„400 ton pszenicy leży, ceny skupu sprzed lat”. Rolnik z Opolszczyzny ostrzega
Pełne magazyny, dramatycznie niskie ceny skupu i rosnące koszty produkcji. Tak dziś wygląda rzeczywistość wielu gospodarstw. Jak mówi w rozmowie z nami Krzysztof Piech, rolnik z Igłowic na Opolszczyźnie, sytuacja na rynku zbóż i warzyw jest coraz trudniejsza, a decyzje podejmowane na poziomie europejskim tylko pogłębiają problem.
– Pyta pani, czy sprzedało się zboże? Nie sprzedało się. Do dziś mam ponad 400 ton pszenicy. Oczywiście wszystko można sprzedać, ale równie dobrze można to oddać za darmo – mówi bez ogródek.
Ceny skupu jak sprzed lat, a koszty produkcji wysokie
Rolnik podkreśla, że ceny zbóż i rzepaku cofnęły się do poziomów sprzed wielu lat, podczas gdy koszty produkcji są dziś nieporównywalnie wyższe.
– Dzisiejsze ceny to poziom sprzed siedmiu, a nawet dziesięciu lat. A koszty? Inflacja, drogie nawozy, środki ochrony, energia. Wiele gospodarstw wtedy dostało zadyszki, która ciągnie się do dziś. Przy obecnym rozjeździe kosztów i cen mamy tragedię – ocenia.
Warzywa i ziemniaki niszczone. „To się nie mieści w głowie”
Problem nie dotyczy wyłącznie zbóż. W tym roku kryzys wyraźnie odczuli producenci warzyw.
– Są warzywa, są ziemniaki. Produkty, które dotąd „płaciły”. Dziś są oddawane za bezcen albo niszczone – zaorywane, talerzowane w polu – mówi Piech.
– W świecie, w którym wciąż mówi się o głodzie, pozwalanie na niszczenie żywności jest czymś trudnym do zaakceptowania. Nawet nie mówię o moralności, tylko o zwykłym zdrowym rozsądku – dodaje.
„Kto tu się pogubił? Na pewno nie rolnicy”
Zdaniem rolnika obecna sytuacja to efekt długofalowej polityki, w której rolnictwo traci na znaczeniu.
– Udział rolnictwa w PKB nie jest wysoki, ale to branża strategiczna. Produkujemy żywność. Bezpieczeństwo żywnościowe nie jest luksusem – podkreśla.
– Nikt nie dyskutuje, czy potrzebna jest energia albo paliwa. A dziś zaczyna się dyskusja, czy potrzebna jest rodzima, bezpieczna żywność. Kto tu się pogubił? Na pewno nie rolnicy – mówi.
Mercosur jako punkt zapalny
W tym kontekście rolnicy z niepokojem patrzą na umowę handlową Unii Europejskiej z krajami Mercosur.
– To szczyt hipokryzji, że Europa w agonalnej próbie ratowania swojego przemysłu chce podpisywać takie umowy kosztem własnych rolników – ocenia Piech. – To prosta droga do dalszego osłabienia produkcji rolnej i utraty bezpieczeństwa żywnościowego – dodaje.
„Rolnik został sam”
Piech nie ukrywa też frustracji wobec polityków.
– Przepraszam za dosadność, ale szlak mnie trafia, gdy próbuje się nam przypinać łatki polityczne. Jedni rządzili wcześniej i nic nie zrobili, drudzy rządzą dziś i też nic nie zrobili, żeby zatrzymać ten Mercosur – ocenia.
– Rolnik został sam. Mamy poczucie, że nie ma realnej woli, żeby nas wysłuchać. A to jest po prostu przykre – podsumowuje.
Kamila Szałaj
