Hiszpańskie Centrum Badań nad Zdrowiem Zwierząt znajduje się w 6-kilometrowej strefie objętej restrykcjami po wykryciu ASF u dzików. Placówka działa w systemie wysokiego bezpieczeństwa biologicznego, jednak skala zagrożenia sprawiła, że nawet mało prawdopodobne scenariusze zostały potraktowane z najwyższą powagą. Choć hipoteza wycieku nie została potwierdzona, jej ciężar spowodował nadanie sprawie priorytetowego charakteru. Badania genetyczne nie wykazały jednoznacznie, aby wirus wykryty w Hiszpanii pochodził z laboratorium.
Międzynarodowa kontrola procedur bioasekuracji w laboratorium w Hiszpanii
W celu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości do Instytutu IRTA-CReSA skierowano międzynarodowy zespół ekspertów. W jego skład weszła dr Sandra Blome, lekarz weterynarii specjalizująca się w wirusologii i kierująca laboratorium referencyjnym ds. ASF w Instytucie Friedricha Loefflera w Niemczech, a także dwaj lekarze weterynarii z Belgii i Francji oraz dwaj przedstawiciele unijnego laboratorium referencyjnego w Valdeolmos w Hiszpanii. Eksperci przez kilka dni analizowali protokoły bezpieczeństwa biologicznego, dokumentację szczepów wirusa oraz przebieg prowadzonych eksperymentów, a także wyniki sekwencjonowania genomu ASF.
Jak wyjaśnia dr Blome, zakażone dziki wykryto zaledwie około 800 metrów od laboratorium, co naturalnie rodziło pytania o możliwe drogi przeniknięcia wirusa do środowiska. Wykryty szczep wykazuje podobieństwo do wirusa ASF zidentyfikowanego w Gruzji i Armenii w 2007 roku, jednak posiada dużą delecję w genomie oraz inne drobne mutacje. Tego typu cechy nie zostały dotąd opisane w żadnym innym szczepie ASF na świecie.
Nietypowy genom ASF
Eksperci podkreślają również, że jest mało prawdopodobne, aby był to szczep wykorzystywany w badaniach nad szczepionką przeciwko afrykańskiemu pomorowi świń, ponieważ taki wariant zawierałby charakterystyczne markery genetyczne. Kontrola nie wykazała żadnych nieprawidłowości związanych z gospodarką ściekami, odpadami ani naruszeń procedur bezpieczeństwa biologicznego. Dokumentacja była kompletna i zgodna z obowiązującymi przepisami.
Pozostaje jednak pytanie o pochodzenie wirusa. Naukowcy nie są w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy jest to zupełnie nowa odmiana ASF. Specjaliści pozostają w stałym kontakcie z wirusologami z innych części świata, jednak dotychczas nigdzie nie zidentyfikowano szczepu z identyczną delecją. Nie można wykluczyć, że wirus już krąży w innych regionach, na przykład w Azji, ale brak jest jeszcze odpowiednich próbek do porównań.
Dlaczego mniej zjadliwy ASF może być bardziej niebezpieczny?
Wiadomo, że wirusy ASF ulegają mutacjom w miarę adaptacji do nowych warunków środowiskowych. Dr Blome tłumaczy na portalu topagrar.de, że proces ten zachodzi znacznie szybciej w warunkach laboratoryjnych niż w środowisku naturalnym, co podsyca podejrzenia, że analizowany szczep mógł powstać w hodowli komórkowej. Jednocześnie nowy wariant prawdopodobnie cechuje się obniżoną patogennością, a więc mniejszą zjadliwością.
– To jednak nie musi oznaczać mniejszego zagrożenia epizootycznego. Zwierzęta zakażone wysoce zjadliwymi szczepami ASF zazwyczaj padają w ciągu około tygodnia i są zakaźne głównie w postaci padliny. W przypadku szczepów o osłabionej zjadliwości chore dziki mogą przeżywać znacznie dłużej i wydalać wirusa nawet przez 50 dni, co zwiększa ryzyko jego dalszego rozprzestrzeniania się. Dodatkowym czynnikiem utrudniającym kontrolę choroby jest bardzo liczna populacja dzików w regionie objętym restrykcjami – mówi Sandra Blome.
ds
