzoną do sieci można w godzinowym bilansie odebrać 0,6 kWh, a członkowie zyskują dodatkowo zwolnienie z części opłat dystrybucyjnych i innych składników rachunku. Każdy posiada licznik zdalnego odczytu i indywidualną fakturę, pomniejszaną o zużytą energię własną.

Z punktu widzenia bilansu spółdzielni najkorzystniej jest, gdy w każdej godzinie dobowej produkcja energii jak najbliżej pokrywa sumaryczne zużycie jej członków. Biogazownia jest do tego idealnym narzędziem, bo pracuje stabilnie, można w pewnych granicach regulować jej moc, a przy tym uzupełnia się dobrze z fotowoltaiką i wiatrem. Ustawodawca wprowadził też ważną zachętę: jeśli instalacja należąca do spółdzielni zapewnia co najmniej 50% zapotrzebowania jej członków w każdej godzinie, operator nie może odmówić warunków przyłączenia. To ogromny atut w gminach, gdzie sieć jest już obciążona źródłami PV.

Spółdzielnia może działać na obszarze maksymalnie trzech gmin, członkowie muszą być przyłączeni do sieci średniego lub niskiego napięcia, a łączna produkcja energii z OZE powinna pokrywać co najmniej 70% (dla nowych spółdzielni – tymczasowo 40%) zapotrzebowania jej członków. Zainteresowanie tą formą rośnie – na koniec listopada 2025 r. zarejestrowano już ponad 270 spółdzielni, wobec 42 na początku roku.

Jak krok po kroku podejść do inwestycji?

Przygotowanie inwestycji w biogazownię zaczyna się od rzetelnej analizy potencjału substratowego: ilości dostępnych odchodów zwierzęcych, słomy, kiszonek, produktów ubocznych czy odpadów z przetwórstwa. Równolegle trzeba policzyć zużycie energii w gospodarstwie i – jeśli myślimy o spółdzielni – także u potencjalnych partnerów. Pomocna jest tu usługa audytu energetycznego, który pozwala zrozumieć profil poboru energii godzina po godzinie.

Kolejny etap to wybór modelu biznesowego: własna biogazownia z taryfą gwarantowaną lub premium, czy wejście w spółdzielnię energetyczną. Następnie trzeba zmierzyć się z procedurą środowiskową, sprawdzić zapisy miejscowego planu zagospodarowania, wystąpić o warunki przyłączenia do sieci, uzyskać pozwolenia budowlane, a na końcu zapewnić finansowanie – kredyt, ewentualną dotację i wkład własny. W całym procesie ważne jest też przygotowanie organizacyjne: wybór technologii odpowiedniej do dostępnych substratów, zapewnienie serwisu, zawarcie długoterminowych umów na dostawy surowców z sąsiadami czy lokalnymi firmami.

Dlaczego właśnie teraz?

Polska ma większy potencjał biogazu niż Niemcy, a wciąż tylko około 200 biogazowni rolniczych. W nadchodzących latach na produkcję rolną coraz silniej oddziaływać będą system ETS 3, wymogi śladu węglowego i oczekiwania sieci handlowych w zakresie neutralności klimatycznej. Biogazownie i biometanownie są jednym z niewielu narzędzi, które pozwalają jednocześnie ograniczyć emisje, obniżyć ślad węglowy produktów i zbudować stabilne źródło przychodu dla gospodarstw.

Stawki wsparcia dla biogazu są dziś relatywnie wysokie, a system spółdzielni energetycznych oferuje korzystne warunki rozliczeń. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że w miarę rozwoju rynku i rosnącej liczby instalacji poziom wsparcia może być stopniowo ograniczany. Dla wielu gospodarstw rolnych nadchodzące 2–3 lata mogą być więc ostatnim momentem, by wejść w biogaz z przewagą „pierwszego ruchu” – zanim wymogi środowiskowe staną się obowiązkiem, a nie wyborem.

dr inż. Aleksandra Czerwińska-Nowak

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
23. kwiecień 2026 13:32