Wieś powinna przede wszystkim służyć produkcji żywności. Oczywiście rozwój rolnictwa musi odbywać się z poszanowaniem środowiska, dobrostanu zwierząt i interesów mieszkańców, jednak coraz częściej inwestycje rolnicze są blokowane nie tylko przez rygorystyczne przepisy, lecz także przez protesty społeczne. W takich sytuacjach emocjonalne argumenty dotyczące zapachu, krajobrazu, turystyki czy wartości nieruchomości zaczynają przesłaniać fakt, że gospodarstwo rolne musi się rozwijać, aby utrzymać konkurencyjność i zapewnić krajową produkcję żywności.
Rolnicza wieś czy skansen?
Problem z rozwojem produkcji trzody chlewnej polega na tym, że oczekuje się od rolników zwiększania efektywności, poprawy dobrostanu, ograniczania emisji i dostosowywania gospodarstw do coraz wyższych standardów, a jednocześnie coraz trudniej uzyskać zgodę na inwestycje. Jeżeli dodatkowo każda planowana chlewnia spotyka się z protestem, odbudowa krajowego pogłowia świń staje się coraz mniej realna.
W Polsce od lat mówi się o potrzebie ograniczenia zależności od importu mięsa i zwiększenia krajowej produkcji. Nie da się jednak osiągnąć tego celu bez inwestycji w nowoczesne gospodarstwa. Rolnik, który chce się specjalizować i rozwijać swoje gospodarstwo, powinien mieć możliwość budowy obiektu spełniającego wymagania techniczne, środowiskowe i dobrostanowe. Jeżeli takie inwestycje są blokowane, producent staje przed wyborem: pozostać przy niewielkiej skali, która często nie zapewnia odpowiedniej opłacalności, albo zrezygnować z produkcji.
Początek sporu o chlewnię w 2024 roku
Mieszkańcy gminy Giby w powiecie sejneńskim zaczęli publicznie sprzeciwiać się inwestycji we wrześniu 2024 roku. Planowana chlewnia miała pomieścić 1996 świń. Przeciwnicy budowy obawiali się przede wszystkim uciążliwych zapachów, transportu pasz i zwierząt, zagospodarowania gnojowicy, możliwego wpływu na wody oraz spadku wartości nieruchomości. Część mieszkańców utrzymuje się z turystyki i argumentowała, że chlewnia może obniżyć atrakcyjność gminy.
W miejscowości odbywały się spotkania, w których uczestniczyło wielu mieszkańców. Powołano również Komitet Społeczny STOP Budowie Chlewni w Gminie Giby. W październiku 2024 roku rozpoczęto zbiórkę pieniędzy na przygotowanie niezależnego kontrraportu dotyczącego oddziaływania inwestycji na środowisko. Przeciwnicy przedsięwzięcia twierdzili, że dokument taki będzie potrzebny do wykazania zagrożeń dla przyrody i zdrowia mieszkańców.
Inwestor odpowiadał, że chlewnia miałaby powstać na gruncie od lat wykorzystywanym rolniczo, a jej oddziaływanie zostanie ocenione w postępowaniu administracyjnym. Podkreślał również, że obiekt ma zostać wyposażony w szczelne zbiorniki na gnojowicę, nowoczesny system wentylacji i podłogę rusztową. Jego zdaniem zastosowanie takich rozwiązań pozwala ograniczyć ryzyko dla wód gruntowych i zmniejszyć emisję substancji odorowych.
Pierwsza odmowna decyzja
W toku postępowania wymagane było uzyskanie stanowisk między innymi Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Białymstoku i Wód Polskich. W pierwszym etapie Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i Wody Polskie wydały negatywne stanowiska. RDOŚ zwracała uwagę na położenie terenu w pobliżu obszarów cennych przyrodniczo, w tym obszaru Natura 2000, obszaru chronionego krajobrazu Pojezierze Sejneńskie oraz rezerwatu przyrody Pomorze. Wątpliwości dotyczyły między innymi skutków inwestycji dla wód, gleb, siedlisk oraz sposobu zagospodarowania gnojowicy.
Wójt gminy Giby ostatecznie odmówił zgody na realizację przedsięwzięcia. Inwestor odwołał się od tej decyzji, dlatego sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia. Tym samym pierwsza decyzja nie zakończyła postępowania, a dokumentacja inwestycji ponownie trafiła do oceny właściwych instytucji.
Ponowne rozpatrzenie sprawy
Inwestor podtrzymywał, że wcześniejsza dokumentacja nie odzwierciedlała w pełni rzeczywistych możliwości ograniczenia oddziaływania obiektu. RDOŚ wskazywała natomiast na brak wystarczających wyjaśnień dotyczących zagospodarowania gnojowicy oraz wpływu inwestycji na pobliskie obszary chronione. Strona społeczna złożyła własne ekspertyzy i opinie, krytykując raport przygotowany przez inwestora. Przedstawiciele komitetu twierdzili, że budowa nie przyniesie lokalnej społeczności korzyści, a jedynie zwiększy presję na środowisko. RDOŚ nadal sprzeciwiała się inwestycji, ale Wody Polskie wydały stanowisko umożliwiające jej dalsze procedowanie. Brak jednomyślności instytucji uzgadniających oznaczał, że ostateczna decyzja wymagała szczegółowej analizy wszystkich argumentów.
Wójt deklarował, że musi uwzględnić zarówno głosy protestujących mieszkańców, jak i stanowisko inwestora, który sam jest mieszkańcem tej gminy. Zapowiadał dogłębne przeanalizowanie dokumentacji i konsultacje przed podjęciem decyzji.
Argumenty rolnika
Rolnik planujący budowę podkreślał, że od lat zajmuje się uprawą ziemi i produkcją świń. Jego zdaniem zmiany zachodzące w europejskim rolnictwie wymuszają profesjonalizację gospodarstw i inwestowanie w automatyzację. Bez zwiększenia skali produkcji i poprawy organizacji pracy mniejsze gospodarstwa mogą mieć coraz większe trudności z utrzymaniem się na rynku.
Inwestor wskazywał, że Podlasie jest regionem rolniczo-turystycznym, a obie funkcje powinny mieć możliwość współistnienia. Podkreślał, że teren przeznaczony pod chlewnię miał wcześniej rolnicze przeznaczenie, a to nie produkcja rolna wkroczyła na obszar turystyczny, lecz zabudowa i oczekiwania rekreacyjne zbliżyły się do istniejących gruntów rolnych.
Rolnik odnosił się również do zarzutów dotyczących zapachów. Przyznawał, że w określonych warunkach pogodowych, przy konkretnym kierunku wiatru lub zmianach ciśnienia, okresowo mogą być wyczuwalne zapachy związane z produkcją zwierzęcą. Jego zdaniem nie jest to jednak zjawisko nadzwyczajne na obszarze wiejskim, którego podstawową funkcją pozostaje produkcja żywności.
Zablokowana inwestycja w chlewnię
We września 2026 roku wójt gminy Giby po raz drugi odmówił wydania decyzji środowiskowej dla planowanej chlewni. Tym razem decyzja została podjęta mimo braku pełnej zgodności stanowisk instytucji uczestniczących w postępowaniu. RDOŚ nadal odmówiła uzgodnienia inwestycji, wskazując między innymi na brak możliwości wykluczenia negatywnego wpływu na obszary Natura 2000. Negatywne stanowisko wydał także sanepid, natomiast Wody Polskie wcześniej dały inwestycji zielone światło.
W uzasadnieniu podkreślano, że w dokumentacji nadal pozostały pytania dotyczące gnojowicy, wpływu na wody, emisji azotu i amoniaku oraz oddziaływania na chronione siedliska. Komitet społeczny uznał decyzję za sukces mieszkańców i podkreślał, że wójt, po ponownym przeanalizowaniu sprawy, uwzględnił ich obawy.
Sprawa nie jest jednak zakończona. Inwestor może odwołać się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Dopiero dalsze postępowanie odwoławcze przesądzi, czy decyzja wójta zostanie utrzymana, czy też sprawa zostanie ponownie przekazana do rozpatrzenia.
Dominika Stancelewska
