Rolnik przywiózł siano i owies dla zwierząt z zoo w Łącznej
Wokół ogrodu zoologicznego w Łącznej od kilku dni jest bardzo gorąco. Trwa spór dotyczący warunków utrzymywania zwierząt, część z nich została wywieziona, a przed zoo odbywają się protesty.
W tym całym zamieszaniu znalazł się jednak ktoś, kto postanowił po prostu pomóc zwierzętom. To Patryk, rolnik, który przyjechał ciągnikiem z sianem dla zwierząt pozostających w ogrodzie. Według informacji przekazanych przez OOPR przywiózł kilkanaście balotów siana. Pomoc obejmowała również owies.
– Przywieźliśmy siano dla owiec i zwierząt – mówi Patryk na nagraniu udostępnionym w mediach społecznościowych OOPR.
„Na rolników zawsze można liczyć”
O geście Patryka poinformował na Facebooku Oddolny Ogólnopolski Protest Rolników. Organizacja zarzuca osobom zaangażowanym w odbieranie zwierząt z zoo, że skupiły się na najcenniejszych okazach, a pozostałym nie zapewniono należytej opieki.
- "Aktywiści" pozabierali co cenniejsze zwierzęta, a reszta ich nie obchodzi. Zostały pozostawione na pastwę losu. Ale na rolników zawsze można liczyć w każdej sytuacji - czytamy we wpisie na FB.
Rolnicy na co dzień zajmują się zwierzętami i dobrze wiedzą, jak ważne jest zapewnienie im paszy oraz regularnej opieki.
Co dzieje się w zoo w Łącznej?
Sprawa prywatnego ogrodu zoologicznego w Łącznej koło Mieroszowa budzi ogromne emocje. W ostatnich dniach na terenie zoo interweniowały służby działające na podstawie decyzji prokuratury. Część zwierząt przewieziono do innych placówek. Pięć osób usłyszało zarzuty dotyczące znęcania się nad zwierzętami, między innymi poprzez niezapewnienie odpowiednich warunków utrzymywania, żywienia i opieki weterynaryjnej.
Właściciel zoo nie zgadza się z przedstawianymi zarzutami. Zapewnia, że placówka była kontrolowana, a zwierzęta znajdowały się pod opieką weterynaryjną.
Interwencja wywołała protesty mieszkańców i sympatyków ogrodu. Pojawiły się również obawy o los zwierząt, które pozostały na miejscu. Pracownicy placówki alarmowali, że podczas działań służb mieli utrudniony dostęp do podopiecznych.
Policja z kolei zapewniała, że transporty zwierząt odbywają się pod nadzorem lekarzy weterynarii i odpowiednich specjalistów.
Kamila Szałaj
