Niekorzystny układ dla spółdzielni mleczarskich
Presję widać w całej Europie, ale szczególnie w Polsce. Oznacza to, że zakłady kupują surowiec po cenie, która nie obniża się tak szybko jak wartość części produktów masowych. Marża przerobowa kurczy się, a zapas wyprodukowany wcześniej może być wyceniany wyżej niż aktualna cena możliwa do uzyskania na rynku. Jest to szczególnie niebezpieczny układ dla spółdzielni mleczarskich. Z jednej strony muszą one utrzymywać odbiór surowca od swoich członków i chronić ich dochody, z drugiej, konkurują z sieciami handlowymi i odbiorcami eksportowymi, którzy wykorzystują nadpodaż do negocjowania niższych cen oraz dłuższych terminów płatności.
Sytuacja na rynku mleka wg KE
Ostatnio opublikowane dane Komisji Europejskiej za pierwszy kwartał 2026 roku pokazują wzrost skupu mleka o 4,5% rok do roku. Jednak warto również patrzeć na dane dotyczące produkcji. Produkcja masła wzrosła w tym okresie o 11,1%, odtłuszczonego mleka w proszku aż o 15,7%, serów o 3,8%, a produktów fermentowanych o 4,1%. Tak szybki przyrost masła i proszku oznacza, że znaczna część dodatkowego surowca została skierowana do produktów możliwych do dłuższego magazynowania. Nie jest to bezpośredni pomiar zapasów, ale stanowi silny impuls do ich narastania, zwłaszcza gdy produkcja rośnie szybciej niż popyt lub eksport. Tym samym, ceny unijne pozostają pod presją. Na początku czerwca masło kosztowało w UE średnio 405 euro za 100 kg, odtłuszczone mleko w proszku 279 euro, pełne mleko w proszku 326 euro, a cheddar 314 euro. Cena surowego mleka za kwiecień wynosiła 42,8 euro za 100 kg, natomiast szacunkowa cena w ekwiwalencie wynikająca z wartości masła i odtłuszczonego mleka w proszku, była niższa i wynosiła 39,8 euro. Różnica około 3 euro na 100 kg pokazuje, że przy przerobie mleka na podstawowe towary masowe zdolność generowania marży jest niemal niemożliwa.
Pieniądze zamrożone w maśle
Dla zakładów szczególnie istotny jest rozjazd pomiędzy ilością kupowanego surowca a wartością produktów uzyskiwanych z jego przerobu. Mleko trzeba odebrać niemal natychmiast, natomiast masło, sery dojrzewające i proszki mogą pozostawać w magazynach przez wiele tygodni lub miesięcy. Każda dodatkowa tona zapasu pochłania środki finansowe, wykorzystuje limit kredytu obrotowego i zwiększa koszty energii, chłodzenia oraz transportu. Jeżeli w tym czasie ceny rynkowe spadają, zakład mleczarski jest dodatkowo stratny.
Mleczarnie mają coraz mniej pieniędzy
Co prawda najnowsze prognozy, nawet wymienionej Komisji Europejskiej, częściowo łagodzą scenariusze dalszego gwałtownego pogorszenia, ale nie usuwa to problemu płynności. Mleczarniom kurczą się zasoby bieżących środków pieniężnych. Komisja nadal ocenia, że produkcja mleka w UE może w całym 2026 r. wzrosnąć o 0,2%. Produkcja masła i odtłuszczonego mleka w proszku ma pozostać stabilna po wyjątkowo dużym wzroście w 2025 roku. Jednocześnie dalszy spadek ma dotyczyć produkcji i eksportu pełnego mleka w proszku, którego konkurencyjność cenowa pozostaje relatywnie niewielka. Lepsze perspektywy dotyczą serów, serwatki, jogurtów i śmietany, wspieranych przez popyt oraz możliwość uzyskania wyższej marży.
Zagrożenie dla spółdzielni mleczarskich
Wszystko to tworzy ryzyko i zagrożenia w zakładach, gdzie występuje zadłużenie krótkoterminowe, niska marża, duży udział produktów masowych oraz specyficznej dla całej branży spożywczej niskiej pozycji negocjacyjnej wobec handlu. W ich przypadku wzrost zapasów odpowiadający kilku tygodniom sprzedaży może pochłonąć znaczną część dostępnych środków. Zakład produkcyjny często staje wówczas przed wyborem między wyprzedażą produktów po niższej cenie, ograniczeniem ceny skupu mleka, wydłużeniem płatności dostawcom albo finansowaniem zadłużenia na już mniej korzystnych warunkach.
W krótkim okresie kluczowe jest zatem skracanie rotacji zapasów, ograniczanie produkcji bez potwierdzonego odbiorcy i intensywniejsza kontrola marży poszczególnych wyrobów. Najnowsze dane pokazują, że rynek zaczyna szukać równowagi, lecz przez całą pierwszą połowę 2026 roku płynność mleczarni pozostaje pod wyjątkowo silną presją, która nie wiadomo jak długo jeszcze potrwa. W takim otoczeniu wzrost produkcji nie przekłada się automatycznie na wzrost posiadanej gotówki, lecz może prowadzić do gromadzenia coraz większych zapasów, przecen i dalszego spadku dostępnego codziennie kapitału obrotowego.
Artur Puławski
