Tysiące główek w rękach, a przyszłość niepewna. Rolnik o czosnkuM. Kaleta/A. Sawicka/Canva
StoryEditorGłos rolnika

„Od października nie mogliśmy sprzedać ani kilograma”. Polski rolnik przegrywa z importem

19.06.2026., 16:00h

Co dziś jest większym problemem producentów czosnku – uprawa czy sprzedaż? Marcin Kaleta z Kobylnik przyznaje, że ostatni sezon pokazał, jak trudny może być rynek dla gospodarstw, które od pokoleń zajmują się tą produkcją.

„Jesteśmy zalewani czosnkiem z Kazachstanu, Egiptu i Chin”

Podczas wizyty w gospodarstwie Marcina Kalety w Kobylnikach, w gminie Wiślica, w powiecie buskim, wicemarszałek województwa świętokrzyskiego Grzegorz Socha, zwrócił uwagę na coraz trudniejszą sytuację producentów czosnku.

Jak podkreślał, problemem nie jest jakość polskiego czosnku, który od lat cieszy się uznaniem konsumentów, ale rosnąca presja taniego importu i nierówne warunki konkurencji. Zdaniem samorządowca krajowi producenci muszą spełniać rygorystyczne wymogi dotyczące ochrony roślin i produkcji, podczas gdy na rynek trafia czosnek sprowadzany z państw, gdzie obowiązują mniej restrykcyjne zasady.

Mamy problem taki, że po prostu jesteśmy zalewani czosnkiem z Kazachstanu, z Egiptu i nie możemy naszego sprzedać produktu, który jest piękny, zdrowy. Panie ministrze, prosimy o jakąś reakcję – mówi Grzegorz Socha w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych.

Wicemarszałek podkreśla również, że polscy rolnicy funkcjonują w coraz trudniejszych warunkach.

– Mamy tu piękny, wielki, polski czosnek, a jednocześnie zalew importu nie tylko z tych krajów, ale także z Chin. Panie ministrze Krajewski, do roboty, do dzieła trzeba chronić polskich producentów, polskich rolników – apeluje wicemarszałek.

– Chciałbym podziękować panu wicemarszałkowi za zainteresowanie się sprawą i za to, że zwrócił uwagę na problemy producentów czosnku – podkreśla w rozmowie z naszą redakcją rolnik Marcin Kaleta.

Czosnek uprawiają od pokoleń

Marcin Kaleta, sołtys Kobylnik, zajmuje się uprawą czosnku od 20 lat, ale historia tej produkcji w jego rodzinie sięga o wiele dalej.

– Ja osobiście 20 lat produkuję, ale to ma charakter pokoleniowy. Ojciec sadził czosnek, dziadek też sadził. Czosnek u nas był na pewno od kilkudziesięciu lat – opowiada rolnik.

Jak podkreśla, w jego okolicy uprawa czosnku była przez lata jednym z filarów lokalnego rolnictwa.

– U nas ogólnie taka jest gmina, no i to się roznosiło na okolice, było to opłacalne. Wielu rolników właśnie uprawia czosnek, każdy dom – mówi producent.

Koszty uprawy rosną, a skutecznych środków brakuje

Problemy polskich producentów czosnku nie kończą się tylko na imporcie. Coraz większym wyzwaniem są choroby i szkodniki, a co za tym idzie ograniczenia w stosowaniu środków ochrony roślin.

Koszty wzrastają, nawozy idą do góry, środki ochrony roślin idą do góry, a my mamy w dodatku dużo środków wycofanych – tłumaczy Kaleta.

Szczególnie dotkliwym problemem są nicienie atakujące plantacje, które zaczynają żerować 2 tygodnie przed zbiorem, a nawet wcześniej.

Nie mamy środka na te niedobre nicienie. Są gospodarstwa, gdzie straty wynoszą 20 procent, są takie, gdzie 50 procent, a u kolegi jest teraz i 70 procent zniszczonych – relacjonuje.

Rolnik zwraca uwagę, że producenci z innych krajów mają dostęp do preparatów, których polscy plantatorzy stosować nie mogą.

– Na Ukrainie nawet mają te środki dopuszczone, a u nas są niedopuszczone. Musimy kropić innymi środkami, więcej tych środków stosować i albo się uda, albo się nie uda – mówi i dodaje: – Kiedyś oprysk działał. Teraz opryskujemy, a robaki dalej działają.

image
Tysiące główek w rękach, a przyszłość niepewna. Rolnik o czosnku
FOTO: Marcin Kaleta

Ceny czosnku runęły. „Po październiku nie mogliśmy sprzedać”

Jeszcze kilka lat temu sprzedaż czosnku pozwalała osiągać satysfakcjonujące dochody. Dziś ceny są znacznie niższe.

– Jak było trzy lata temu 20–30 złotych za kilo, to było coś pięknego. W 2025 roku czosnek wiosenny był do października po 15 złotych za kilogram, a od października do lutego nie mogliśmy w ogóle sprzedać – wspomina plantator.

Skutki były bardzo dotkliwe.

– Kto ma czas i najwięcej go sprzeda do września, to jest ta cena. Od września do października już spada – ocenia Kaleta.

– Części ludzi, jak nie mogło sprzedać, nie mieli już ładnego towaru, no to musieli wywalić. Ci kosztów nie pokryli – dodaje rolnik.

Polski czosnek przegrywa? Na pewno nie jakością "Nasz czosnek pachnie"

Zdaniem producentów największym problemem jest nie jakość, lecz konkurencja cenowa ze strony importu.

– Byłem na rynku w Pińczowie przed świętami wielkanocnymi. Był taki duży czosnek z importu po 80 groszy. To już przy takiej cenie w ogóle nie opłacała się ta produkcja – mówi Kaleta.

Jak dodaje, konsumenci również często kierują się wyłącznie ceną, a supermarkety zasypuje importowany czosnek. Jednocześnie rolnik nie ma wątpliwości, że polski produkt wyróżnia się jakością.

Nasz czosnek pachnie. Importowany nawet czosnkiem nie pachnie – ocenia.

Tysiące główek trzeba wziąć do ręki

Produkcja czosnku należy do bardzo pracochłonnych upraw warzywniczych. Po zbiorze każda główka musi zostać oczyszczona, posortowana i skalibrowana według wielkości. 

– To trzeba wszystko rękami obrać. Każdą jedną główkę. To są tysiące główek – podkreśla Marcin Kaleta.

Czosnek trafiający do sprzedaży jest sortowany według średnicy główek. Kalibracja odbywa się nawet co pół centymetra, a od wielkości zależy późniejsza cena produktu.

Jak dodaje rolnik, mimo pojawienia się specjalistycznych maszyn wiele czynności nadal wykonuje się ręcznie. Jeszcze kilka lat temu przy zbiorach pomagali mu pracownicy sezonowi. A teraz?

– My zostaliśmy przy samym czosnku, tak siłą domową najbardziej – relacjonuje Marcin Kaleta. 

A warto dodać, że plon czosnku wiosennego to około 5 ton od hektara, jak ocenia rolnik.

image
Tysiące główek w rękach, a przyszłość niepewna. Rolnik o czosnku
FOTO: Marcin Kaleta

Co dzieje się z polskim czosnkiem na rynku?

O sytuację na rynku hurtowym zapytaliśmy Marcina Kmerę z rynku hurtowego w Broniszach.

Jak podkreśla, obecnie krajowego czosnku zostały już jedynie symboliczne ilości, bo rynek znajduje się w charakterystycznym teraz dla branży okresie przejściowym. Zapasy polskiego czosnku z ubiegłorocznych zbiorów są już praktycznie wyczerpane, a na tegoroczne zbiory trzeba jeszcze chwilę poczekać. W efekcie handel opiera się teraz głównie na imporcie.

– Praktycznie jest resztka ubiegłorocznego, ale to już jest taka symboliczna ilość. Przede wszystkim już teraz jest import – mówi Maciej Kmera.

Jednocześnie zwraca uwagę, że świeży polski czosnek wciąż jest doceniany i znajduje w sezonie nabywców.

Nasz, prawdziwy, świeży czosnek, który wchodzi na rynek, jest doceniany – zaznacza.

Zdaniem Macieja Kmery z Bronisz, trudno obecnie mówić o gwałtownych wzrostach cen. Ekspert szacuje, że po pojawieniu się nowych zbiorów stawki mogą utrzymywać się na poziomie około 10–15 zł/kg.

Pogoda nie pomaga plantatorom

Tegoroczny sezon od początku nie układał się po myśli producenta czosnku.

– W tym roku nasz wiosenny czosnek jest bardzo słaby, bo po posadzeniu miesiąc czasu nie padało – mówi rolnik.

Do tego doszły przymrozki.

– Do czerwca były codziennie rano przymrozki. Dopiero ten wiosenny czosnek zaczął rosnąć od czerwca – dodaje.

W efekcie plony mogą być wyraźnie niższe niż oczekiwano. W zeszłym roku straty w produkcji czosnku spowodowane pogodę rolnik oszacował na 40% mniej zbioru.

Rolnik do konsumentów: „Nie patrzcie tylko na cenę”

Mimo wszystkich problemów Marcin Kaleta nie traci wiary w polski czosnek. Apeluje do konsumentów, by podczas zakupów zwracali uwagę nie tylko na cenę.

Apeluję, żeby nie patrzeć na cenę, tylko na produkt polski. Smaczny, pachnący i zdrowy czosnek – podkreśla. 

Dodaje też, że szczególnie cenny jest czosnek wiosenny, który trafi na rynek od sierpnia. Zbiory rozpoczynają się zwykle w połowie lipca, a po kilkutygodniowym suszeniu towar idzie do sprzedaży.

Wiosenny czosnek jest najmocniejszy, może i dziesięciokrotnie mocniejszy od zimowego. I wiosennego jest mniej na rynku w Polsce – mówi rolnik.

Choć w rodzinie Kaletów czosnek uprawiany jest od kilku pokoleń, przyszłość tej tradycji stoi dziś pod znakiem zapytania. Marcin Kaleta nie ukrywa, że nie spodziewa się, by jego dzieci przejęły tradycję. Każde z nich postanawia ruszyć własną drogą życiową, a uprawa czosnku? Nie dość, że pracochłonna, to ostatnimi czasy staje się również coraz mniej opłacalna.

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
19. czerwiec 2026 16:16