Debata o umowie handlowej między Unią Europejską a krajami Mercosur ponownie wywołała spór o przyszłość europejskiego rynku mięsa. W Sejmie padły argumenty, że planowany import wołowiny z Ameryki Południowej nie stanowi realnego zagrożenia dla produkcji w UE. Rolnicy i organizacje branżowe odpowiadają jednak, że takie porównania nie oddają realiów rynku.
Kołodziejczak: „Robicie rolnikom wodę z mózgu”
Podczas posiedzenia Sejmu 11 marca 2026 r. głos w sprawie umowy UE–Mercosur zabrał Michał Kołodziejczak. W swojej wypowiedzi odniósł się do obaw części polityków i rolników dotyczących wpływu importu wołowiny na rynek europejski.
Jak stwierdził z sejmowej mównicy: „Mówicie, że niecałe 100 tys. t importu wołowiny zaburzy europejski rynek. Produkujemy w Unii Europejskiej 7 mln t wołowiny. (…) I mówicie, że 100 tys. t zaburzy nasz rynek? Nie. Robicie rolnikom wodę z mózgu”.
Poseł argumentował, że przy produkcji wynoszącej około 7 mln ton wołowiny rocznie w UE dodatkowy import rzędu ok. 100 tys. ton stanowi zaledwie około 1,5% unijnej produkcji, a więc nie powinien mieć istotnego wpływu na rynek.
W podobny sposób odniósł się także do importu drobiu, wskazując, że przy produkcji wynoszącej około 14 mln ton w UE, import z Mercosur rzędu 180 tys. ton nie powinien zdestabilizować rynku.
Rolnicy odpowiadają Kołodziejczakowi: „To manipulacja liczbami”
Na tę wypowiedź zareagował Oddolny Ogólnopolski Protest Rolników (OOPR), publikując 16 marca w mediach społecznościowych wpis zatytułowany „Agro Weryfikator”. Organizacja postanowiła sprawdzić liczby przywołane w sejmowej debacie.
Rolnicy zwracają uwagę, że porównanie importu do całej produkcji wołowiny w UE jest statystycznie poprawne, ale nie pokazuje faktycznej struktury rynku. Ich zdaniem kluczowe jest to, że import z krajów Mercosur dotyczy przede wszystkim najdroższych elementów tuszy wołowej.
Mercosur uderzy w najdroższe mięso. Tu rozgrywa się cały rynek
Jak wskazuje OOPR, do Unii Europejskiej trafiają głównie takie elementy jak:
- rostbef
- antrykot
- polędwica
To właśnie te części tuszy należą do najbardziej wartościowych na rynku.
Według danych przytoczonych przez organizację roczna produkcja tych elementów w UE wynosi około 700 tys. ton. Jeśli więc import z Mercosur miałby wynieść około 99 tys. ton, oznaczałoby to udział na poziomie około 15% tego segmentu rynku. Zdaniem rolników to właśnie te elementy w dużej mierze decydują o opłacalności produkcji bydła w Europie.
Rolnicy ostrzegają: nawet mały import może wywrócić ceny
Organizacja zwraca też uwagę na mechanizm charakterystyczny dla rynków rolnych. Nawet stosunkowo niewielki wzrost podaży może prowadzić do spadku cen, szczególnie w najbardziej dochodowym segmencie rynku. W praktyce oznacza to, że dodatkowy import koncentrujący się w najdroższych elementach tuszy może mieć większy wpływ na dochody producentów bydła, niż sugerowałoby porównanie do całkowitej produkcji wołowiny w UE.
W szerszym kontekście rynek analizuje także łączny efekt kilku negocjowanych umów handlowych. Jak niedawno opisywaliśmy na naszym portalu, sama umowa z Mercosurem przewiduje bezcłowy kontyngent na 99 tys. ton wołowiny rocznie, ale równolegle Unia Europejska prowadzi rozmowy handlowe m.in. z Australią, które mogą oznaczać dodatkowy dostęp do rynku rzędu ok. 40 tys. ton.
Z punktu widzenia producentów kluczowe jest więc nie tylko to, skąd napłynie mięso, lecz także łączna skala dodatkowej podaży i to, w jakich segmentach rynku pojawi się konkurencja. Właśnie suma tych decyzji handlowych może w przyszłości wpływać na presję cenową na europejskim rynku wołowiny. Więcej szczegółów opisaliśmy w artykule niżej:
Ekspert: „To nie bajki. Import może uderzyć w polską wołowinę”
Do debaty odniósł się także Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny, którego poprosiliśmy o komentarz. Jak podkreśla, problem nie sprowadza się wyłącznie do wolumenu importu.
- Wydawało mi się, że przez ostatnie kilkanaście miesięcy dość jasno wyjaśnialiśmy, dlaczego umowa z Mercosur w obecnym kształcie jest szkodliwa dla polskich producentów wołowiny. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich było to wystarczająco czytelne – stwierdził.
Zarzecki zaznacza, że choć w wielu sprawach szanuje stanowisko posła Kołodziejczaka, jego wypowiedź w Sejmie była, jak mówi, „nikomu niepotrzebna”.
- Obawy rolników wobec umowy UE–Mercosur to nie żadne „bajki”’. Nie chodzi wyłącznie o sam wolumen importu, lecz o segment rynku. Import z krajów Mercosur trafia głównie w najdroższe elementy wołowiny, które w dużej mierze decydują o opłacalności produkcji w Europie, a szczególnie w Polsce, będącej jednym z liderów eksportu wołowiny na rynek UE. Nawet niewielka ilość takiego importu może mocno uderzyć w konkurencyjność – wyjaśnia ekspert.
Jak dodaje problem dotyczy także zasad konkurencji na rynku międzynarodowym.
- Europejscy rolnicy funkcjonują w jednych z najbardziej restrykcyjnych warunków na świecie, a jednocześnie mają konkurować z produkcją odbywającą się według zupełnie innych standardów. To realne zagrożenie dla europejskiej produkcji wołowiny oraz dla uczciwych zasad rynku - podkreślił.
Oprac. Maria Khamiuk
