Problem nie ogranicza się już do pojedynczych przypadków. Rolnicy wskazują, że duże stada ptaków niszczą zasiewy podczas żerowania, wydeptują rośliny, zanieczyszczają pola odchodami, a po takich szkodach często konieczny jest ponowny siew.
Rolnicy liczą straty w dziesiątkach tysięcy euro
Skala problemu jest dobrze widoczna w danych przywoływanych przez Brandenburski Związek Rolników. Zgłaszane przez gospodarstwa straty wynoszą od 3 tys. do nawet 300 tys. euro, co w przeliczeniu na złotówki daje ok. 1,3 mln zł.
W jednym z gospodarstw ekspertyza przygotowana na zlecenie Izby Przemysłowo-Handlowej w Poczdamie wykazała, że w 2025 r. szkody wyniosły 52 040 euro.
Na tę kwotę złożyły się m.in. straty wynikające z żerowania i tratowania roślin, zanieczyszczenia upraw odchodami, konieczności ponownego siewu, stosowania środków ochrony roślin, ściółkowania oraz działań mających odstraszyć ptaki.
– To już nie są tylko godne ubolewania, odosobnione przypadki – uważa Henrik Wendorff, prezes Brandenburskiego Związku Rolników. Jego zdaniem skala szkód zaczyna wpływać na plony, możliwość planowania produkcji i sytuację ekonomiczną gospodarstw.
Rolnicy mają problem szczególnie na terenach chronionych
Sytuacja jest trudna zwłaszcza tam, gdzie obowiązują dodatkowe ograniczenia związane z ochroną przyrody. W Brandenburgii ok. 22 proc. powierzchni stanowią obszary ochrony ptaków. Jeżeli doliczyć obszary FFH, ok. jedna czwarta powierzchni landu należy do sieci Natura 2000. Część tych terenów jest jednocześnie wykorzystywana rolniczo.
Rolnicy wskazują więc na problem dotyczący tego, że mają obowiązek prowadzenia produkcji w warunkach, w których możliwości odstraszania ptaków mogą być ograniczone, a jednocześnie nie otrzymują odszkodowania za powstające szkody.
„Jedna gęś to nie problem, 5000 to już problem”
Brandenburski Związek Rolników chce, aby państwo przestało traktować szkody powodowane przez dzikie ptaki jako pojedyncze, lokalne zdarzenia.
Organizacja domaga się obowiązkowego systemu zarządzania populacją dzikich ptaków w całej Brandenburgii. Chodzi przede wszystkim o wykorzystanie dostępnych prawem metod odstraszania i ograniczania liczebności ptaków tam, gdzie ich koncentracja powoduje poważne szkody. W działania mieliby być włączani również myśliwi.
Zdaniem związku nie wystarczy prowadzenie pojedynczych projektów pilotażowych. Organizacja chce, aby doświadczenia z regionów testowych zostały szybko wykorzystane do stworzenia rozwiązania obowiązującego w całym landzie.
Siedem postulatów rolników
Brandenburski Związek Rolników przedstawił siedem propozycji dotyczących zarządzania dzikimi ptakami i ochrony gospodarstw.
Rolnicy chcą przede wszystkim:
- jednolitych przepisów dotyczących oceny szkód i określenia, kiedy można podejmować interwencję,
- szybkiego stosowania legalnych metod odstraszania i ograniczania liczby ptaków w przypadku poważnych szkód,
- uwzględniania skutków dla rolnictwa przy tworzeniu nowych miejsc odpoczynku dla ptaków,
- stałego finansowania działań związanych z zarządzaniem populacją,
- pewnego systemu odszkodowań za szkody, ustalanych na podstawie niezależnej wyceny,
- większego udziału rolników w podejmowaniu decyzji dotyczących obszarów chronionych,
- przejrzystego informowania o kosztach ochrony przyrody i wysokości szkód ponoszonych przez gospodarstwa.
Rolnicy nie chcą płacić za ochronę ptaków z własnej kieszeni
Istotą sporu w Brandenburgii jest nie tylko sama liczba żurawi czy gęsi. Chodzi również o to, kto ma ponosić koszty ochrony dzikich ptaków. Rolnicy podkreślają, że ochrona gatunków jest zadaniem ważnym dla całego społeczeństwa. Jeżeli jednak jej skutkiem są wielotysięczne straty w gospodarstwach, koszty nie powinny być przerzucane wyłącznie na rolników.
Brandenburski Związek Rolników ostrzega, że bez skutecznego systemu zapobiegania szkodom i rekompensowania strat może pogarszać się również akceptacja dla działań związanych z ochroną przyrody na terenach wiejskich.
Dla rolników sprawa jest więc prosta. Jeżeli państwo chce chronić duże populacje dzikich ptaków, musi jednocześnie zapewnić gospodarstwom narzędzia do ograniczania szkód oraz realną rekompensatę za straty.
A jak wygląda sytuacja w Polsce?
Podobny problem mają także polscy rolnicy. Żurawie i część gatunków gęsi nie są objęte systemem odszkodowań za szkody w uprawach, a za straty wyrządzone przez żurawie nie odpowiadają ani koła łowieckie, ani Polski Związek Łowiecki. RDOŚ w Bydgoszczy wprost wskazuje, że obecnie nie ma podstaw prawnych do wypłaty odszkodowań za szkody wyrządzone przez żurawie czy inne ptaki; w praktyce pozostaje droga cywilna.
Problem jest jednak coraz częściej podnoszony przez rolników i parlamentarzystów. W 2026 r. do Sejmu trafiły interpelacje dotyczące m.in. szkód powodowanych przez żurawie w kukurydzy. Rolnicy zgłaszają wyjadanie ziarna, niszczenie młodych roślin i konieczność wykonywania ponownych zasiewów. We wrześniu 2026 r. Sejm zajmował się natomiast projektami ustaw dotyczącymi rekompensat za szkody wyrządzane przez ptaki. Proponowane rozwiązania obejmują m.in. żurawie, dzikie gęsi i łabędzie w uprawach.
Na dziś systemowych odszkodowań za takie szkody w Polsce nadal nie ma. Ministerstwo Klimatu i Środowiska również wskazuje, że trwają prace legislacyjne nad rozwiązaniami w tym zakresie. Jednocześnie w przypadku gatunków chronionych rolnik musi pamiętać, że płoszenie ptaków może wymagać uzyskania odpowiedniego zezwolenia, szczególnie w okresach i miejscach objętych zakazami.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. topagrar.com
